Europosłanka PO Julia Pitera w rozmowie z naTemat.pl ujawnia, co oznacza dla Polski zapowiadane powiązanie wypłat funduszy UE ze stanem praworządności w państwach członkowskich.
Europosłanka PO Julia Pitera w rozmowie z naTemat.pl ujawnia, co oznacza dla Polski zapowiadane powiązanie wypłat funduszy UE ze stanem praworządności w państwach członkowskich. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Sugeruję, aby bacznie przyglądać się temu, co rząd PiS zacznie robić prawdopodobnie już pod koniec marca. Mam bowiem niebezpodstawne przypuszczanie, że wiosną w Brukseli premier Morawiecki oznajmi, iż Warszawa jednak wycofa się z kilku przepisów, które "zreformowały" sądy – mówi #TYLKONATEMAT Julia Pitera. Europosłanka pracująca w Komisji Kontroli Budżetowej PE ujawnia też, co oznacza dla Polski zapowiadane powiązanie wypłat funduszy unijnych ze stanem praworządności w państwach członkowskich.

REKLAMA
Na ile realne jest wejście w życie ujawnionego niedawno planu, według którego w nowym budżecie Unii Europejskiej wypłata funduszy europejskich będzie ściśle uzależniona od stanu praworządności w danym państwie członkowskim?
Te zapowiedzi są naprawdę realne. Mogę o tym zapewnić, bo w Parlamencie Europejskim pracuję między innymi w Komisji Kontroli Budżetowej i na jej obradach temat powiązania wypłat z funduszy europejskich ze stanem praworządności w państwach członkowskich w ostatnich kilku miesiącach był poruszany kilkukrotnie. W innych instytucjach europejskich nad tym planem również dyskutuje się już od co najmniej pół roku. W środę Komisja Europejska przedstawiła dokument, w którym jedną z opcji jest możliwość większego uzależnienie finansowania z UE od poszanowania wartości unijnych.
Komisarz ds. budżetu Günther Oettinger stwierdził, że odpowiednie przepisy właściwie już są przygotowane. Wygląda więc na to, że prace w tym kierunku rzeczywiście są bardzo zaawansowane. Jest szansa, że ten –pisany głównie z myślą o Polsce – projekt trafi jednak do kosza?
Mówiąc szczerze, wątpię... W Polsce mówi się niestety niewiele o innym unijnym projekcie, ściśle powiązanym z tymi sprawami. Otóż budowany jest system prokuratury europejskiej, do którego Polska odmówiła przystąpienia. Tymczasem w Brukseli mówi się, że państwa odmawiające współpracy w ramach unijnej prokuratury z tego powodu również powinny być inaczej potraktowane przy rozdziale funduszy UE.
Ten argument podnoszony przez znaczną większość państw członkowskich, które zaangażowane są w budowę prokuratury europejskiej, wydaje się logiczny. Ta instytucja ma się bowiem zajmować kontrolowaniem prawidłowości wydatkowania unijnych pieniędzy. Zatem państwa, które nie chcą w tym systemie uczestniczyć, mogą same ściągnąć na siebie konsekwencje.
Czyli wkrótce UE dostanie narzędzia, którymi państwa pokroju dzisiejszej Polski za odstępowanie od podstawowych unijnych standardów będzie można ukarać boleśniej i przede wszystkim znacznie szybciej niż poprzez mechanizmy takie, jak art. 7 TUE?
Jeżeli państwo członkowskie nie zamierza podlegać tym samym regułom kontroli i ścigania nadużyć, a do tego ma nie do końca wiarygodny system sprawiedliwości, to rzeczywiście musi brać pod uwagę poważne konsekwencje. W UE mają bowiem dość sytuacji, w których pieniądze Europejczyków trafiały do rządów sprzeniewierzających się podstawowym wartościom europejskim. A do wartości tych należy m.in. niezależny od polityków wymiar sprawiedliwości.
