Pobudka o szóstej, msza o dwunastej, obiad o czternastej. Witajcie na wakacjach w klasztorze

Wakacje w klasztorze?
Wakacje w klasztorze? fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Zamiast szumu fal morskich, dźwięk klasztornych dzwonów. Zamiast głośnych miejskich pubów, cicha bernardyńska jadalnia. Zamiast wygodnych pokoi hotelowych, ciasne cele w klasztorze. To nie jest żart. Taką formę wypoczynku wybiera coraz więcej wczasowiczów, którzy wyruszają na urlop do braci zakonnych, aby odpocząć od miasta, pracy i od codzienności.


– Turyści, którzy do nas przybywają, mogą usłyszeć głos Pana Boga. Kiedy przekracza się bramy klasztorne, wkracza się w zupełnie inny świat. Można w spokoju przemyśleć swoje życie, problemy, wyciszyć się od zgiełku miasta – mówi w rozmowie z naTemat przewodnik w Stoczku Klasztornym u Księży Marianów.

Na takie wakacje decyduję się z roku na rok coraz więcej ludzi. Choć większość wybiera spokojny urlop na plaży pod palmami, z zimnym drinkiem w ręku, to nie brakuje osób, które decydują się na wyjazd do klasztoru. Może takich atrakcji, jak w nadmorskich miejscowościach, nie znajdziemy za ich murami, ale, jak zapewniają nas duchowni, doświadczymy tam czegoś więcej. Wszystko w myśl zasady: "dla duszy, a nie dla ciała".

Zobacz też: Benedyktyni przysłali sprostowanie i twierdzą, że ich produkty nie powstają w "zwykłej fabryce"

Klasztor nie jedno ma imię
Wakacje w klasztorze to dla części osób totalna abstrakcja. Pobudki o 6 rano, poranna modlitwa, msza święta, kontemplacja natury. Absurd – pomyśli wielu. W końcu nadal wśród nas występuje stereotyp zakonnika, który żyje gdzieś pomiędzy niebem a ziemią.
Okej, rozmowa z którymś z braci może być ciekawym doświadczeniem, ale przebywanie nie z jednym, a z kilkudziesięcioma w klasztorze przez całą dobę? Tak, to jest możliwe. I wcale nie musi być takie straszne, jak nam się to wydaje. Jeśli chcesz przemyśleć kilka spraw lub też po prostu się wyciszyć, klasztory czekają, a bracia zapraszają. Każdego.


Ofert wypoczynku dla turystów w klasztorze jest naprawdę sporo. Nie jest wcale tak, że na skorzystanie z nich decydują się tylko słuchacze Radia Maryja czy widzowie telewizji Trwam. – Przyjeżdżają do nas różni ludzie. Na pobyt decydują się zarówno starsi, jak i młodsi. Pojawiają się spore grupy młodzieży z opiekunami. Czy przyjeżdżają z ciekawości? Nie wiem. Raczej chcą doświadczyć czegoś więcej. Czegoś, co nie może im ofiarować współczesny świat – dowiedziałem się od przewodnika, który pracuje na co dzień w klasztorze w Stoczku Klasztornym.

Łóżko, komoda, lampka i nic więcej
Stoczek Klasztorny jest jednym z kilkudziesięciu klasztorów, które otworzyły swoje bramy dla przybyszów. Jeśli ktoś marzy o warunkach, jak w pięciogwiazdkowym hotelu, to nie jest to miejsce dla niego. Turystów czeka ciemna, mała cela. A w niej łóżko, komoda i lampka. Nic więcej. – Zapewniamy nocleg w celach, w których niegdyś mieszkali bracia. Dziś są one udostępniane turystom – mówi przewodnik ze Stoczka. W klasztorze nikt nikogo do niczego nie zmusza – chcesz, możesz zostać w pokoju. Nie chcesz – spacerujesz, modlisz się, odkrywasz coś innego, nowego.

Zobacz też: Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o produktach benedyktyńskich, a bałeś się zapytać

A może łowienie ryb z duchownymi?
A pomysłów na spędzenie dnia jest tam co niemiara. Można łowić ryby w klasztornych stawach, można pomóc duchownym w ogrodzie, można zwiedzić klasztor z przewodnikiem, można pograć w piłkę nożną. Do wyboru, do koloru. Co ważne – ceny takiego wypoczynku też nie są wcale wygórowane. – Nam nie chodzi o to, żeby na tym zarabiać. To nie jest ważne. Cena jest zmienna – zapewnia przewodnik w klasztorze w Stoczku. Jak udało nam się dowiedzieć, waha się ona w granicach 60-80 złotych za dobę. W to wszystko jest oczywiście wliczone wyżywienie.

