Absurdalna awantura w Poznaniu. Studenci mają pomagać policji – ale plotki o projekcie wywołały wielkie kontrowersje

W trakcie Euro 2012 w Poznaniu gościli m.in. kibice z Chorwacji. Wtedy taka pomoc policjantom z pewnością by się przydała.
W trakcie Euro 2012 w Poznaniu gościli m.in. kibice z Chorwacji. Wtedy taka pomoc policjantom z pewnością by się przydała. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Słyszeliście o Projekcie Tłumacz? Pewnie nie, ale w środowisku poznańskich studentów odbił się głośnym echem. W ramach inicjatywy szukani są chętni do pomocy policji w kontaktach z obcokrajowcami. Staż – czy też wolontariat – jest darmowy, ale to dla studenta nic nadzwyczajnego. Gorzej, że wokół pomysłu narosło mnóstwo plotek, a we wszystko wmieszali się tłumacze przysięgli. – To jest jakieś wypaczenie, niezrozumienie – mówi o niekorzystnych opiniach prorektor ds. kształcenia Beata Mikołajczyk, jedna z twórców projektu UAM. Tylko że trudno nie mieć wrażenia, że środowisko akademickie samo się o to postarało.

Lament w Poznaniu jest straszny, a zaczęło się przecież niewinnie, bo stworzony przez Uniwersytet Adama Mickiewicza, Urząd Miasta Poznania i policję program w zasadzie nie jest w żaden sposób szokujący. Tym bardziej, że celem Projektu Tłumacz jest zwiększenie bezpieczeństwa obcokrajowców w stolicy Wielkopolski. O co chodzi? Funkcjonariuszom, którzy nie radzą sobie w kontaktach językowych z obcokrajowcami, mają pomóc studenci. Taka pomoc może być nieoceniona na ulicy.

Pomoc dla policji, doświadczenie dla studentów
– Pomysł narodził się w grupie roboczej Study in Poznań. To grupa, którą powołały władze miasta i zaprosiły przedstawicielu uczelni wyższych, by rozmawiać o umiędzynarodowieniu. O warunkach, które miasto może zaoferować studentom zagranicznym. Tematów jest wiele, a jednym z nich jest bezpieczeństwo. Na jedno z posiedzeń wiosną tego roku zostali zaproszeni panowie z policji, którzy na co dzień zajmują się wykroczeniami czy przestępstwami, które dotyczą obcokrajowców – mówi prof. Mikołajczyk.

I tak powstał Projekt Tłumacz. Jak to dokładnie działa? – Policjanci pokazywali statystyki, mówili o swojej codziennej pracy. W ramach tych rozmów dowiedzieliśmy się, że w interwencjach policji jest jeden trudny moment. To pierwszy kontakt, kiedy policjanci próbują się skomunikować z osobą poszkodowaną. Bycie ofiarą jest już stresujące samo w sobie, a ten element dezorganizacji pogłębia się, kiedy nie możemy porozmawiać. Pierwszy kontakt jest ważny – podkreśla współtwórczyni projektu. Poszukiwani są więc studenci, którzy będą w ramach swojego wolnego czasu pomagać policjantom w trudnych kontaktach z obcokrajowcami.


Same korzyści – tylko zamieszanie gigantyczne
Sprytne? No pewnie, że sprytne. Pożądani są żacy z dobrą znajomości języków obcych, a zwłaszcza angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego i ukraińskiego. Dodatkowo choć praca jest darmowa, dla studentów szukających doświadczenia może być atrakcyjna. "Program jest prestiżowy, objęty patronatem dwóch prorektorów. Dla studentów uczestniczenie w tym projekcie to szansa na dodatkowe punkty w programach stypendialnych i nagrodach (rektora, Fundacji Kulczyka, itp.)" – czytamy w ogłoszeniu, które wędruje w sieci. Znaleźć je można choćby na stronie Instytutu Filologii Germańskiej. A przynajmniej tak się wydaje.
Rzecz w tym, że samo ogłoszenie wywołało gigantyczne zamieszanie. Kiedy poszukacie w internecie, szybko się okaże, że można je znaleźć wszędzie, tylko nie na witrynie... organizatora akcji, czyli Wydziału Neofilologii. To samo ogłoszenie powiela miejscowa prasa, choćby "Głos Wielkopolski".

I jak się wgłębić w to pismo, to nie wszystko jest takie różowe. Okazuje się, że dyżury, które mają pełnić studenci, podobno miałyby być nawet... 48-godzinne. "Ma to wyglądać tak, że policjant podczas interwencji, w której trzeba pomóc cudzoziemcowi, dzwoni do wolontariusza dyżurującego 24 godziny na dobę i telefonicznie pomaga w tłumaczeniu. W wyjątkowych wypadkach policjant może poprosić studenta o pojawienie się na miejscu zdarzenia" – czytamy w feralnym ogłoszeniu. A czemu 48 godzin? Zgodnie z założeniami projektu w ogłoszeniu student pełni dwa dyżury pod rząd. Czyli 48 godzin "w robocie".

Kaczka dziennikarsko-akademicka
Problem w tym, że ogłoszenie, które hula po sieci, nijak się ma do rzeczywistości. Prorektor nie ukrywa swojego zażenowania całą sytuacją: – To jest jakaś wieść, która rozpełzła się po Poznaniu i żyje własnym życiem. Mówimy o kilku godzinach dyżuru wolontariusza w tygodniu. Jeśli projekt się powiedzie, będą chętni studenci, wtedy uda się taką pomoc zapewnić przez 24 godziny. My nie chcemy studenta wykorzystywać. On ma prawo, obowiązek i powinność się uczyć. Chcemy, aby studenci odbywali dyżur sześciogodzinny raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.

