
Co promocja, to awantura w sklepach w całej Polsce. Co awantura, to wysyp nagrań w mediach społecznościowych. I co nagranie, to okazja do szyderstw. Nikt nie chce pamiętać, że nie tylko "Polaki cebulaki" lubią okazje w sklepach, ale i Amerykanie, Brytyjczycy. Po prostu wszyscy. Na dodatek są dużo lepsi od nas. Albo gorsi, bo zależy jak to rozumieć.
REKLAMA
Ostatni epizod wojny polsko-polskiej o produkty z Lidla zobaczyliśmy w weekend. Wystarczyło, że na półki "rzucono" dostawę kurtek termicznych. W sklepach sieci w całej Polsce rozegrały się dantejskie sceny. Ktoś mógłby powiedzieć, że rodem z PRL, gdyby nie jeden mały szczegół: oglądamy takie obrazki średnio co kwartał w III RP. Powód ten sam co zawsze – znana sieć zrobiła promocję, tym razem Lidl na kurtki termiczne. Klienci w wielu miejscach w Polsce dosłownie walczyli ze sobą o towary w atrakcyjnej cenie.
Co wolno wojewodzie...
W sklepie w Sosnowcu podobno było tak ostro, że kierowniczka groziła zamknięciem sklepu. Przepychanki, bieg do półek, niszczenie regałów, kłótnie i wyzwiska. Dobrze, że obyło się bez rękoczynów. Ale ostro było nie tylko tam. Do tego stopnia, że już pojawiają się youtube'owe kompilacje z soboty. Tylko z tej jednej promocji. Sami zobaczcie (i doceńcie uroczą cebulę, którą autor kompilacji wmontował w klatkę pokazową):
W sklepie w Sosnowcu podobno było tak ostro, że kierowniczka groziła zamknięciem sklepu. Przepychanki, bieg do półek, niszczenie regałów, kłótnie i wyzwiska. Dobrze, że obyło się bez rękoczynów. Ale ostro było nie tylko tam. Do tego stopnia, że już pojawiają się youtube'owe kompilacje z soboty. Tylko z tej jednej promocji. Sami zobaczcie (i doceńcie uroczą cebulę, którą autor kompilacji wmontował w klatkę pokazową):
Sami też o tym pisaliśmy i także u nas pojawiły się szydercze komentarze – tak jak właściwie w całej sieci.
Zastanawiający jest w tej sprawie ten specyficzny rodzaj samobiczowania, który uprawiamy z powodu chęci zakupu czegoś po prostu taniej. Nam nie wolno, cebula, polactwo, żenada. Ale jak jest czarny piątek, to obrazki ze Stanów Zjednoczonych pokazują wszystkie stacje informacyjne, od lewa do prawa.
I co jest jeszcze gorsze, za każdym razem przekaz jest ten sam: że fajna impreza, że tyle można oszczędzić, że to już tradycja. U nich na wyprzedaże chodzą (a właściwie biegną) ludzie sprytni. W Polsce na wyprzedaże chodzą bidoki. Po co mi tańsza kurtka, skoro mogę kupić droższą w galerii handlowej. "Zastaw się, a postaw się" zawsze aktualne. A jeśli idziesz do Lidla... no to cóż, cebula.
Wciąż jesteśmy promocyjnymi leszczami
Tymczasem do zachodniego szału brakuje nam jeszcze naprawdę dużo, dużo. Zresztą sami zobaczcie. Tak do jednego z polskich Lidlów wchodzili w ostatnią sobotę klienci:
Tymczasem do zachodniego szału brakuje nam jeszcze naprawdę dużo, dużo. Zresztą sami zobaczcie. Tak do jednego z polskich Lidlów wchodzili w ostatnią sobotę klienci:
A tak potrafią to robić na zachodzie:
Ewentualnie tak:
Wydaje się wam, że to tylko w Ameryce tak? Londyn:
Niemcy, premiera PS4:
To może chociaż w jakiś wyjątkowo brutalny sposób wyrywamy sobie produkty z rąk? No nie, znowu pudło:
Tak z kolei robią to ci bogatsi od nas i bardziej zachodni ludzie:
Jak widać, daleka droga przed polskimi cebulakami. Wyjątkiem jest chyba tylko słynny pojedynek w parterze o urządzenie wielofunkcyjne do kuchni. Oczywiście w Lidlu. Pytanie tylko: czy to dobrze, czy to źle.
Krwawy sport
Tak zażarta walka, którą obserwujemy w państwach zachodnich, oczywiście nie jest bezpieczna. W takim tłumie łatwo o panikę. Ludzie są nieprzewidywalni, jeden zły ruch i budzą się najgorsze instynkty stadne. Wyobraźcie sobie, że ktoś np. strzela w tym tłumie. To ujęcie z Niemiec:
Tak zażarta walka, którą obserwujemy w państwach zachodnich, oczywiście nie jest bezpieczna. W takim tłumie łatwo o panikę. Ludzie są nieprzewidywalni, jeden zły ruch i budzą się najgorsze instynkty stadne. Wyobraźcie sobie, że ktoś np. strzela w tym tłumie. To ujęcie z Niemiec:
Tę "najczarniejszą" stroną czarnego piątku podsumowuje serwis blackfridaydeathcount.com. Tak, dobrze widzicie – na stronie podliczane są wypadki związane z wyprzedażami. Zarówno te niezagrażające życiu, jak i te śmiertelne. Bo i takie są.
