
– Niech to nie zabrzmi jak oksymoron, ale pojawienie się Smyrgały w MON to jest dobra zmiana dla polskiego wojska – tak nowego szefa gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza – doktora Dominika Smyrgałę – ocenia generał Roman Polko. Poleca też, by Misiewicz i inni karierowicze postawili go sobie za przykład. Inny generał zastanawia się, czy zatrudnienie Smyrgały nie jest sposobem na odsunięcie szefa MON.
Roszady personalne w MON Najpierw z hukiem wyleciał ulubieniec Antoniego Macierewicza. A Bartłomiej Misiewicz w resorcie obrony narodowej łączył dwie funkcje: rzecznika prasowego i szefa gabinetu politycznego. Ale na wniosek prezesa Jarosława Kaczyńskiego, już mocno poirytowanego występkami pupila Macierewicza, pozbawiono go posady. Na stanowisku rzecznika zastąpiła go major Anna Pęzioł-Wójtowicz, szefem gabinetu został zaś wieloletni znajomy szefa MON – Krzysztof Łączyński. Prawa ręka Antoniego Macierewicza musiała jednak ustąpić. Jak podał Tvn24.pl, współpracownikom tłumaczył, że chodzi o problemy zdrowotne. Trzeci po Misiewiczu Teraz wszystko, co wyląduje na biurku ministra Macierewicza, najpierw trafi do rąk 39-letniego Dominika Smyrgały, nowego szefa gabinetu politycznego w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Z noty zamieszczonej na stronie resortu wynika, że przez ostatnie lata pracował jako adiunkt w Collegium Civitas (wziął bezpłatny urlop). Rektor uczelni również przebywa na urlopie, więc nie dowiemy się niczego na temat byłego już pracownika. Dorabiał także w Ośrodku Monitorowania i Analiz Ministerstwa Obrony Narodowej, gdzie zatrudniony był na umowę o pracę.
Według informacji OKO.press.pl, Smyrgała jako ekspert MON, konkretnie za wydanie opinii dotyczących sytuacji międzynarodowej od grudnia 2015 roku do września 2016 roku miał dostać łącznie 54 tys. zł. Z danych udostępnionych na stronie resortu wynika, że zarabiał też na projektach eksperckich dla Fundacji Inicjatyw Bezpieczeństwo-Rozwój-Energia "FIBRE”, fundacji Instytut Staszica i innych think-thanków. Publikował również teksty analityczne, eksperckie, m.in. na łamach "Biznes Alert", "Obserwatora Finansowego".. W Salon24.pl wciąż prowadzi bloga. Dotychczas pisał głównie o polityce międzynarodowej, ale "niestety sytuacja w kraju i na świecie jest, jaka jest, więc wrócił do polityki". To tutaj w marcu uspokajał dziennikarzy, m.in. "Polityki", którzy pisali o fali odejść z MON, nazywając to "efektem Macierewicza".
Ja rozumiem, Antoni Macierewicz nie należy do najpopularniejszych polityków w Polsce, oględnie rzecz ujmując. Znam też reguły walki politycznej w kraju, wali się, czym popadnie. Ale w sprawie odejść generałów z wojska naprawdę warto wypić szklankę zimnej wody przed włączeniem się w dyskusję. Poniżej kilka wypisków z mediów na przestrzeni ostatnich lat. Czytaj więcej
Wypowiadał się także jako ekspert, m.in. na temat kontraktu gazowego. MON w krótkiej notce nie odnotował jednak, że Smyrgała pracował także w SKW, MSZ i PAN-ie. Dlaczego przyjął propozycję pracy w MON? - W grudniu 2015 minister Antoni Macierewicz poprosił mnie o merytoryczne i organizacyjne wsparcie przygotowań do Szczytu NATO w Warszawie. Ponieważ nie mogłem podjąć pracy na etat, gdyż miałem bardzo dużo zajęć na uczelni i prowadziłem dwa granty naukowe, zgodziliśmy się na umowę zlecenie - pisze nam Smyrgała.
