
Mama 14-letniego Kuby z Zespołem Aspergera zrobiła zamieszanie – i udowodniła, że siedząc cicho nie wywalczy się nic. W sprawie jej syna kwestia jego nauczania indywidualnego wydaje się być wyjaśniona. Ale na jednym Kubie problem się nie kończy – jest wiele więcej dzieci poszkodowanych w wyniku rozporządzenia minister Anny Zalewskiej opublikowanego zaledwie na dwa dni przed rokiem szkolnym. A ona sama zapewnia, że to wszystko nieprawda.
Gdy napisaliśmy o sprawie 14-latka z podwarszawskiego Izabelina, do Stowarzyszenia Nie-Grzeczne Dzieci, które prowadzi projekt "Wszystko Jasne", zgłosiło się kilkunastu rodziców, alarmując, że u nich sytuacja wygląda podobnie, jak w opisie pani Eweliny.
Wczoraj popołudniu ministerstwo edukacji w przesłanym nam wyjaśnieniu poinformowało, że... nic się nie stało i zaapelowało, "aby nie wprowadzać niepokoju wśród rodziców i uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi". Resort przyjął bowiem za dobrą monetę zapewnienia Poradni przy ul. Wrzeciono, że nikt nic takiego mamie Kuby nie powiedział.
Poradnia poinformowała nas, że nie udzielała takich informacji Pani Ewelinie, mamie 14-letniego Kuby. Jak podkreśliła dyrekcja Poradni - dziecko ma wystawione aktualne orzeczenie o potrzebie nauczania indywidualnego. Oznacza to, że jeszcze przez rok - zgodnie z przepisami - będzie miał organizowane nauczanie indywidualne w szkole. Po tym czasie będzie on włączony w edukację ze swoimi rówieśnikami na podstawie orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego realizowanego w oparciu o indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny.
Czyli co? Mama Kuby zmyśliła sobie to wszystko? Podniosła rwetes w sprawie swojego dziecka, choć w jego edukacji nic się nie zmienia? Wydaje się to mało prawdopodobne. Raczej należy sądzić, że to fakt, iż w wokół tej sprawy zrobiło się głośno, sprawił, że nauczanie Kuby jednak nie ulegnie zmianie. W rozmowie z nami pani Ewelina (z zawodu nauczycielka) mówiła z przekonaniem o tym, czego się dowiedziała: że tak naprawdę to koniec nauczania indywidualnego na terenie szkoły.
I tu ministerstwu trzeba przyznać rację: pani Ewelina się myli. I mylą się też dyrektorzy wielu szkół, którzy nie mają pojęcia, jak rozumieć treść rozporządzeń podpisanych na początku sierpnia, ale opublikowanych dopiero 29 sierpnia. – Bałagan jest niesamowity – przyznaje Agnieszka Niedźwiedzka, prowadząca projekt "Wszystko jasne", powołany po to, aby objaśniać rodzicom i monitorować to, jak funkcjonuje edukacja dla dzieci z niepełnosprawnościami.
Projekt powstał niejako w odpowiedzi na szereg trudności, z jakimi spotykają się dzieci niepełnosprawne w placówkach edukacyjnych. Uczniowie ci mają utrudniony dostęp do edukacji włączającej. Spycha się ich do szkół specjalnych lub pozostawia samym sobie w placówkach masowych. Realizację specjalnych potrzeb edukacyjnych tych dzieci przerzuca się na ich rodziny. Najczęściej to od rodziców oczekuje się zapewnienia dziecku zajęć i terapii, choć są one zalecane w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego, na podstawie którego gminy otrzymują dodatkowe kwoty subwencji oświatowej. Szkoły nie zaspokajają specjalnych potrzeb edukacyjnych dzieci niepełnosprawnych, tłumacząc się brakiem środków. Dodatkowe środki z subwencji giną w budżecie gminy. Tak wygląda edukacja dzieci niepełnosprawnych z naszej perspektywy.
