Rodziców "porwanego" dziecka nadal szuka policja, a lekarze z białogardzkiego szpitala dostają pogróżki.
Rodziców "porwanego" dziecka nadal szuka policja, a lekarze z białogardzkiego szpitala dostają pogróżki. Fot. Jarosław Kubalski/Agencja Gazeta

Sprawa noworodka i ucieczki razem z nim rodziców z białogardzkiego szpitala wcale się nie zakończyła. Do akcji wkroczyło Ministerstwo Zdrowia z własną kontrolą. Lekarze dostają także telefony z pogróżkami.

REKLAMA
Dzisiaj rano, na oddziale położniczym szpitala w Białogardzie zaczęła się kontrola zlecona przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Ma ona wykazać, czy lekarze słusznie zwrócili się do sądu w sprawie rodziców, którzy odmówili jakichkolwiek zabiegów na swoim nowo narodzonym dziecku, a także, czy w szpitalu używa się zabronionych lekarstw zawierających witaminę K.
Kontrolę przeprowadza krajowy konsultant w dziedzinie neonatologii. Kontrola ma na celu ocenę prawidłowości zastosowanego postępowania medycznego oraz organizacyjnego wobec dziecka - mówi Milena Kruszewska, rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia. Jak się okazuje, oprócz kontroli na oddziale, lekarze dostają anonimowe telefony z pogróżkami.
Przypomnijmy, sprawa dotyczy noworodka, którego rodzice uciekli wraz z nim ze szpitala w Białogardzie. Odmówili wykonywania zabiegów szpitalnych, szczepień oraz podania witaminy K. Wtedy lekarze zwrócili się do sądu z wnioskiem o ograniczenie praw rodzicielskich, do którego sąd się przychylił. Do tej pory nie wiadomo gdzie są, poszukuje ich policja. Sprawą zajmuje się także prokuratura. Rodzicom dziecka za "narażenia życia i zdrowia dziecka" grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
źródło: TVN24.pl