Tyle uczelnia. Trudno się jednak dziwić poznańskim mediom i studentom, że roznoszą plotki, skoro roznosi je nawet... właśnie uczelnia. Ogłoszenie trafiło bowiem choćby na facebookowy profil... Instytutu Językoznawstwa UAM. A tam wszystkie kwiatki – choćby o dwudobowych dyżurach.

Drodzy Studenci, zachęcamy do zaangażowania się w prestiżowy Projekt Tłumacz. To szansa na dodatkowe punkty w programach stypendialnych i nagrodach oraz ciekawe doświadczenie :)

Opublikowany przez Instytut Językoznawstwa UAM na 15 stycznia 2018
Każdy student miał prawo uznać takie źródło informacji za rzetelne. Mleko się więc rozlało. A może raczej – na uczelnię wylano wiadro pomyj. "To jest pomysł na poziomie: weźmy studentów prawa, żeby bronili cudzoziemców przed sądem, albo studentów medycyny, żeby operowali cudzoziemców. Jestem zdumiony, że uniwersytet to firmuje", "Dla uczelni strzał w stopę, na miejscu studenta kierunków tłumaczeniowych zastanowiłabym się, jaki jest sens poświęcania 5 lat życia na studia, po których pracy nie będzie, bo będą ją wykonywać inni studenci – za darmo?" – to niektóre komentarze.

Najwięcej emocji budzi jednak kwestia 48-godzinnych dyżurów. "Dyżury 24-godzinne co 2 dni przez 3 m-ce z dyspozycyjnością włączająca nawet przyjazd? Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy, jaka to jest totalna dezorganizacja życia", "Żenada. W jaki sposób ktokolwiek ma szanować pracę tłumacza, jeśli państwo sami wskazujecie, że 48-godzinne dyżury tłumacza pod telefonem to coś, co w zasadzie można mieć za darmo?", "Żaden z moich szefów nie wymaga ode mnie 24-godzinnej dyspozycyjności!" – gorączkują się internauci.
To jest jakieś nieporozumienie. My prosiliśmy jedynie służby dydaktyczne o propagowanie spotkania w piątek (19 stycznia odbędzie się dla chętnych spotkanie organizacyjne – red.). To się pewnie wzięło stąd, że w naszych wewnętrznych rozmowach mówiliśmy o utrzymaniu takich dyżurów, takiego wsparcia dla policji przez całą dobę – prostuje wszystko prof. Mikołajczyk.

Czy to w ogóle ma sens
Swoje trzy grosze do sprawy wrzucił także wspominany wcześniej Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce. Zarzut mniej więcej ten sam – deprecjonowanie zawodu tłumacza.

Związkowcy w piśmie, które przesłali do UAM, tłumaczą, że "przedmiotowy projekt narusza zasady etyczne wykonywani zawodu tłumacza przysięgłego, standardy edukacyjne, a tym samym uderza w interesy tłumaczy przysięgłych w Polsce".

Fragment oświadczenia Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce:

W czasach, kiedy mamy do czynienia z trendem obniżenia rangi zawodu tłumacza, w tym tłumacza przysięgłego oraz drastycznym obniżeniem jakości tłumaczeń, wszelkie instytucje kształcące tłumaczy powinny kategorycznie bronić najwyższych standardów i dobrych praktyk w zawodzie tłumacza. (...)

Podkreślono również, że projekt narusza interesy… absolwentów uczelni, którzy wykonują zawód tłumacza w Poznaniu. "Pragniemy również zaznaczyć, że student uczestniczący w przedmiotowym projekcie nie zyska żadnego doświadczenia, jeśli będzie udzielać pomocy tłumaczeniowej bez jakiegokolwiek nadzoru i wsparcia ze strony doświadczonych tłumaczy przysięgłych" – kontynuują związkowcy.

Wszyscy mają być gotowi
Te zarzuty odrzuca jednak prof. Mikołajczyk. – Ubolewam, że pismo powstało na podstawie jakiejś notatki w internecie. Nikt nie zapytał u źródła, na czym polega projekt i jakie są jego szczegóły. W żadnym przypadku projekt nie zakłada udziału studentów w czynnościach procesowych, przesłuchaniach w charakterze świadków czy podejrzanych. Oczywiście, że samo szkolenie policji nie wystarczy, dlatego będą szkolenia z nauczycielami-tłumaczami już w uniwersytecie. Ale najpierw chcemy poznać potrzeby policji – mówi naTemat.
Prof. Beata Mikołajczyk
Prorektor ds. kształcenia

Zanim odbędzie się pierwszy dyżur, nasi wolontariusze będą musieli odbyć serię szkoleń. Pierwsze to takie, które przygotuje komenda miejska policji. Policjanci zaprezentują nam swoje procedury. W ramach naszego uniwersytetu na wydziale neofilologii odbędą się także prowadzone przez naszych nauczycieli, w tym czynnych tłumaczy, praktyków, szkolenia językowo-tłumaczeniowe. Nikogo nie wypuszczamy na głęboką wodę.

Czyli nawet rozsądnie. Paradoksem tej sytuacji jest fakt, kto brał udział w tym zamieszaniu. Filolodzy, językoznawcy, tłumacze po studiach językowych i studenci, którzy dążą do wykształcenia wyższego z zakresu językoznawstwa czy filologii. Nie dogadali się po polsku. Oby z cudzoziemcami poszło lepiej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...