Jak mają wyglądać lekcje o prokreacji w szkołach? Ich organizacją zajmie się firma z Lublina Lechaa Consulting Sp. z o.o..
Jak mają wyglądać lekcje o prokreacji w szkołach? Ich organizacją zajmie się firma z Lublina Lechaa Consulting Sp. z o.o.. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

O tym, że w szkołach mają się pojawić lekcje prokreacji, zrobiło się głośno kilka dni temu, po doniesieniach TOK FM. Konkurs Ministerstwa Zdrowia wygrała firma Lechaa Consulting z Lublina, a na projekt przeznaczono 9,5 mln zł z budżetu państwa. Wielu ludzi przyjęło tę informację z niedowierzaniem. O co chodzi? Jak mają wyglądać te lekcje? O tym wszystkim opowiada nam współwłaścicielka firmy. – Sama jestem pedagogiem z wykształcenia, pracowałam w szkole. Jestem WDŻ-owcem – mówi naTemat Renata Krupa.

REKLAMA
Zrobiło się zamieszanie. Nie do końca wiadomo, o co z tymi lekcjami prokreacji chodzi
Szkoleń dla nauczycieli mających prowadzić zajęcia i scenariuszy zajęć dla młodzieży jeszcze nie ma. Czekamy na zielone światło ze strony Ministerstwa Zdrowia. Mamy otrzymać od nich scenariusze, według których mamy pracować. Póki ich nie mamy, pewne rzeczy są wstrzymane, łącznie ze szkoleniami, bo one muszą być prowadzone pod kątem tego, co właśnie zakładają scenariusze. Na razie mamy tylko ich roboczą wersję, która jest oceniana w Ministerstwie. 
Kto pisał te scenariusze?
Fundacja ze Szczecina, która wygrała inny konkurs Ministerstwa. Zdrowia. Konkurs był ogłoszony jeszcze przed ogłoszeniem ustawy o reformie edukacji, przed rozporządzeniem o nowej podstawie programowej. Scenariusze powstały zatem w innej rzeczywistości, trzeba je dostosować do nowych wymogów prawa oświatowego. Teraz są opiniowane przez metodyków. Dlatego ja przygotowuję się organizacyjnie, ale cały czas czekam na informację o nich, żeby móc ruszyć dalej.
Ale żeby była pewność, chodzi o lekcje prokreacji, które w szkołach ma nadzorować Pani firma?
Nazwa "lekcje prokreacji" jest myląca, chodzi o warsztatowe zajęcia, mające na celu zachęcenie młodzieży do unikania zachowań ryzykownych i podejmowania odpowiedzialnych decyzji, które mogą zaważyć na ich przyszłości związanej z małżeństwem i rodzicielstwem.
Tak, jesteśmy organizatorem tych zajęć. Ale współpracuje z nami szereg organizacji pozarządowych, które nam pomagają: Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny, Fundacja „Rodzina-Rozwój- Sukces”. Jest dużo takich organizacji. Przy tym zadaniu pracują również osoby, które były wojewódzkimi metodykami wychowania do życia w rodzinie wprowadzającymi te zajęcia do szkół. Sama jestem pedagogiem z wykształcenia, pracowałam w szkole. Jestem WDŻ-owcem. 
O!
Tak, uczyłam zarówno Wychowania do Życia w Rodzinie w szkołach, jak i metodyki WDŻ na jednej z uczelni wyższych przez 8 lat. Mam zatem i wiedzę, umiejętności, ale też doświadczenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że źle przeprowadzone zajęcia mogą wywołać wręcz odwrotny skutek.
