Honorata „Honey” Skarbek: „Nie jestem produktem”. Jakie gwiazdy produkuje internet?

Honorata Skarbek na okładce swojej płyty "Honey"
Honorata Skarbek na okładce swojej płyty "Honey"
Blog, który prowadzi, bije rekordy popularności. Podobnie jak jej piosenki i stworzone przez nią teledyski. Jest gwiazdą, a nie ma jeszcze 20 lat. Twierdzi, że ludzie ją kochają, bo zrobiła karierę, choć jest zwyczajną dziewczyną z małego miasta, bez znajomości i bogatych rodziców. Dla naTemat Honorata Skarbek, o tym jak to się robi w Polsce.


Masz 19 lat i jesteś gwiazdą Internetu. Codziennie sześćdziesiąt tysięcy osób śledzi wpisy na twoim blogu. Pod koniec 2011 roku byłaś najczęściej poszukiwaną przez Google’a osobą w Polsce. Twoje teledyski na YouTube’ie oglądają miliony. Dlaczego ty?
Trafiam przede wszystkim do młodych ludzi, dla których jestem chodzącym przykładem sukcesu „mimo wszystko”. Moja historia potwierdza, że marzenia czasem się spełniają. Dorośli starają nam się wmówić, że warto do życia podchodzić realistycznie. Ja chodzę z głową w chmurach i jestem z tego dumna. Z drugiej strony, konsekwentnie realizuję swoje marzenia krok po kroku. Mam nadzieję, że moi odbiorcy przeżywają sukcesy wraz ze mną, czerpią inspiracje z mojego pisania. Chciałabym dawać ludziom siłę do działania.


Zrobiłaś karierę po amerykańsku: od pucybuta do milionera?
Tak, można tak powiedzieć. Pochodzę z małego miasta, nie miałam większych szans, żeby się wybić. Moi rodzice nie mieli pieniędzy i kontaktów, nikt nie zakładał, że mi się uda. Szczerze mówiąc, na wszystko musiałam zapracować sobie sama. Dzisiaj daję kopa ludziom w podobnej sytuacji.



Robisz to w prosty sposób. Na swoim blogu nie publikujesz głębokich przemyśleń na temat świata. Raczej informujesz, że cierpisz na alergię, obwieszczasz, że masz ochotę na kawę lub idziesz pod prysznic. Czemu tyle osób jest zainteresowanych twoim codziennym życiem?
Nie mam zamiaru udawać kogoś, kim nie jestem. Piszę o tym, co w danym momencie mam w głowie. Nie wstydzę się własnych spostrzeżeń. Nie ściemniam, że jestem dorosła i wielce doświadczona. Dzięki temu, ludzie w moim wieku czują ze mną pokrewieństwo.


Czujesz odpowiedzialność, która na tobie ciąży w związku z tym, że jesteś tak popularną osobą? Twój blog staje się opiniotwórczym medium.
Staram się promować wyłącznie wartości, które są mi bliskie. Próbuję utrzymać poziom.

To jakimi wartościami się kierujesz?
Główną wartością jest dla mnie to, żeby realizować siebie, na milion sposobów. Nie żyć w sprzeczności ze swoimi uczuciami, nie dać się stłamsić innym ludziom. Wierzyć w siebie.

Brzmi dobrze, ale i banalnie. A coś cię ogranicza w tym kroczeniu ścieżką osobistego sukcesu?
Ogranicza? Nie przepadam za tym słowem.

Czyli co, wolność ponad wszystko? Jest coś, czego być nie zrobiła, mimo że mogłoby to przynieść tobie jeszcze większą popularność?
Nie działam w ten sposób. Nigdy nie chciałam być sławna. Popularność przyszła sama, zupełnie naturalnie. Przez to, że zaczęłam prowadzić bloga, a ludzie zaczęli słuchać mojej muzyki. Jedyne, co mogłoby mnie ograniczać, to inni ludzie. Mam wrażenie, że krytyka, krzywdzące słowa płynące z naszego otoczenia, bywają blokadą dla naszego rozwoju. Może to i jest motywujące, ale w rozsądnych dawkach.

