
Słyszeliście o Projekcie Tłumacz? Pewnie nie, ale w środowisku poznańskich studentów odbił się głośnym echem. W ramach inicjatywy szukani są chętni do pomocy policji w kontaktach z obcokrajowcami. Staż – czy też wolontariat – jest darmowy, ale to dla studenta nic nadzwyczajnego. Gorzej, że wokół pomysłu narosło mnóstwo plotek, a we wszystko wmieszali się tłumacze przysięgli. – To jest jakieś wypaczenie, niezrozumienie – mówi o niekorzystnych opiniach prorektor ds. kształcenia Beata Mikołajczyk, jedna z twórców projektu UAM. Tylko że trudno nie mieć wrażenia, że środowisko akademickie samo się o to postarało.
Lament w Poznaniu jest straszny, a zaczęło się przecież niewinnie, bo stworzony przez Uniwersytet Adama Mickiewicza, Urząd Miasta Poznania i policję program w zasadzie nie jest w żaden sposób szokujący. Tym bardziej, że celem Projektu Tłumacz jest zwiększenie bezpieczeństwa obcokrajowców w stolicy Wielkopolski. O co chodzi? Funkcjonariuszom, którzy nie radzą sobie w kontaktach językowych z obcokrajowcami, mają pomóc studenci. Taka pomoc może być nieoceniona na ulicy.
Pomoc dla policji, doświadczenie dla studentów – Pomysł narodził się w grupie roboczej Study in Poznań. To grupa, którą powołały władze miasta i zaprosiły przedstawicielu uczelni wyższych, by rozmawiać o umiędzynarodowieniu. O warunkach, które miasto może zaoferować studentom zagranicznym. Tematów jest wiele, a jednym z nich jest bezpieczeństwo. Na jedno z posiedzeń wiosną tego roku zostali zaproszeni panowie z policji, którzy na co dzień zajmują się wykroczeniami czy przestępstwami, które dotyczą obcokrajowców – mówi prof. Mikołajczyk.
I tak powstał Projekt Tłumacz. Jak to dokładnie działa? – Policjanci pokazywali statystyki, mówili o swojej codziennej pracy. W ramach tych rozmów dowiedzieliśmy się, że w interwencjach policji jest jeden trudny moment. To pierwszy kontakt, kiedy policjanci próbują się skomunikować z osobą poszkodowaną. Bycie ofiarą jest już stresujące samo w sobie, a ten element dezorganizacji pogłębia się, kiedy nie możemy porozmawiać. Pierwszy kontakt jest ważny – podkreśla współtwórczyni projektu. Poszukiwani są więc studenci, którzy będą w ramach swojego wolnego czasu pomagać policjantom w trudnych kontaktach z obcokrajowcami.
Same korzyści – tylko zamieszanie gigantyczne Sprytne? No pewnie, że sprytne. Pożądani są żacy z dobrą znajomości języków obcych, a zwłaszcza angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego i ukraińskiego. Dodatkowo choć praca jest darmowa, dla studentów szukających doświadczenia może być atrakcyjna. "Program jest prestiżowy, objęty patronatem dwóch prorektorów. Dla studentów uczestniczenie w tym projekcie to szansa na dodatkowe punkty w programach stypendialnych i nagrodach (rektora, Fundacji Kulczyka, itp.)" – czytamy w ogłoszeniu, które wędruje w sieci. Znaleźć je można choćby na stronie Instytutu Filologii Germańskiej. A przynajmniej tak się wydaje.

Rzecz w tym, że samo ogłoszenie wywołało gigantyczne zamieszanie. Kiedy poszukacie w internecie, szybko się okaże, że można je znaleźć wszędzie, tylko nie na witrynie... organizatora akcji, czyli Wydziału Neofilologii. To samo ogłoszenie powiela miejscowa prasa, choćby "Głos Wielkopolski".
I jak się wgłębić w to pismo, to nie wszystko jest takie różowe. Okazuje się, że dyżury, które mają pełnić studenci, podobno miałyby być nawet... 48-godzinne. "Ma to wyglądać tak, że policjant podczas interwencji, w której trzeba pomóc cudzoziemcowi, dzwoni do wolontariusza dyżurującego 24 godziny na dobę i telefonicznie pomaga w tłumaczeniu. W wyjątkowych wypadkach policjant może poprosić studenta o pojawienie się na miejscu zdarzenia" – czytamy w feralnym ogłoszeniu. A czemu 48 godzin? Zgodnie z założeniami projektu w ogłoszeniu student pełni dwa dyżury pod rząd. Czyli 48 godzin "w robocie".
