
Joanna Racewicz już prawie osiem lat temu straciła w katastrofie smoleńskiej swojego męża Pawła Janeczka. W efekcie dziennikarka musiała samotnie zaopiekować się ich synem. W rozmowie z "Dobrym Tygodniem" Racewicz przytoczyła związaną z tym historię, która mrozi krew w żyłach.
REKLAMA
Racewicz w wywiadzie sięgnęła pamięcią aż do chrzcin synka, w czasie których miało miejsce niepokojące zdarzenie. Otóż gdy goście weszli do lekaru, w którym odbywało się przyjecie, w jednej chwili wszystkie kieliszki z szampanami… pękły.
– Goście skomentowali, że: "Chłopcy wpadli na chrzciny", mając na myśli kolegów Pawła z BOR, którzy lecieli z nim tego dnia do Smoleńska. To były imieniny męża, 29 czerwca – wspomina Joanna Racewicz. Dziennikarka podkreśliła również, że już zdołała się oswoić ze śmiercią męża.
Przypomnijmy, że pod koniec zeszłego roku Racewicz udzieliła innego wywiadu, bardzo szczerego. Jak przyznała, mogła powiedzieć mężowi, żeby nie leciał do Smoleńska.
źródło: Fakt