Krytycy muzyczni mogą obgadywać twoją twórczość, a ty sprawdzasz statystyki swojego bloga i już jesteś psychicznie podbudowana?
Z tego, co wiem krytycy muzyczni moją płytę oceniają dobrze. Znalazła się w kilku istotnych rankingach. Nie mogę narzekać także na odzew stacji radiowych, które chętnie mnie grają. Więc nie o krytykach tutaj mówię, ale o tak zwanych „życzliwych”. Zawsze znajdzie się obok nas ktoś, kto stara nam się podciąć skrzydła.


To zazdrość?
Nie chciałabym tłumaczyć zazdrością każdej krytyki mojej działalności. To byłoby objawem próżności. Uważam, że jak najbardziej jest taka krytyka, na którą zasługuję. Cały czas się kształcę, staram się być lepszą osobą. Nigdy nie uda mi się zadowolić wszystkich. Paradoksalnie, dzięki temu, że jestem cały czas wystawiona na ostrzał, mam silną motywację, żeby się rozwijać.

Nie kusi cię, żeby wypowiedzieć się chociaż raz w poważniejszych kwestiach? Doda udzieliła ostatnio wywiadu Jackowi Żakowskiemu, teraz wojuje z Polską w Strasburgu o Biblię. Demonstrujesz publicznie swój światopogląd?
Jestem osobą, która jeszcze nie dotarła do tego „targetu”. Staram się nie wypowiadać na tematy, na których znam się słabo.

Czytaj też: Facebook – najbardziej opiniotwórcze medium?

Poglądy ma każdy. Masz ukończone 18 lat, więc możesz głosować. Możesz chodzić do Kościoła lub nie. Możesz potępiać pewne zachowania albo je promować.
Szczerze mówiąc, nigdy w życiu się nad tym nie zastanawiałam. Starałam się poruszać w zupełnie innych dziedzinach. Żyję w sferze imaginacji: pragnień, marzeń i uczuć, ale nie twardej polityki. W moim „targecie” znajdują się osoby w wieku od 11 do 20 lat. Nie chcę wykraczać tematycznie ponad to, co interesuje moich odbiorców. Niemniej jednak, dojrzewam jako człowiek, jako obywatel. Także nie wykluczam tego, że za jakiś czas odniosę się do poważniejszych zagadnień.

Użyłaś słowa "target group". To ciekawe, że go użyłaś, bo to nomenklatura ze świata reklamy. Czy czujesz się czasem produktem?
Rzeczywiście, to słowo jest bardzo szufladkujące i nie potrafiłabym na chwilę obecną znaleźć innego, którym mogłabym je zastąpić.

Grupa docelowa. Chociaż grupa docelowa, to też określenie reklamowe.
Tak, dokładnie. To wszystko jest takie szufladkujące.

Czy Honorata Skarbek, to produkt?
Nie, zdecydowanie nie jestem produktem i od samego początku walczyłam ze swoim menadżerem, z wytwórnią i z innymi osobami, które starały mi się narzucić jakiś kanon, którym miałabym się kierować. Wolę tworzyć coś własnego, tak samo było z moimi piosenkami. Tak samo było z moim wizerunkiem, który nigdy w życiu nie był mi narzucony.

Poczytaj też: Wrzawa wokół tekstu w "Przekroju"

Czyli nie zostałaś wymyślona, jak Lana Del Rey?
Nie, zupełnie nie. Zresztą można to sprawdzić patrząc na moje wcześniejsze wpisy na blogu, stworzone, kiedy miałam 15 lat. Kiedy zupełnie nikt nie wiedział, kim jest dziewczynka Honorata Skarbek. Byłam taka sama, wyglądałam tak samo, ubierałam się tak samo.

Kiedy zrozumiałaś, że udało się, „zaskoczyło”?
To był dzień, w którym odkryłam, że mam trzynaście tysięcy wejść dziennie. Wow, niesamowite uczucie, zastrzyk adrenaliny! Wtedy zaczęłam nagrywać piosenki i wrzucać je do Internetu. Zadziałał efekt śnieżnej kuli. Nagle wszystko stało się możliwe, na przykład nagranie teledysku z udziałem Zombie Boy’a, który pracuje chociażby z Lady Gagą.

Poszerzona wersja wywiadu z Honoratą Skarbek już w niedzielę 8 lipca, w programie Hani Bal na antenie Chilli ZET. Posłuchajcie, jak Honorata wspomina współpracę z Zombie Boy'em!