Dla uzależnionych – klasztor w Rytwinach
– U nas nie ma miejsca na luksusy: na obiad dajemy ryż i kalafiorową, a śpi się w celach, gdzie jest stolik i łóżko. Za odpowiednią opłatą jesteśmy w stanie wynieść nawet łóżko i wstawić trumnę, jakby klient sobie życzył – opowiada "Gazecie Wyborczej" ks. Wiesław Kowalewski, dyrektor Pustelni Złotego Lasu w Rytwinach, która mieści się na terenie pokamedulskiego zespołu klasztornego. Panują tam dość surowe warunki, które obejmują również turystów. O wspólnym pobycie małżeństwa w klasztorze nie ma oczywiście mowy. Przyjmuje się tylko pojedyncze osoby. – Chcemy pomagać ludziom, którzy są uzależnieni od cywilizacji, internetu, komórek. Pomagamy im się wyciszyć, znaleźć czas na przemyślenia, oderwać od szumu codziennego życia – mówi ks. Kowalewski dla "GW".

Jak to zrobić? Odpowiedź jest prosta: zabrać komórkę, komputer i iPada. O jakimkolwiek kontakcie ze światem zewnętrznym można zapomnieć. Panuje bowiem zasada: "ora et labora" – bez elektroniki.

Panowie tak. A panie?
Nieco inaczej jest w Tyńcu, gdzie każdy może przyjechać i odpocząć od codziennych problemów. – U nas nie ma rozgraniczeń na płeć. Do nas mogą przyjechać zarówno kobiety, jak i mężczyźni – mówi dla naTemat Marta Sztwiertnia, manager kultury w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu. Jednak i tu mężczyźni cieszą nieco większymi prawami, niż kobiety. Stali bywalcy mogą uczestniczyć w codziennym klasztornym rytmie, a nawet wspólnie z Benedyktami zjeść posiłek w ciszy. W przeciwieństwie do kobiet, mają oni dostęp do klasztornego ogrodu. – Zachęcamy gości do uprawiania nordic walking czy do jazdy na rowerze. Każdy też może skorzystać ze spowiedzi u ojców – mówi Marta Sztwiertnia.

Zobacz też: Benedyktyni grzeszą kłamstwem? Klasztorne produkty wprost ze zwykłej fabryki

Klikasz i wiesz
Wbrew pozorom, dostać się do klasztoru jako gość, nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy znaleźć w internecie miejsce, które nas interesuje, zadzwonić, zarezerwować miejsce i ruszyć w drogę. Niezależenie jednak, czy wybierzemy się do kamedułów z Rytwian, benedyktynów z Tyńca, franciszkanów z Pińczowa czy paulinów z Mochowa na Opolszczyźnie, musimy przygotować się na wstrząs. I to nie mały.

– Byłem przerażony – mówi Marcin, zagoniony menedżer z koncernu handlowego w rozmowie z astromagia.pl. – Czułem trudny do określenia lęk przed czasem, którego niczym nie wypełnię. To był niezwykły stan. Jakiś niewysłowiony luz, wrażenie, że chociaż zamknąłem się za murami, jestem wreszcie wolny – dodaje.

I choć furty klasztorów najczęściej zamyka się o 21.30, to warto je chyba przekroczyć, żeby poczuć "to coś" – w niezapomnianym miejscu, w odmiennej rzeczywistości, w zupełnie innym standardzie. Bo przecież wszystko "dla duszy, a nie dla ciała".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

LEKKO

POPKULTURA 0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
DAD:HERO 0 0Znamy świąteczne premiery Netflixa. Da się przeżyć święta bez „Kevina samego w domu” – oto 5 opcji
POLECAMY 0 0Takiej inwestycji Zakopane nie widziało. Ksiądz buduje "galerię handlową" przy kościele i Krupówkach
0 0Jeszcze niedawno chorzy na raka płuca żyli kilka miesięcy, dziś mogą przeżyć nawet kilka lat
dad:HERO 0 0Pierwsze 5 lat jest najważniejsze dla relacji ojca z synem. Przekonałem się o tym na własnej skórze
0 0"Zachwycisz się". Igor Herbut nagrał poruszającą piosenkę dla synka. Zdradził też jego imię
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza. Pytamy, czy mu nie wstyd
0 0Prestiżowa nagroda dla Sekielskiego. Ale widać, że odniósł też inny sukces