
Minister zdrowia i politycy Prawa i Sprawiedliwości długie miesiące przekonywali, że szansę na przeniesienie Europejskiej Agencji Leków z Londynu do Warszawy są bardzo duże, a walka o to miała odbywać się do ostatniej chwili. Dzisiaj już wiemy, że nie ma ani szans, ani walki, ani Agencji w Warszawie.
REKLAMA
Przypomnijmy, że do tej pory siedziba Europejskiej Agencji Leków znajduje się w Londynie. Jednak z powodu Brexitu, wszystkie instytucje o zasięgu Unii Europejskiej szukają miejsc, do których mogą przenieść swoje siedziby po realnym wyjściu Wielkiej Brytanii z wspólnej Europy. Przez kilka miesięcy mówiło się, że wspomniana Agencja może przenieść się do Warszawy. Oprócz miejsc pracy dla wielu specjalistów, dla Polski byłby to dodatkowy prestiż. Jednak poniedziałkowe głosowanie i komentarze do naszej przegranej nie dodają nam uznania. Wręcz przeciwnie.
Zadaniem Europejskiej Agencji Leków jest kontrolowanie i dopuszczanie do obrotu produktów leczniczych w UE. Głosowanie odbyło się w trzech rundach, a zdecydować o przenosinach mieli ministrowie ds europejskich, którzy mieli każdy po trzy głosy – jeden za trzy punkty, jeden za dwa i ostatni za jeden głos. W szranki stanęło 23 państwa. Jak pisze portal oko.press, w pierwszej rundzie Mediolan dostał 25 punktów, a Amsterdam i Kopenhaga po 20. Bratysława miała dostać 15; Barcelona 13; Sztokholm 12; Ateny 10; Porto 10; Warszawa i Bukareszt 7; Bruksela i Helsinki 5; Wiedeń 4; a Bonn, Lille i Sofia po 3. Do finału przeszły: Mediolan, Amsterdam i Kopenhaga. Ostatecznie, Europejska Agencja Leków z Londynu przeniesie się do stolicy Holandii.
Co prawda, Warszawa delikatnie mówiąc, nie była faworytem przedkonkursowej układanki, ale pojawiały się głosy, że nową siedzibą EAL powinna być stolica z państwa tzw. nowej UE. Dlaczego więc szanse naszej stolicy były tak małe, a w głosowaniu przepadliśmy już w pierwszej rundzie. Zdecydował brak ochrony osób LGBT, na co w swoim liście zwracali uwagę pracownicy Agencji. – "Jeżeli Europejska Agencja Leków zostanie przeniesiona do kraju, gdzie dyskryminuje się osoby LGBT, wtedy załoga będzie musiała wybierać pomiędzy Agencją a utrzymaniem równych praw i prawnej ochrony" – pisali. Agencja zatrudnia około 70 nieheteronormatywnych pracowników, ale pod listem solidarnie podpisało się ponad 250 osób.
I tak "zmysł" dyplomacji Konstantego Radziwiłła legł w gruzach, polscy specjaliści z pewnością w warszawskiej siedzibie jednej z największych europejskich agencji pracy nie znajdą, a wizerunek Polski jest coraz gorszy.
źródło: oko.press
