
To nieprawdopodobne, że Polacy po doświadczeniach własnej emigracji zgotowali taki los ukraińskim pracownikom. Patryk Graczyk prowadzi wraz ze wspólnikami kancelarię w Poznaniu. Do nich trafił Dima Shutka, któremu maszyna zmiażdżyła i ugotowała dłoń. Teraz zajmują się sprawą Oksany. W pracy doznała wylewu, ale właściciel zakładu, zamiast ratować, porzucił ją na ławce w parku. Kancelaria pomaga nie tylko prawnie. – Trwa zbiórka pieniędzy na leczenie pani Oksany – mówi Graczyk.
Niedawno Shutka odwiedził Alonę, która jest w poznańskim szpitalu. Ta Ukrainka uległa wypadkowi w styczniu. Pracowała w pralni w Luboniu. Magiel wciągnął jej rękę, miażdżył i gotował. – Rozmawiałem również z panią Aloną. I w tym przypadku maszyna była ważniejsza od człowieka – opowiada Patryk Graczyk z poznańskiej kancelarii "Rutowski–Sufryd– Graczyk". Strażacy chcieli najpierw rozciąć maszynę, ale właściciel się nie zgodził. Uwolnili ją dopiero po 40 minutach. Włączyli wsteczny bieg. Lekarze amputowali jej dłoń niemal przy samym barku.
Ilu obywateli Ukrainy pracuje w Polsce?
Według ubiegłorocznych szacunków Ołeksandra Ochrimenki, Dyrektora Ukraińskiego Centrum Analitycznego na koniec 2017 r. roku liczba Ukraińców zatrudnionych w Polsce mogła sięgnąć miał 2 mln. Może być ich więcej. Dane GUS-u wskazują, że na rynku brakuje 120 tys. osób. A będzie jeszcze gorzej, bo popyt na pracowników rośnie w tempie 20 proc. rocznie. Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, aby utrzymać tempo wzrostu gospodarczego, Polska w ciągu kolejnych 20 lat będzie potrzebowała ok. 5 milionów pracowników.
Prawnik przyznaje, że to zadziwiające, iż Polacy, którzy przeżywali na emigracji podobne koszmary, teraz sami gotują piekło swoim pracownikom. Trudno wytłumaczyć zachowanie właściciela zakładu z Środy Wielkopolskiej. Na jego terenie zasłabła pracownica, Oksana. Okazało się, że kobieta doznała wylewu krwi do mózgu. – Siostra nie była w stanie iść. Wrzucili ją do samochodu – siostra Oksany opowiadała dziennikarzom. Pracodawca zamiast w szpitalu, zostawił Oksanę na ławce w parku i zadzwonił na pogotowie, że tam ją znalazł. Jej siostra twierdzi, ze do szpitala trafiła w stanie krytycznym. – To bulwersująca sprawa. Z ludzkiego odruchu powinien jej pomóc – komentuje mecenas Patryk Graczyk. Jego kancelaria zajmuje się tą sprawą. – Takich wypadków w pracy jest wiele. Większość Ukraińców jednak wyjeżdża do domu. Nawet pracując na czarno, można starać się w sądzie o określenie stosunku pracy. Oni nie znają nawet swoich podstawowych praw. Boja się domagać umowy pracy czy też zapłaty za nadgodziny, a to jest nagminnie łamane. Z tego co obserwuję w Poznaniu, jest wielu pracowników z Ukrainy. Uważam, że powinna być akcja informacyjna, aby wiedzieli o przysługujących im prawach – dodaje prawnik.
Trwa zbiórka pieniędzy na leczenie kobiety. Kancelaria jest w stałym kontakcie z Witoldem Horowskim, konsulem honorowym Ukrainy w Poznaniu.