Ile firm zgłosiło się do konkursu Ministerstwa? Jak duża była konkurencja?
Okazało się, że jesteśmy jedynym podmiotem, który się zgłosił. Myślę, że wpływ na to miało złożoność tego zadania. Poza tym pieniądze przeznaczone przez ministerstwo są olbrzymie, ale w przeliczeniu na godzinę dla osoby prowadzącej zajęcia i czynności organizacyjne, to już nie są wysokie kwoty. Myślę, że dlatego wielu chętnych przy tym konkursie nie było.
Ponadto Ministerstwo postawiło potencjalnym wykonawcom konkretne wymagania, co do doświadczenia. To jest bardzo duże wyzwanie, ale stwierdziliśmy, że jesteśmy w stanie to udźwignąć. Ja jestem WDŻ-owcem, konkurs wymagał współpracy z organizacjami pozarządowymi, które zajmują się zdrowiem prokreacyjnym i mają to w zadaniach statutowych. Nasza firma współpracuję z nimi nie od dziś m.in. organizowaliśmy wspólnie szkolenia i konferencję naukową "Miłość. Małżeństwo. Rodzina".
Czyli jak te lekcje mają wyglądać w praktyce? Państwo prowadzicie zajęcia, czy raczej szkolicie nauczycieli?
To mają być zajęcia dla młodzieży ponadgimnazjalnej, prowadzone przez osoby, które mają do tego uprawnienia. Osoby te muszą mieć rzetelną wiedzę, która – jak wiadomo – ewoluuje. Są nowe odkrycia medyczne, psychologiczne, nowe badania. Dlatego nasze szkolenia mają podnieść poziom wiedzy nauczycieli, np. WDŻ, którzy takie lekcje będą prowadzić.
Muszą to być osoby o bardzo wysokich kwalifikacjach merytorycznych, dydaktycznych i moralnych, posiadająca doświadczenie pedagogiczne oraz wiedzę z zakresu zdrowia prokreacyjnego. Muszą mieć dobry kontakt z młodzieżą, odpowiedni poziom etyczny, szanować poglądy rodziców. To nie będą osoby przypadkowe.
To pierwszy taki edukacyjny projekt Pani firmy?
Robiliśmy wiele projektów tzw. unijnych, również dla szkół. Stworzyliśmy parę narzędzi, które służą młodzieży w szkołach, np. "Kotwice Kariery" do doradztwa zawodowego, które jest polecane dla uczniów 7 i 8 klasy i I LO według nowego ustroju szkolnego. W zeszłym roku wygraliśmy konkurs i stworzyliśmy narzędzie do diagnozy problemów emocjonalno-społecznych dzieci, z których korzystają poradnie w Polsce.
Proszę mi wierzyć, podchodzimy z olbrzymią wrażliwością, bo zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nas ciąży. Dokładamy wszelkich starań, aby było jak najlepiej. Od wielu lat współpracujemy ze szkołami. Zresztą to jest mój konik (śmiech). Robiliśmy też cały szereg szkoleń dla dorosłych. 
Lekcje o prokreacji mają być we wszystkich szkołach?
Naszym celem jest organizacja tych zajęć w 80 proc. liceów, techników i branżowych szkołach pierwszego stopnia, czyli w 4800 polskich szkołach średnich i mamy to zrobić do czerwca 2019 roku. To my mamy dotrzeć do szkół, prosiliśmy m.in. Kuratoria Oświaty i organy prowadzące szkoły o pomoc w dotarciu z informacją do szkół. Obecnie przyjmujemy zgłoszenia. 
Jak duże jest zainteresowanie?
Naprawdę spore. Codziennie odbieramy telefony dostajemy maile. Z całej Polski. Tworzymy bazę danych.