Witryna jest prowadzona od 2006 roku, w ciągu dekady doliczono się 10 przypadków śmiertelnych i 105 rannych. Oczywiście wszyscy ucierpieli z powodu wyprzedaży. Przykłady? Tylko te z zeszłego roku. W Reno w USA zaczął strzelać na parkingu pod Walmartem. Jedną osobę ranił, inną zabił. W RPA kobieta została niemal zadeptana, ale udało się jej przeżyć. W angielskim Leeds jeden z klientów uznał, że jest i tak za drogo, i spróbował coś ukraść. Policjant, który próbował go zatrzymać, został przez niego raniony nożem. Z kolei w San Antonio w USA kobieta była bita na parkingu. Ktoś próbował jej pomóc, został zastrzelony.
Przykre rekordy bito przed laty. W 2011 roku w dwóch amerykańskich sklepach użyto gazu pieprzowego. W sumie 40 poszkodowanych. Ale co najistotniejsze, na całej liście nie ma nikogo z Polski. Nawet rannego.
Najlepiej się przyzwyczaić
Pozostaje pytanie o przyszłość, bo promocje będą zawsze. Odpowiedź jest prosta: przepychanki także raczej nie znikną.Pomińmy amerykańską specyfikę i skupmy się na Polsce. Czy możliwe jest wyplenienie takich scen ze sklepów choćby poprzez wprowadzenie reglamentacji? Tajemnicą poliszynela jest fakt, że duża część towaru, który jest wykupywany na promocjach w dużych ilościach, trafia później np. na Allegro. Oczywiście z odpowiednią przebitką. Takie rozwiązanie uderzyłoby we wszelkiej maści handlarzy.
Pozostaje pytanie o przyszłość, bo promocje będą zawsze. Odpowiedź jest prosta: przepychanki także raczej nie znikną.Pomińmy amerykańską specyfikę i skupmy się na Polsce. Czy możliwe jest wyplenienie takich scen ze sklepów choćby poprzez wprowadzenie reglamentacji? Tajemnicą poliszynela jest fakt, że duża część towaru, który jest wykupywany na promocjach w dużych ilościach, trafia później np. na Allegro. Oczywiście z odpowiednią przebitką. Takie rozwiązanie uderzyłoby we wszelkiej maści handlarzy.
Reglamentacja na gruncie prawa jest jednak bardzo trudna do wprowadzenia. Przede wszystkim dlatego, że każdy inaczej definiuje potrzeby osobiste. Na ostatnim przykładzie z Lidla – dla jednego klienta wizyta w sklepie może być okazją do zakupu jednej ciepłej kurtki. Ale ktoś inny może mieć piątkę dzieci i być w nienajlepszej sytuacji finansowej. Dla takiej osoby promocja może być rzadką okazją do zakupienia dla wielu dzieci nowych ubrań za relatywnie niską cenę. A ostatnie, czego chce jakikolwiek polski market, to informacja, że przez czyjąś politykę ktoś nie może ubrać dzieci na zimę.
W Lidlu do sprawy podchodzą bardzo ostrożnie. Poprosiliśmy sieć o komentarz w kwestii powracających "starć" w marketach. "Chcielibyśmy podkreślić, iż każda przygotowywana przez nas promocja jest efektem dokładnych analiz ilościowych. Zdarza się jednak, że zainteresowanie daną ofertą przekracza nasze oczekiwania. Bywa też, że promocja jest zbyt duża w stosunku do potrzeb klientów. Dążymy do tego aby możliwie najlepiej dopasować się do tych relacji rynkowych" – przekazała nam Aleksandra Robaszkiewicz, PR Manager Lidl Polska.
Ponadto każda akcja to po prostu odpowiedź na potrzeby klientów. "Obserwując trendy rynkowe oraz potrzeby klientów, każdego tygodnia zapewniamy im zróżnicowaną ofertę oraz szereg promocji. Naszym celem jest dostępność dla wszystkich pod względem cenowym, jak również wysoka jakość w połączeniu z ciekawymi, często sezonowymi ofertami artykułów przemysłowych, np. wiosną zaproponujemy klientom meble ogrodowe, przed Świętami Bożego Narodzenia dekoracje do domu, a jesienią ofertę odzieży biegowej na trudniejsze warunki pogodowe" – wyjaśniono.
I na koniec bonus: dla Polaków walka o towar to buractwo, a w Saturnie w Niemczech zrobili z tego po prostu akcję promocyjną. Zobaczcie, ile można wynieść ze sklepu w ciągu 150 sekund, jeśli tylko... nie trzeba będzie płacić.
