Leszek Langer podszywał się pod Emilię Brown, prezes Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym NOX.
Leszek Langer podszywał się pod Emilię Brown, prezes Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym NOX. Fot. screen/facebook.com/LeszekLanger

– To był dla mnie szok. Nie mogłam zrozumieć, jak dyrektor ds. osób niepełnosprawnych, który ma o nie dbać, potrafił założyć stronę, na której umieszcza informacje podważające istnienie fundacji NOX oraz moją działalność – mówi o polityku PiS Emilia Brown, prezeska Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym NOX.

REKLAMA
Do trzech lat więzienia grozi szefowi Prawa i Sprawiedliwości w Nowym Sączu. Zdaniem policji, Leszek Langer podszył się pod Emilię Brown, szefową fundacji pomagającej niepełnosprawnym. Polityk PiS założył stronę internetową, aby ją dyskredytować. Pikanterii dodaje fakt, że w nowosądeckim ratuszu był wówczas dyrektorem wydziału odpowiedzialnego za pomoc niepełnosprawnym. W odpowiedzi Langer atakuje i twierdzi, że "pani B. słynie z ataków politycznych na polityków Prawa i Sprawiedliwości". Emilia Brown, prezes Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym NOX, w rozmowie z naTemat odnosi się do tych zarzutów.
Co Leszek Langer wypisywał na pani temat w sieci?
Na stronie www.emiliabrown.pl pan Leszek Langer publikował na mój temat nieprawdziwe informacje, że angażuję się w sprawy polityczne, w kampanię Janusza Korwina-Mikke. Nie jest to oczywiście zgodne z prawdą. Ponadto, Langer oświadczył, że moja fundacja jest fikcją, że nie działa. Dawał przykłady i pisał, że w Oxfordzie, gdzie mieszkam, osoby niepełnosprawne również mają problemy, a ja się tam nie angażuję.
Długo tak o pani pisał?
On tę stronę otworzył w kwietniu 2016 roku, o czym dowiedziałam się dopiero w czerwcu. Na stronie sądeckiego portalu osoba pod pseudonimem Emil Brązowy, która często mnie atakowała, umieściła informację "wszystko o Emilii Brown" i podała link do strony.
Od razu zgłosiła pani sprawę na policję czy na własną rękę zaczęła pani sprawdzać, kto stoi za stroną?
Na początku wydawało mi się śmieszne, że ktoś założył taką stronę. Ale zaczęłam się wczytywać, znajomi dzwonili i powtarzali, że powinnam potraktować to poważnie i zgłosić tę sprawę na policję. Wtedy spojrzałam na to inaczej.
I poszła pani na policję?
16 czerwca zgłosiłam to Prokuraturze w Nowym Sączu, która skierowała tę sprawę do sądeckiej policji. Ale funkcjonariusze przez pół roku nie zrobili nic. Byłam z nimi ciągłym kontakcie i chciałam, by odszukano osobę, która założyła tę stronę.
Ta strona była nieaktywna?
O ile się nie mylę, to ta strona zniknęła gdzieś w sierpniu. Jak widziałam tę opieszałość policji, to sama na własną rękę zaczęłam sprawdzać.

Poprosiła pani kogoś o pomoc?
Sama zaczęłam. Pewna osoba powiedziała mi, kto jest administratorem tej domeny, okazało się, że jest to nazwa.pl. Potem zgłosiłam się do Orange, by mi powiedziano, komu przydzielono ten konkretny adres IP. Po pół roku administrator nazwa.pl udzielił mi tej informacji. Zasłaniali się prawem, artykułami, paragrafami.

Jak pani zareagowała, gdy dowiedziała się, że to Leszek Langer panią publicznie oczernia?
To był dla mnie szok, to było zupełnie niezrozumiałe, że dyrektor ds. osób niepełnosprawnych, który ma o nie dbać, potrafił założyć stronę, na której umieszcza informacje podważające istnienie fundacji NOX oraz moją działalność.
Dlaczego to robił?
W swoim oświadczeniu podał, że atakowałam go jako osobę polityczną. Podał, że zebrał informacje na mój temat na tej stornie, by pokazać moją działalność polityczną, by pokazać, że go wulgarnie atakuję "na podłożu politycznym".
Rozumiem, że pani go nie atakowała?
Nie, nie atakowałam go. Angażuję się w sprawy społeczne na Sądecczyźnie i pomagam osobom niepełnosprawnym. Krytykowałam Leszka Langera jako pełnomocnika prezydenta Nowego Sącza ds. osób niepełnosprawnych. A to dlatego, że – moim zdaniem – nie wypełniał swoich obowiązków służbowych. Szczerze mówiłam także o pracy innych urzędów z Nowego Sącza. Jeżeli ktoś przyszedł do mnie z jakąś sprawą, to albo sama pisałam list, pod którym się podpisałam, albo pomogłam to zrobić.
W 2015 roku wystosowałam list otwarty do prezydenta Nowego Sącza, by ten usunął Leszka Langera ze stanowiska. Uważałam, że on jest niekompetentny i niewystarczająco poświęca się pracy na rzecz osób niepełnosprawnych. Później odbyły się wybory, a pan Langer nie znalazł się na liście kandydatów. Może uważał, że mu zepsułam karierę?
Gdy już pani dowiedziała się, że to Langer panią oczernia, to próbowała się z nim pani skontaktować?
Nie, nie zrobiłam tego. Strona internetowa zniknęła już chyba w sierpniu. Dopiero w grudniu 2016 roku dowiedziałam się, że stał za nią pan Langer. Administrator to potwierdził. W styczniu przyjechałam do Polski i ponownie zgłosiłam sprawę do prokuratury, podając im już jego nazwisko. Ze względu na opieszałość i bezczynność organów ścigania, złożyłam także skargę na policję, prokuraturę i sąd.
Rozwinie pani?
Przez sześć miesięcy nie mogli ustalić, kto podszył się pod moją osobę. Ponadto, nie potrafili zabezpieczyć materiałów dowodowych, ani przesłuchać podejrzanego nawet w charakterze świadka. Odbijali miedzy sobą przysłowiową piłeczkę. Poczułam się  zignorowana. Nie informowano mnie na bieżąco o postępie dochodzenia. Chyba że dzwoniłam do nich czy wysyłałam maile z prośbą o informacje. Gdy sprawa utknęła w martwym punkcie, wiedziałam, że sama muszę się tym zająć.

Długa droga. Czuje pani teraz satysfakcję?
Mam satysfakcję, że to ja ustaliłam nazwisko podejrzanego oraz zachowałam kopię strony internetowej, której im (policji – red.) nie udało się zabezpieczyć. Ale poza tym, to ubolewam, że Leszek Langer otwierając tę stronę, bał się o swoja karierę polityczną zamiast myśleć o konsekwencjach tych działań dla osób niepełnosprawnych. Naruszył moje dobre imię oraz zniszczył wizerunek mojej fundacji. To się może odbić na pozyskaniu sponsorów. Tego nie powinien zrobić człowiek, który miał pomagać osobom niepełnosprawnym.