Dziewczyńskość w wydaniu Prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej i prezeski Stowarzyszenia Kongres Kobiet – Doroty Warakomskiej.
Dziewczyńskość w wydaniu Prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej i prezeski Stowarzyszenia Kongres Kobiet – Doroty Warakomskiej. Fot. Piotr Skórnicki

Prezydentowa Agata Kornhauser-Duda po raz kolejny milczeniem skwitowała zaproszenie na Ogólnopolski Kongres Kobiet. Wracając wczoraj z Poznania, zastanawiałam się, skąd ta niechęć do wydarzenia organizowanego przez środowiska kobiece i doszłam do wniosku, że to może nie niechęć. Tylko błędne koło. Agata Duda milczy, bo na Kongresie nigdy nie była. Przecież to tu tłumaczy się kobietom, że ich głos jest ważny i powinien być słyszalny.

REKLAMA

Wczoraj na panelu dotyczącym dzieczyńskości i jej wzorów w kulturze Joanna Piotrowska z Feminoteki, która zajmuje się także szkoleniami wenDo (samoobrona dla kobiet i dziewczyn), opowiedziała o ciekawym spostrzeżeniu. Otóż uczennice podstawówki na zajęciach z samoobrony krzyczą wniebogłosy, rozbijają deseczki, są energią nie do opanowania. Z kolei, kiedy tego typu warsztaty prowadzi się wśród gimnazjalistek, atmosfera jest zgoła inna. Starsze dziewczyny są onieśmielone, nie chcą podnieść głosu, a co dopiero krzyknąć. Trudno się dziwić, kiedy krzyczymy jesteśmy brzydkie, powykrzywiane, zmarszczki i bruzdy stają się wyraźniejsze – a dziewczynkom nie wypada robić szumu, bycie brzydką jest natomiast grzechem.

Dziewczynki tracą dziewczyńskość bardzo wcześnie, szybko wymaga się od nich żeby były dorosłe. Ułożone, opanowane. W gimnazjum prędzej zobaczymy małe kobietki niż nieokiełznane łobuzice. Z kolei Kongres Kobiet bardzo często tę dziewczyńskość przywraca kobietom już dorosłym. Nie chodzi tu bynajmniej o wtórną infantylizację – ale o energię, frywolność i umiejętność podnoszenia głosu. A nawet krzyku.

Chór Czarownic i Pierwsze Damy Mimo zapewnień posła Pawłowicz coroczne ogólnopolskie spotkania kobiet (bo warto zaznaczyć, że są także regionalne Kongresy Kobiet), to nie wydarzenie: "przy pustej w połowie sali zebrane osoby - sądząc po tym haśle - debatowały albo o nasilającym się zagrożeniu i zniewoleniu Dekalogiem,albo o tym, jak - na złość PIS-owi i swym facetom - przyjmować szariat w Polsce, a z nim przemiłych, delikatnych,dobrze wychowanych "gości" pani Merkel". Jednak, żeby mieć tego świadomość, na Kongresie choć raz należy się pojawić.

Wszyscy widzimy, że Agata Kornhauser-Duda ma problem z głośnym wyartykułowaniem swojego zdania. O tym także w dużej mierze był tegoroczny Kongres. W ramach panelu "Obecne. Nieobecne – kobiety w mediach" razem z innymi dziennikarkami dyskutowałam o tym, że kobiecy głos w mediach jest wciąż mało słyszalny.

Chór Czarownic.
Chór Czarownic. Fot. Piotr Skórkowski

Ale oczywiście nie chodzi tylko o media i o to, że tematy zgłaszane przez dziennikarki jakoś słabiej wybrzmiewają niż te zgłaszane przez dziennikarzy.

Chodzi o to, że wciąż niewielu pedagogów słyszy głos dziewczynek, które skarżą się, że chłopcy im dokuczają.

Chodzi o to, że wciąż niewielu policjantów słyszy głos kobiet, które zgłaszają przemoc, czy to domową, czy seksualną.

Chodzi o to, że wciąż niewielu pracodawców słyszy głos kobiet, które zgłaszają nierówności w płacach.

Ale w październiku politycy nas usłyszeli, bo byłyśmy razem i byłyśmy bardzo głośne.

Tego właśnie uczy Kongres, poprzez panele z ekspertkami i ekspertami, dane, badania, doświadczenia – jak być słyszalną i jak być razem. Dlatego, Prezydentowo, proszę choć raz się wybrać. Może nawet najpierw incognito. I posłuchać. Posłuchać po to, by zacząć mówić. Nie musi pani od razu krzyczeć, jak Chór Czarownic, który występował na Kongresie. Ale Polki bardzo potrzebują pani głosu.