
O tym, że w szkołach mają się pojawić lekcje prokreacji, zrobiło się głośno kilka dni temu, po doniesieniach TOK FM. Konkurs Ministerstwa Zdrowia wygrała firma Lechaa Consulting z Lublina, a na projekt przeznaczono 9,5 mln zł z budżetu państwa. Wielu ludzi przyjęło tę informację z niedowierzaniem. O co chodzi? Jak mają wyglądać te lekcje? O tym wszystkim opowiada nam współwłaścicielka firmy. – Sama jestem pedagogiem z wykształcenia, pracowałam w szkole. Jestem WDŻ-owcem – mówi naTemat Renata Krupa.
Tak, uczyłam zarówno Wychowania do Życia w Rodzinie w szkołach, jak i metodyki WDŻ na jednej z uczelni wyższych przez 8 lat. Mam zatem i wiedzę, umiejętności, ale też doświadczenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że źle przeprowadzone zajęcia mogą wywołać wręcz odwrotny skutek.
Proszę powiedzieć, o czym tak naprawdę mają to być zajęcia?
• edukację w zakresie zdrowia prokreacyjnego obejmującą kwestie niepłodności, jej przyczyny, sposoby leczenia, czynniki ryzyka wpływające na niepłodność (wiek, palenie tytoniu, alkohol, używki, otyłość, zła kondycja psychiczna, planowanie rodziny (aspekty medyczne planowania
rodziny, w tym obserwacja cyklu miesiączkowego, zdrowie i higiena partnerów, przebieg ciąży, aspekty społeczne i ekonomiczne);
• edukację zdrowotną w kontekście ryzykownych zachowań i chorób przenoszonych drogą płciową (m.in. HIV, WZW C, chlamydia), temat
profilaktyki (podkreślenie istotności regularnych badań profilaktycznych m.in. w zakresie onkologii), c) aspekt społeczny i psychologiczny (dojrzewanie, macierzyństwo, relacje społeczno-kulturowe w rodzinie i społeczeństwie).
Zgodnie z prawem oświatowym tylko tego rodzaju profilaktyka może być realizowana w szkołach na zbiorowych zajęciach, zresztą ma dużą skuteczność. Musimy kierować się do młodzieży jak do grupy niskiego ryzyka, a nie wysokiego. Stosowanie takiej edukacji, jak np. w Wielkiej Brytanii, gdzie wszystkich traktuje się jak grupę wysokiego ryzyka i ogranicza się jedynie do omawiania sposobu działania poszczególnych metod antykoncepcji kształtuje błędne przekonanie normatywne u nastolatków „to też teraz mnie dotyczy” i uruchamia mechanizm autoprzymusu w tym wypadku podejmowania współżycia u osób jeszcze przed inicjacją. Zjawisko to opisał Hansen. W Wielkiej Brytanii kierowano się do szerokiej populacji młodzieży jak do grupy wysokiego ryzyka i mają w tej chwili olbrzymi problem nastoletniego macierzyństwa i chorób drogą płciową.