Dominik Smyrgała
szef gabinetu politycznego w MON
Misiewicz może się od niego uczyć Dzwonię do kilku generałów, ale żaden z nich nie słyszał o Dominiku Smyrgale. – Nie znam – mówi Waldemar Skrzypczak. Pyta o niego kolegów po fachu, ale oni też nie znają nowego szefa gabinetu Macierewicza. Wreszcie się udaje. Żona generała Romana Polko pracowała ze Smyrgałą w PAN. Jak mówi nam generał, żona Paulina powtarza, że to "bardzo sensowny chłopak", tylko dziwi się, że poszedł do MON. – Miałem okazję z nim rozmawiać, spotkać się. To człowiek, który ma dobrą opinię. Młody, ale nie ma przerostu ambicji, jest pracowity i solidny. To na pewno przeskok jakościowy – chwali Polko.
generał Roman Polko
Inny generał prosi o anonimowość i podkreśla, że Smyrgała ma większe kompetencje niż Macierewicz. – Zastanawiałem się, czy w ten sposób, ktoś próbuje odsunąć ministra Macierewicza? Do tej pory on wybierał sobie same dziwolągi. Może ktoś Macierewiczowi postawił ultimatum: ty obejmiesz to stanowisko, a ktoś inny będzie rządził? Zastanawiam się, kto tam w tym momencie rządzi, bo Macierewicz jest totalnie "odjechany". Przypomina mi prałata Jankowskiego, który w pewnym momencie swojego życia niewiele działał, a robili to za niego tacy jego Misiewicze – spekuluje jeden z generałów.
– Ludzie mają różne ambicje i różnie działają – słyszę od innej osoby. – Obaw o wizerunek nie mam, zwłaszcza w takiej chwili, gdy wracam z wizyty Sekretarza Generalnego NATO Jensa Stoltenberga w batalionowej grupie bojowej NATO, stacjonującej w Bemowie Piskim. To naprawdę duża satysfakcja zawodowa – tłumaczy Smyrgała.
– Widziałem tylko, że mowa o nim w mediach. Ale nie mam pojęcia, kto to jest. Misiewicza i pana Krzysztofa Łączyńskiego też nie znałem. Jacyś ludzie Macierewicza – stwierdza Siemoniak.
Tomasz Siemoniak
były minister obrony narodowej
Czy Smyrgała ma wyraziste poglądy? – To jest analityk, człowiek pracy. Partyjnych nie ma, ale polityczne tak. Często w mediach społecznościowych zamieszcza kwestie związane z wydarzeniami patriotycznymi, ale nie z kibolami – zaznacza jeden z jego znajomych. Prawdziwie prawa ręka ministra Czym zajmuje się szef gabinetu politycznego? – W największym skrócie, noszeniem teczki za pryncypałami partyjnymi. Funkcjonują na każdym szczeblu: od samorządów po centralne, czyli te działające przy ministerstwach. To są instytucje, które zostały powołane po to, by ulubieńcy danego polityka mieli zapewnione miejsce pracy – mówił w rozmowie z naTemat wprost Paweł Kukiz, lider Kukiz'15.
Tomasz Siemoniak podkreśla, że to minister definiuje role szefa swojego gabinetu. – Najczęściej jest to praca organizacyjna, organizowanie współpracy z parlamentem, z ministrami. Cała polityka i kontakt z własnym zapleczem politycznym. Więc jest to bardzo ważna funkcja, taka prawdziwa prawa ręka ministra – mówi były szef MON.
I nieźle płatna. Dlatego posłowie klubu Kukiz’15 tak bardzo zabiegali o to, by zlikwidować gabinety polityczne i pozbyć się zbędnych "misiewiczów”. Wyliczyli nawet, że przyniosłoby to oszczędności w wysokości 500 mln zł. Bo np. Bartłomiej Misiewicz jako szef gabinetu politycznego miesięcznie dostawał od 7 890 do 11 046 zł brutto.