Teraz do Stowarzyszenia zgłasza się wielu rodziców, którzy przyznają, że wraz z początkiem nowego roku szkolnego zaczęły się kłopoty w kwestii nauczania indywidualnego. A Agnieszka Niedźwiedzka, łącząc to ze swoimi obowiązkami zawodowymi, próbuje znaleźć jakąś radę. – W sytuacji takiej jak ta 14-letniego Kuby radziłabym porozumieć się z dyrekcją szkoły i nauczycielami w sprawie tzw. IPET-u (Indywidualny Program Edukacyjno-Terapeutyczny tworzony w szkole dla każdego ucznia ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi wynikającymi z orzeczenia Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej – przyp. red.). Skoro do tej pory edukacja włączająca z nauczaniem indywidualnym na terenie szkoły zdawała egzamin w przypadku tego ucznia, to powinno to być kontynuowane – wyjaśnia koordynatorka "Wszystko jasne".
Przyznaje przy tym, że dyrektorzy szkół i nauczyciele bardzo często nie orientują się w tym, co wynika z ministerialnych rozporządzeń. Zdecydowanie więcej wiedzą rodzice, sami orientując się, jakie prawa mają oni i ich dzieci. A teraz, w zamieszaniu wokół całej reformy i przy ogłaszaniu nowych przepisów "za pięć dwunasta" – nic dziwnego, że jest chaos i są poszkodowani. Bo z jednego rozporządzenia wynika dość jasno (w sumie rozporządzenia są trzy – ich dokładną analizę można znaleźć na tym blogu), że dyrektor ma prawo odmówić nauczania indywidualnego na terenie szkoły i wygląda na to, że niektórzy z tego prawa korzystają.
§ 13.
Zajęcia indywidualnego przygotowania przedszkolnego i zajęcia indywidualnego nauczania dla dzieci i uczniów, których stan zdrowia znacznie utrudnia uczęszczanie do przedszkola, oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej, innej formy wychowania przedszkolnego lub szkoły, posiadających orzeczenie wydane przed dniem 1 września 2017 r., mogą być organizowane odpowiednio w przedszkolu, innej formie wychowania przedszkolnego lub szkole, jeżeli:
1) w orzeczeniu tym wskazano możliwość realizacji indywidualnego przygotowania przedszkolnego lub indywidualnego nauczania w pomieszczeniu odpowiednio w przedszkolu, innej formie wychowania przedszkolnego lub szkole,
2) odpowiednio przedszkole, inna forma wychowania przedszkolnego lub szkoła dysponuje pomieszczeniem, w którym
mogą odbywać się zajęcia dla tego dziecka lub ucznia – do końca okresu na jaki zostało wydane to orzeczenie, nie dłużej jednak niż do końca roku szkolnego 2017/2018.
Upraszczając – dzieci, które mają orzeczenie o potrzebie nauczania indywidualnego wydane przed wejściem w życie tego rozporządzenia, powinny mieć w szkole zapewnione wszystko "po staremu". Zmiany dotyczą tych uczniów, którzy orzeczenie dostaną po 1 września 2017 r. Od tego momentu zakres włączania ucznia w zajęcia z rówieśnikami będzie zależał od dyrektora szkoły. Pytań i wątpliwości jest mnóstwo – co widać po dyskusji na profilu "Wszystko jasne".

Minister Anna Zalewska odpowiedź na to zamieszanie ma jedną – "to nieprawda". "Przez rok czasu nie zmienia się jeszcze nic, a potem chcemy wreszcie, aby edukacja była włączająca" – zapewniła rano w TVN24. A że przybywa skarg od rodziców, że w wielu szkołach uczniowie z niepełnosprawnością są po prostu źle widziani i dyrektorzy odsyłają ich na nauczanie indywidualne w domu, bez rówieśników?
Anna Zalewska
minister edukacji narodowej
Oj, pani minister, gdyby miała pani osobiście nadzorować każdy przypadek tego typu nieprawidłowości w szkole... Pozostaje wierzyć, że szum wokół sprawy 14-letniego Kuby pomoże nie tylko jemu, ale i wielu innym uczniom w całym kraju i nie dojdzie do kolejnego "sortowania" dzieci na lepsze i gorsze.
