Słowa legendarnego polskiego wspinacza Leszka Cichego o wyprawie na K2 nie napawają optymizmem.
Słowa legendarnego polskiego wspinacza Leszka Cichego o wyprawie na K2 nie napawają optymizmem. Fot. Facebook / Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

Po wczorajszym wpisie na blogu Denisa Urubko rozgorzała dyskusja o dotychczasowym przebiegu polskiej wyprawy na K2. Głos w tej sprawie zabrał legendarny polski himalaista Leszek Cichy. To, co powiedział w TVN24, nie napawa optymizmem.

REKLAMA
– Tydzień temu wyraziłem swą opinię, że wspinaczka drogą Basków nie ma sensu. Denis Urubko z Adamem Bieleckim szybko założyli dwa obozy i działalność zatrzymała się na postawieniu "trójki". Tam jest bardzo trudny teren, wymagający porządnego zaporęczowania, na co potrzeba sporo czasu, a przy tym dobrej pogody. Przewidywałem taki kryzys, chociaż mówiłem to z bólem serca wcześniej i teraz to powtarzam, bo chciałbym bardzo, aby Polacy jako pierwsi zdobyli K2. Oceniając realnie, daję pięć procent szans – powiedział Leszek Cichy odnosząc się do dotychczasowego przebiegu wyprawy, jej planów oraz wpisu Denisa Urubko, który narzeka na atmosferę w ekipie i działania kierownika wyprawy Krzysztofa Wielickiego.
Jak dodaje Cichy, w momencie pojawienia się trudności należało zmienić plany dotyczące przebiegu trasy. – Trzeba było przejść na łagodniejszą, klasyczną drogę. Teraz jest już za późno na zmianę. Ponadto potęgują się problemy. Ekipa zmalała z trzynastu do dwunastu osób, bowiem sprawy rodzinne wezwały do powrotu do kraju Jarosława Botora. Uraz, jakiego doznał Bielecki, wyklucza jego wspinaczkę na kilka dni. Do tego dochodzi niepotrzebny szum medialny. Koledzy zamiast się skupić na celu, to komentują wydarzenia, najpierw związane z akcją ratunkową na Nanga Parbat, a teraz z postępem działań na górze – mówi himalaista.
– Wydaje mi się, że psychologicznie wyprawa jest zakończona, ale chciałbym się mylić - zaznaczył na koniec Cichy. Od kilku dni trwa aklimatyzacja himalaistów na górze.
źródło: tvn24.pl