Jeśli fundusze UE dla uparcie nieprzestrzegającej zasad praworządności Polski zostaną zablokowane, odczują to przede wszystkim zwykli Polacy, którzy stracą dostęp do różnego rodzaju programów, dotacji i dopłat. Nie sądzi pani, że to przyniesie gwałtowny wybuch eurosceptycyzmu i naród stanie murem za "atakowanym" przez Brukselę rządem?
Niedawno opublikowano badania CBOS dotyczące reakcji Polaków na uruchomienie wobec Polski art. 7 TUE. I muszę przyznać, że jestem zaskoczona wynikami, gdyż grono Polaków popierających zastosowanie unijnych sankcji wobec Polski jest podobne do odsetka tych, którzy to krytykują. W świetle takich danych trudno przesądzać o tym, iż inne unijne działania wobec rządu PiS nie spotkają się ze zrozumieniem znacznej części polskiego społeczeństwa. Co więcej, odnoszę wrażenie, że wielu Polaków obawia się dziś, iż PiS te miliardy z UE zmarnuje. Ludzie mogą obawiać się, że pieniądze te mogą pójść na inne cele niż poprawa jakości naszego życia i rozwój.
logo
W rozmowie z naTemat.pl europosłanka PO Julia Pitera przypomina, że jednym z ważnych beneficjentów funduszy unijnych w Polsce stał się o. Tadeusz Rydzyk. Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Zwłaszcza po ostatnich doniesieniach o wypłacie szalonych nagród dla ministrów, czy też o kosztach kuriozalnej, wielomilionowej kampanii propagandowej zorganizowanej przez Polską Fundację Narodową. Jest też ta sprawa dotacji, jaka miała zasilić fundację Niezależne Media, założoną przez zaprzyjaźnioną z PiS "Gazetę Polską". A jak wynika z innych doniesień medialnych, do końca 2017 roku tylko na działalność o. Tadeusza Rydzyka ministerstwa i podległe im instytucje przekazały łącznie 73 mln zł.
Który z "batów na Polskę" ma większe szanse na zastosowanie, te nowe rozwiązania budżetowe czy jednak "opcja nuklearna" z art. 7 TUE?
Sądzę, że bardziej realnym scenariuszem jest rozwiązanie uzależniające wypłatę funduszy europejskich od stanu praworządności. To wynika z planowanego kalendarza prac nad budżetem unijnym. I sugeruję, aby bacznie przyglądać się temu, co rząd PiS zacznie robić prawdopodobnie już pod koniec marca. Mam bowiem niebezpodstawne przypuszczanie, że wiosną w Brukseli premier Mateusz Morawiecki oznajmi, iż Warszawa jednak wycofa się z kilku przepisów, które "zreformowały" sądy.
Oczywiście niczego to nie zmieni, bo "dobra zmiana" już zostanie ostatecznie zakończona i przywrócenie kilku starych przepisów – na przykład tych o wieku emerytalnym sędziów – jedynie utrwali dokonane zmiany.
Czyli o to chodziło szefowi Komisji Europejskiej Jean-Claude'owi Junckerowi, który w środę zaskoczył stwierdzeniem, że "jest bardzo duża szansa, iż polskie stanowisko ewoluuje nieco bliżej unijnego, a unijne stanowisko w przesunie się powoli w kierunku polskiego"?
Nie wykluczam nawet, że już padła ze strony polskiej zapowiedź, iż rząd PiS przygotowuje się do cofnięcia części nieakceptowalnych dla Europy przepisów. Ekipę "dobrej zmiany" już na to stać, bo zanim przychylą się do argumentów UE, zdążą doprowadzić do końca czystkę w Sądzie Najwyższym i KRS, czy poobsadzać swoich ludzi wśród prezesów sądów powszechnych. Trybunał Konstytucyjny dawno przejęli na stałe... Stać ich więc na przywrócenie starych przepisów, które w obecnej sytuacji tylko usankcjonują to wszystko i zapewnią uspokojenie relacji z instytucjami UE. To naprawdę bardzo realny scenariusz.