
Słyszeliście o Projekcie Tłumacz? Pewnie nie, ale w środowisku poznańskich studentów odbił się głośnym echem. W ramach inicjatywy szukani są chętni do pomocy policji w kontaktach z obcokrajowcami. Staż – czy też wolontariat – jest darmowy, ale to dla studenta nic nadzwyczajnego. Gorzej, że wokół pomysłu narosło mnóstwo plotek, a we wszystko wmieszali się tłumacze przysięgli. – To jest jakieś wypaczenie, niezrozumienie – mówi o niekorzystnych opiniach prorektor ds. kształcenia Beata Mikołajczyk, jedna z twórców projektu UAM. Tylko że trudno nie mieć wrażenia, że środowisko akademickie samo się o to postarało.
– Pomysł narodził się w grupie roboczej Study in Poznań. To grupa, którą powołały władze miasta i zaprosiły przedstawicielu uczelni wyższych, by rozmawiać o umiędzynarodowieniu. O warunkach, które miasto może zaoferować studentom zagranicznym. Tematów jest wiele, a jednym z nich jest bezpieczeństwo. Na jedno z posiedzeń wiosną tego roku zostali zaproszeni panowie z policji, którzy na co dzień zajmują się wykroczeniami czy przestępstwami, które dotyczą obcokrajowców – mówi prof. Mikołajczyk.
Sprytne? No pewnie, że sprytne. Pożądani są żacy z dobrą znajomości języków obcych, a zwłaszcza angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego i ukraińskiego. Dodatkowo choć praca jest darmowa, dla studentów szukających doświadczenia może być atrakcyjna. "Program jest prestiżowy, objęty patronatem dwóch prorektorów. Dla studentów uczestniczenie w tym projekcie to szansa na dodatkowe punkty w programach stypendialnych i nagrodach (rektora, Fundacji Kulczyka, itp.)" – czytamy w ogłoszeniu, które wędruje w sieci. Znaleźć je można choćby na stronie Instytutu Filologii Germańskiej. A przynajmniej tak się wydaje.
Problem w tym, że ogłoszenie, które hula po sieci, nijak się ma do rzeczywistości. Prorektor nie ukrywa swojego zażenowania całą sytuacją: – To jest jakaś wieść, która rozpełzła się po Poznaniu i żyje własnym życiem. Mówimy o kilku godzinach dyżuru wolontariusza w tygodniu. Jeśli projekt się powiedzie, będą chętni studenci, wtedy uda się taką pomoc zapewnić przez 24 godziny. My nie chcemy studenta wykorzystywać. On ma prawo, obowiązek i powinność się uczyć. Chcemy, aby studenci odbywali dyżur sześciogodzinny raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.
Swoje trzy grosze do sprawy wrzucił także wspominany wcześniej Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce. Zarzut mniej więcej ten sam – deprecjonowanie zawodu tłumacza.
Fragment oświadczenia Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce:
W czasach, kiedy mamy do czynienia z trendem obniżenia rangi zawodu tłumacza, w tym tłumacza przysięgłego oraz drastycznym obniżeniem jakości tłumaczeń, wszelkie instytucje kształcące tłumaczy powinny kategorycznie bronić najwyższych standardów i dobrych praktyk w zawodzie tłumacza. (...)
Te zarzuty odrzuca jednak prof. Mikołajczyk. – Ubolewam, że pismo powstało na podstawie jakiejś notatki w internecie. Nikt nie zapytał u źródła, na czym polega projekt i jakie są jego szczegóły. W żadnym przypadku projekt nie zakłada udziału studentów w czynnościach procesowych, przesłuchaniach w charakterze świadków czy podejrzanych. Oczywiście, że samo szkolenie policji nie wystarczy, dlatego będą szkolenia z nauczycielami-tłumaczami już w uniwersytecie. Ale najpierw chcemy poznać potrzeby policji – mówi naTemat.
Zanim odbędzie się pierwszy dyżur, nasi wolontariusze będą musieli odbyć serię szkoleń. Pierwsze to takie, które przygotuje komenda miejska policji. Policjanci zaprezentują nam swoje procedury. W ramach naszego uniwersytetu na wydziale neofilologii odbędą się także prowadzone przez naszych nauczycieli, w tym czynnych tłumaczy, praktyków, szkolenia językowo-tłumaczeniowe. Nikogo nie wypuszczamy na głęboką wodę.