Kaczka dziennikarsko-akademicka Problem w tym, że ogłoszenie, które hula po sieci, nijak się ma do rzeczywistości. Prorektor nie ukrywa swojego zażenowania całą sytuacją: – To jest jakaś wieść, która rozpełzła się po Poznaniu i żyje własnym życiem. Mówimy o kilku godzinach dyżuru wolontariusza w tygodniu. Jeśli projekt się powiedzie, będą chętni studenci, wtedy uda się taką pomoc zapewnić przez 24 godziny. My nie chcemy studenta wykorzystywać. On ma prawo, obowiązek i powinność się uczyć. Chcemy, aby studenci odbywali dyżur sześciogodzinny raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.
Tyle uczelnia. Trudno się jednak dziwić poznańskim mediom i studentom, że roznoszą plotki, skoro roznosi je nawet... właśnie uczelnia. Ogłoszenie trafiło bowiem choćby na facebookowy profil... Instytutu Językoznawstwa UAM. A tam wszystkie kwiatki – choćby o dwudobowych dyżurach.
Każdy student miał prawo uznać takie źródło informacji za rzetelne. Mleko się więc rozlało. A może raczej – na uczelnię wylano wiadro pomyj. "To jest pomysł na poziomie: weźmy studentów prawa, żeby bronili cudzoziemców przed sądem, albo studentów medycyny, żeby operowali cudzoziemców. Jestem zdumiony, że uniwersytet to firmuje", "Dla uczelni strzał w stopę, na miejscu studenta kierunków tłumaczeniowych zastanowiłabym się, jaki jest sens poświęcania 5 lat życia na studia, po których pracy nie będzie, bo będą ją wykonywać inni studenci – za darmo?" – to niektóre komentarze.
Najwięcej emocji budzi jednak kwestia 48-godzinnych dyżurów. "Dyżury 24-godzinne co 2 dni przez 3 m-ce z dyspozycyjnością włączająca nawet przyjazd? Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy, jaka to jest totalna dezorganizacja życia", "Żenada. W jaki sposób ktokolwiek ma szanować pracę tłumacza, jeśli państwo sami wskazujecie, że 48-godzinne dyżury tłumacza pod telefonem to coś, co w zasadzie można mieć za darmo?", "Żaden z moich szefów nie wymaga ode mnie 24-godzinnej dyspozycyjności!" – gorączkują się internauci.

– To jest jakieś nieporozumienie. My prosiliśmy jedynie służby dydaktyczne o propagowanie spotkania w piątek (19 stycznia odbędzie się dla chętnych spotkanie organizacyjne – red.). To się pewnie wzięło stąd, że w naszych wewnętrznych rozmowach mówiliśmy o utrzymaniu takich dyżurów, takiego wsparcia dla policji przez całą dobę – prostuje wszystko prof. Mikołajczyk.
Czy to w ogóle ma sens Swoje trzy grosze do sprawy wrzucił także wspominany wcześniej Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce. Zarzut mniej więcej ten sam – deprecjonowanie zawodu tłumacza.
Związkowcy w piśmie, które przesłali do UAM, tłumaczą, że "przedmiotowy projekt narusza zasady etyczne wykonywani zawodu tłumacza przysięgłego, standardy edukacyjne, a tym samym uderza w interesy tłumaczy przysięgłych w Polsce".
Fragment oświadczenia Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce:
W czasach, kiedy mamy do czynienia z trendem obniżenia rangi zawodu tłumacza, w tym tłumacza przysięgłego oraz drastycznym obniżeniem jakości tłumaczeń, wszelkie instytucje kształcące tłumaczy powinny kategorycznie bronić najwyższych standardów i dobrych praktyk w zawodzie tłumacza. (...)
Podkreślono również, że projekt narusza interesy… absolwentów uczelni, którzy wykonują zawód tłumacza w Poznaniu. "Pragniemy również zaznaczyć, że student uczestniczący w przedmiotowym projekcie nie zyska żadnego doświadczenia, jeśli będzie udzielać pomocy tłumaczeniowej bez jakiegokolwiek nadzoru i wsparcia ze strony doświadczonych tłumaczy przysięgłych" – kontynuują związkowcy.
Wszyscy mają być gotowi Te zarzuty odrzuca jednak prof. Mikołajczyk. – Ubolewam, że pismo powstało na podstawie jakiejś notatki w internecie. Nikt nie zapytał u źródła, na czym polega projekt i jakie są jego szczegóły. W żadnym przypadku projekt nie zakłada udziału studentów w czynnościach procesowych, przesłuchaniach w charakterze świadków czy podejrzanych. Oczywiście, że samo szkolenie policji nie wystarczy, dlatego będą szkolenia z nauczycielami-tłumaczami już w uniwersytecie. Ale najpierw chcemy poznać potrzeby policji – mówi naTemat.
Prof. Beata Mikołajczyk
Prorektor ds. kształcenia
Czyli nawet rozsądnie. Paradoksem tej sytuacji jest fakt, kto brał udział w tym zamieszaniu. Filolodzy, językoznawcy, tłumacze po studiach językowych i studenci, którzy dążą do wykształcenia wyższego z zakresu językoznawstwa czy filologii. Nie dogadali się po polsku. Oby z cudzoziemcami poszło lepiej.