Proszę powiedzieć, o czym tak naprawdę mają to być zajęcia?
Spotkałam się z zarzutem, że chodzi o seksualizację młodych ludzi. Nie! Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, wręcz przeciwnie. Te zajęcia są odpowiedzią Ministerstwa Zdrowia na rozporządzenie Rady Ministrów o stworzeniu Narodowego Programu Zdrowia. Ten program ma sześć celów, 6 - ty to poprawa zdrowia prokreacyjnego. To nie zawęża się do tematyki związanej ze współżyciem seksualnym. Absolutnie.
Tu chodzi o wszystko, co może mieć wpływ na to, że w przyszłości człowiek staje się rodzicem, o kwestie związane z ciążą, porodem. Ale żeby mieć zdrowe dziecko w przyszłości, też trzeba się zatroszczyć o to, co młody człowiek robi dziś. Dlatego będziemy się koncentrować na tym, co dotyczy młodego człowieka tu i teraz. A co może mieć wpływ na niego w przyszłości.
Czyli na przykład?
Treści zawarte w scenariuszach mają obejmować zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia następujące zagadnienia:

• edukację w zakresie zdrowia prokreacyjnego obejmującą kwestie niepłodności, jej przyczyny, sposoby leczenia, czynniki ryzyka wpływające na niepłodność (wiek, palenie tytoniu, alkohol, używki, otyłość, zła kondycja psychiczna, planowanie rodziny (aspekty medyczne planowania rodziny, w tym obserwacja cyklu miesiączkowego, zdrowie i higiena partnerów, przebieg ciąży, aspekty społeczne i ekonomiczne);

• edukację zdrowotną w kontekście ryzykownych zachowań i chorób przenoszonych drogą płciową (m.in. HIV, WZW C, chlamydia), temat profilaktyki (podkreślenie istotności regularnych badań profilaktycznych m.in. w zakresie onkologii), c) aspekt społeczny i psychologiczny (dojrzewanie, macierzyństwo, relacje społeczno-kulturowe w rodzinie i społeczeństwie).

Na przykład nieprawidłowe odchudzanie (problem wielu dziewcząt) skutkuje poważnymi zaburzeniami hormonalnymi i w przyszłości problemami z płodnością. Nawiązywanie i podtrzymywanie prawidłowych relacji międzyludzkich.
Prokreacja to nie tylko biolologiczne wydanie na świat potomstwa, ale też wychowanie tego potomstwa przez oboje rodziców. Chodzi nam o to, by zachęcić młodych ludzi do brania odpowiedzialności za swój rozwój psychoseksualny.
Antykoncepcja?
Też, ale podobnie jak wszystkie zagadnienia poruszane na zajęciach w kontekście zdrowia prokreacyjnego i zgodnie z zasadami profilaktyki uniwersalnej, czyli takiej, jaka jest kierowana do całej populacji uczniów, a nie do grup ryzyka. Jej celem jest redukcja czynników ryzyka, ograniczanie inicjacji w zakresie różnych zachowań ryzykownych i zapobieganie nowym przypadkom.
Renata Krupa

Zgodnie z prawem oświatowym tylko tego rodzaju profilaktyka może być realizowana w szkołach na zbiorowych zajęciach, zresztą ma dużą skuteczność. Musimy kierować się do młodzieży jak do grupy niskiego ryzyka, a nie wysokiego. Stosowanie takiej edukacji, jak np. w Wielkiej Brytanii, gdzie wszystkich traktuje się jak grupę wysokiego ryzyka i ogranicza się jedynie do omawiania sposobu działania poszczególnych metod antykoncepcji kształtuje błędne przekonanie normatywne u nastolatków „to też teraz mnie dotyczy” i uruchamia mechanizm autoprzymusu w tym wypadku podejmowania współżycia u osób jeszcze przed inicjacją. Zjawisko to opisał Hansen. W Wielkiej Brytanii kierowano się do szerokiej populacji młodzieży jak do grupy wysokiego ryzyka i mają w tej chwili olbrzymi problem nastoletniego macierzyństwa i chorób drogą płciową.

