"Góra mnie opluła". Poruszający wpis Rafała Froni w dzienniku wyprawowym

Rafał Fronia po nieszczęśliwym wypadku przebywa obecnie w hotelu w pakistańskim mieście Skardu.
Rafał Fronia po nieszczęśliwym wypadku przebywa obecnie w hotelu w pakistańskim mieście Skardu. Facebook/Rafał Fronia
Obsesyjna pasja himalaistów potrafi przerodzić się w dramat. Emocjonalnie rozbici są nawet ci, którzy dobiegają wiekiem do 50-tki, czego dowodzi przypadek Rafała Froni, jednego z najstarszych polskich himalaistów. Fronia w wyniku nieszczęśliwego wypadku zakończył wyprawę na K2.

Mimo że himalaizm wymaga ekstremalnego zdrowia, wśród wspinaczy są nie tylko 20-latkowie. Dowodem jest 45-letni Denis Urubko, o którym taka wydolnościowa maszyna jak Adam Bielecki mówi, że jest szybszy od niego. Wyprawa na K2 skończyła się dramatem Rafała Froni, innego himalaisty, który nie należy do młodego pokolenia wspinaczy.

Gdy Fronia szedł do obozu pierwszego na wysokości 5900 metrów drogą Basków, spadający kamień uderzył go w przedramię i spowodował złamanie ręki. Dla Froni był to koniec wyprawy na K2. Mimo że ma 47-lat, wciąż nie może emocjonalnie uporać się z takim obrotem sprawy, o czym pisze w dzienniku wyprawowym, publikowanym na Facebooku przez Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera.

Fronia w Skardu: dotarłem tam, gdzie nie ma nadziei
– Siedzę w Skardu, w hotelu, jak upuszczony kryształ, rozbity na niepoliczalną ilość myśli... bez internetu, z zepsutym piecykiem i mam +3 stopnie w pokoju i pierwszy raz od wielu dni jest mi zimno. Coś we mnie zgasło... Zgasło to, co grzało od środka, jak rozpadające się w reakcji atomy wodoru – pisze szczerze Rafał Fronia z pakistańskiego miasta Skardu.


– Napisałem kiedyś pod Broad Peakiem, że nadzieja zamarza ostatnia, chyba właśnie tu dotarłem, do tego miejsca gdzie jej już nie ma. Jadę do domu. Wyrzucony z wyprawy przez górę, która mnie opluła... i naznaczonego więcej nie chce. Jak to? Dlaczego ja? Dlaczego? W głowie kłębią się myśli, z którymi nie umiem się pogodzić. Ale jedno czego nauczyły mnie ostatnie dni, to to, że porażka za pięć minut może być ocaleniem. Dlaczego? Bo los lubi się śmiać – czytamy dalej w poruszającym wpisie Rafał Froni.

Najnowsze wieści z K2 (8611 m) są takie, że Denis Urubko osiągnął wysokość 6500 metrów. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, poinformował, że do góry wyszli we wtorek Marcin Kaczkan i Piotr Tomala, w asyście pakistańskich tragarzy. Celem jest zabezpieczenie drogi linami do obozu pierwszego, gdzie mają spędzić noc. Ekipa wspina się na K2 klasyczną drogą, biegnącą Żebrem Abruzzi. Zrezygnowała z drogi Basków po wypadkach Adama Bieleckiego i Rafała Froni.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...