
Od dawna mówi się, że Witold Waszczykowski może stracić swoje stanowisko w ramach nadchodzącej rekonstrukcji rządu. Mogą o tym świadczyć liczne krytyczne uwagi samego Jarosława Kaczyńskiego co do wyników pracy dotychczasowego szefa dyplomacji. Mimo wszystko, w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej", Waszczykowski przyznaje, że „żal będzie odchodzić”. Z czytelnikami podzielił się jednak także innymi informacjami zza kulis swojej pracy i prywatnego życia.
REKLAMA
– Choć będą dobre wspomnienia (...) Bo już tu nie wrócę, a spędziłem w jakimś związku z tym miejscem ponad 20 lat. Żal spraw i ludzi, nie chodzi o jakieś zaszczyty czy luksusy, bo to raczej męczy – wyznał szef MSZ w wywiadzie z Robertem Mazurkiem. W rozmowie przyznaje, że praca szefa dyplomacji to ciężki kawałek chleba, a już z pewnością nie szansa na zwiedzanie i prawdziwe poznawanie państw do których się wyjeżdża. – Można zwiedzić sale konferencyjne na całym świecie, pasjonujący widok. Tyle mego, że jak mnie zawiozą z lotniska, to sobie rzucę okiem na miasto. Tak mają wszyscy ministrowie spraw zagranicznych – wyznał.
Kłopoty są również z kupowaniem pamiątek i prezentów z zagranicznych podróży. – Zostają lotniska, a na nich te same gadżety, żelki, czekolady. Na całym świecie wszędzie to samo, kilka marek. Bardzo rzadko trafia się coś innego. Z Iranu to można przywieźć świeże pistacje czy figi. Córka bardzo lubi gaz, perski nugat, no i czekoladki belgijskie – przyznał Waszczykowski i ujawnił, że wyjściem wcale nie są sklepy wolnocłowe. A to dlatego, że jako VIP nie przechodzi przez tę strefę i małe suweniry kupują mu najczęściej współpracownicy,a jedyne czego się dorobił to... pokaźnej kolekcji magnesów na lodówkę.
W rozmowie z "Dziennikiem", Witold Waszczykowski uchylił rąbka swojego prywatnego życia. A raczej swoich problemów z nadwagą. –Pomaga tylko dieta. Chodzę na basen dla przyjemności, bo uwielbiam pływać, ale działa tylko dieta. Warzywa, przetwory, zupy, czasem jakieś jajko... – zwierzył się minister, który podkreślił, że nie tyka alkoholu: – Każdy wie, że alkohol zabija dietę. Bo dwa, trzy piwa i się demoluje lodówkę – uzasadnił. Jak się okazuje, właśnie z jedzeniem i odwiedzinami w lodówce związane jest jego skryte marzenie. A są nim... kabanosy i majonez. – Zaglądam tylko, żeby popatrzeć na majonez i kabanosy. Ech, złamać taka laskę dobrego kabanosa... Może być nawet bez piwa. A najlepiej jeszcze umoczyć w majonezie – rozmarzył się minister.
źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"