Czyli jak będziecie Państwo mówić o antykoncepcji?
Chcemy ich uczyć, żeby byli świadomi konsekwencji swoich wyborów. Dać informacje, które pozwolą im wybrać świadomie, pokazując techniki podejmowania decyzji. Zależało by nam na takich formach pracy z grupą aby młodzi myśląc o przyszłości mogli podejmować decyzje prozdrowotne już dziś.  
Aborcja?
Nie ma zaplanowanego odrębnego tematu na temat aborcji, planowany jest temat rozwoju dziecka przed urodzeniem. Jeżeli młodzież zapyta o aborcję nauczyciel powinien odpowiedzieć i ukazać wszystkie konsekwencje medyczne i psychologiczne, społeczne które – niestety – są bardzo tragiczne. Tu nie ma zwycięzców - wszyscy są przegrani.. Młody człowiek powinien poznać również alternatywy dla aborcji, wiedzieć gdzie szukać pomocy.
A jak zapyta np. o Czarny Protest?
Każdy ma prawo do wypowiedzi. Warto przeanalizować, dlaczego jedni protestują, inni mają inne zdanie. My się opieramy na faktach medycznych, naukowych. 
Ale młodzież jest dociekliwa. Może chcieć rozmawiać na różne tematy.
Oczywiście. Tylko są fakty i o faktach się nie dyskutuje. Są opinie i możemy je wymieniać.
Podobno zajęcia mają dotyczyć tendencji odkładania prokreacji. To prawda?
Jest to jeden z elementów zajęć. Chodzi o to, żeby wzbudzić u młodzieży refleksję nad tym czy odkładanie rodzicielstwa jest warunkiem rozwoju osobistego, kariery. Obecnie w Polsce średnia wieku matki rodzącej pierwsze dziecko to prawie 30 lat, dwa lata temu było to 29 lat, 4 lata temu – 26.
Chcemy im pokazać, że są prawa natury, których nie zmienimy. Żeby młody człowiek zdał sobie sprawę, że nie da się zapanować nad prawami biologii i w przyszłości planując swoje życie wziął wszystkie elementy pod rozwagę. Urodzenie pierwszego dziecka „po trzydziestce” wiąże się z wieloma ryzykami dla niego i matki.
Te zajęcia mają zastąpić WDŻ?
Nie chcielibyśmy tego. To nie o to chodzi. Jestem pasjonatką WDŻ. I boli mnie, że tylko 20 proce szkół ponadgimnazjalnych realizuje program WDŻ. To jest porażające. Chcielibyśmy, żeby nasze zajęcia spełniły dwojaką rolę. Tam, gdzie nie ma WDŻ, żeby młodzież miała chociaż namiastkę tych zajęć. Tam gdzie są zajęcia WDŻ realizowane można wiele tematów potraktować szerzej. Wchodząc do szkoły, będziemy robić badania potrzeb. Młodzież się wypowie, co ich najbardziej interesuje, głos zbiorą również rodzice i nauczyciele.
Ale wielu rodziców właśnie wypisuje dzieci z WDŻ. W szkole podstawowej, z powodu światopoglądu, zmian, które nastąpiły w Polsce, w edukacji.
Naprawdę? Szkoda, że rezygnują gdyż jest to jedyny przedmiot, na którym obowiązuje tak ścisła współpraca z rodzicami, np. zgodnie z prawem oświatowym w każdym roku szkolnym nauczyciel przedmiotu ma obowiązek spotkać się z rodzicami uczniów w celu przedstawienia programu, pomocy dydaktycznych i literatury. Jest to wspaniała okazja do nawiązania dobrej współpracy. 
Myślę, że wypisywanie dzieci z WDŻ, o którym Pani mówi, to efekt krążących złych opinii. Analizowałam aktualną podstawę programową i ona naprawę niewiele różni się od poprzedniej. Poza tym badania, np. dr Sz. Czarnika pokazują, że lekcje WDŻ w połączeniu z rozmowami rodziców w domu, odnoszą bardzo dobre efekty. Młodzież jest na przykład uodporniona na negatywne wpływy seksualizujące z internetu. To pokazuje, jak świetna może być współpraca szkoły i domu w kwestii seksualnego wychowania dzieci. 
Czuć pasję w Pani głosie. Do tych zajęć.
Całe życie zawodowe się tym zajmowałam.