
Jeśli chodzi o relacje polsko-żydowskie, trudno o osobę cieszącą się większym autorytetem. Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce, który jako dziecko został uratowany z Holocaustu, zabrał głos w sprawie zamieszania wokół nowelizacji ustawy o IPN oraz słów Mateusza Morawieckiego z Monachium. Mówi, że "czuje się kompletnie rozbity".
Przez wiele lat Szewach Weiss stawał w obronie Polski i Polaków, odpowiadając na niesłuszne oskarżenia. Przypominał światu, że hitlerowskie obozy - choć stały na polskich ziemiach - nie były polskie lecz niemieckie.
Szewach Weiss
b. ambasador Izraela w Polsce
Gdy wybuchło zamieszanie wokół nowelizacji ustawy o IPN, przewidującej kary więzienia za przypisywanie polskiemu narodowi i państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę, zwolennicy zamian powoływali się właśnie na słowa b. ambasadora Izraela w Polsce. Kancelaria Premiera przygotowała nawet dla polityków z rządu "przekaz dnia", w którym zalecano, by przypominać wypowiedzi Szewacha Weissa.
Wczoraj dyskusja na ten temat zaogniła się, gdy na konferencji Mateusza Morawieckiego w Monachium dziennikarz żydowskiego pochodzenia opowiedział o losach swojej rodziny, którą w czasie wojny Polacy wydali w ręce Gestapo. W odpowiedzi polski premier zaczął mówić i o polskich zbrodniarzach, i o zbrodniarzach żydowskich. O komentarz do tej wypowiedzi w izraelskim radiu poproszono wówczas właśnie Szewacha Weissa. A ten zrezygnowany odpowiedział, że czuje się rozbity.
Wypowiedź Szewacha Weissa przytacza na Twitterze były wieloletni korespondent RMF FM w Izraelu. Jak pisze Eli Barbur, były ambasador uważa, iże obecny polski rząd "niweczy wszystko, co w ciągu 25 lat ogromnym wysiłkiem wielu ludzi udało się osiągnąć w relacjach między obu narodami".
