Taki kurs techniki jazdy powinien zaliczyć każdy. Pięć rzeczy, których nauczyłem się w nowym Peugeocie 308

W takich warunkach poznasz prawdę o swoim samochodzie. Fot. Peugeot
Gadanie, że samochodem o niewielkiej mocy z napędem na przód pojedzie każdy, to głupie gadanie. Sprawdziłem to na własnej skórze w Moto Parku Ułęż. Taki kurs, jaki ja "przeszedłem" w Peugeocie 308, powinien zaliczyć każdy polski kierowca.

Na początek kilka słów wyjaśnienia. W Ułężu położonym na granicy województwa mazowieckiego i lubelskiego znajduje się Moto Park, gdzie zjawiłem się na zaproszenie francuskiego producenta. To jeden z wielu obiektów tego typu w Polsce, więc wszystkich, którzy poczuli potrzebę się dokształcać po moim apelu, od razu uspokajam – do Ułęża pędzić nie trzeba. Ale sprawdzić się w sytuacji podbramkowej warto.

Każdy powinien poznać limity swojego auta
Ilu z was wie, co tak naprawdę potrafi wasze auto? Pewnie niewielu. Pędzenie po prostej na autostradzie 200 km/h to żaden test. Prawdziwy test zaczyna się w sytuacji naprawdę podbramkowej – choćby na mokrej nawierzchni. Właśnie dlatego każdy powinien sprawdzić się w takim miejscu jak Ułęż na tzw. płycie poślizgowej. To po prostu śliska płyta, którą dodatkowo jeszcze polewa się wodą. W takiej sytuacji opony praktycznie tracą swoją przyczepność. A kiedy jedziecie np. 308 w sportowej i bardzo szybkiej wersji GTi, nieuwaga może dużo kosztować.
Dopiero na krawędzi można się dowiedzieć, na ile można sobie pozwolić w naszym aucie. Albo z jak fatalnej sytuacji wyjść. Ten moment, kiedy opony tracą przyczepność, koła zaczynają buksować… Nie życzę tego nikomu na prawdziwej drodze. Ale każdy powinien chociaż raz to poczuć, najlepiej we własnym aucie. Na przyszłość, dla własnego bezpieczeństwa.

Czasami skręcić więcej nie znaczy mocniej
Podstawowa lekcja z płyty poślizgowej, po której jeździłem albo po okręgu, albo pokonywałem slalom – i to przy znacznej prędkości. Wiecie czym jest podsterowność, prawda? Wy skręcacie, kierownica przekręcona do oporu, koła skręcone, a auto dalej sunie do przodu.
Szybko przekonałem się, że w takiej sytuacji najlepiej po prostu… wyprostować koła. W fatalnych warunkach mój Peugeot 308 zdecydowanie lepiej skręcał np. przy jednym obrocie kierownicą, a nie przy dwóch. Powód? Wyprostowane koła są bardziej przyczepne. Dotykają nawierzchni większą powierzchnią. A dzięki przyczepności skręcamy. To niby takie proste, niby mówi się o tym na kursie prawa jazdy… Ale kto o tym pamięta na co dzień, jeśli się nie sprawdzi w trudnych warunkach?


Najgorsza jest nagła zmiana nawierzchni
Tego nauczyłem się zupełnie przez przypadek, trochę wbrew woli instruktora. Kiedy zjeżdżałem ze slalomu, już za płytą poślizgową, musiałem gwałtownie zawrócić, żeby ją okrążyć i wrócić na początek, na kolejną próbę. I tak się złożyło, że już z płyty zjeżdżałem z mocno skręconymi kołami. I kiedy tylko auto poczuło przyczepność na asfalcie, po prostu błyskawicznie "naprężyło się". Nagle zaczęło znacznie mocniej skręcać – ruch był tak gwałtowny, że już spodziewałem się koziołka.
Taka zmiana warunków na drodze to bardzo częsta przyczyna wypadków. Oblodzony wiadukt (widzieliście znak ostrzegawczy nie raz) błoto na jezdni (traktory nie bez powodu nie mogą wyjeżdżać na drogi publiczne z brudnymi oponami) – to codzienność. W której łatwo o wypadek, zwłaszcza jeśli jesteśmy w trakcie jakiegoś manewru. Tym bardziej warto wiedzieć, kiedy odpuścić na "prawdziwej" drodze i poczekać na bezpieczniejsze warunki.

Stan techniczny auta to podstawa
To podstawowa zaleta nowego auta. Po kilkugodzinnej przygodzie w Ułężu opuszczałem ośrodek z przekonaniem, że w kilkuletnim aucie mogłoby być znacznie gorzej. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w swoim samochodzie ma zrobione wszystko "na błysk".
Tymczasem w sytuacji awaryjnej wszystko jest ważne. Od opon przez łączniki stabilizatorów po stan klocków hamulcowych.

Spotęgowana technologia to nie żart
Warto wreszcie powiedzieć coś o samym aucie, czyli o Peugeocie 308. Do nowego francuskiego modelu na pewno można się za parę spraw przyczepić. Z zewnątrz samochód praktycznie się nie zmienił względem wersji przedliftingowej, wnętrze jest właściwie takie samo poza nowym wyświetlaczem. Ale to kwestia gustu. Gorzej, ze z początku w ofercie pojawiły się jedynie stare jednostki napędowe. Nie to, żeby były złe, ale Francuzi wypuścili model i kazali jeszcze poczekać. Gdyby ktoś powiedział, że nie chce kupować nowego 308, bo ma "starego" i jest taki sam – to zrozumiałbym to.
Ale tak naprawdę zmieniło się i to dużo, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. Auto już teraz jest napakowane w systemy bezpieczeństwa, które znacznie poprawiają nasz komfort, a w tej klasie są często zaskakujące. Dobitnie poczułem to właśnie w Ułężu.

Pojawił się więc system, który w razie nieuwagi kierowcy pozwoli na uniknięcie przeszkody (czyli wyhamowanie) albo chociaż zminimalizowanie strat. System aktywnego monitorowania pasa ruchu zadba o to, żebyśmy nie zjechali ze swojego pasa ruchu. Adaptacyjny tempomat nie tylko utrzyma odległość za poprzedzającym nas autem, a w automacie w razie potrzeby zatrzyma się. Ponadto nowy Peugeot 308 monitoruje zmęczenie kierowcy, obserwuje ograniczenia prędkości, pilnuje martwego pola, sam przełącza światła i pomaga przy parkowaniu. Wreszcie warto wspomnieć o udoskonalonej kontroli trakcji, którą dobitnie odczułem na płycie poślizgowej. Ale tak naprawdę każdy z tych systemów może się przydać w śliskich warunkach na normalnej drodze.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...