
Polski Kościół katolicki postanowił zadbać o trzeźwość Polek i Polaków. W świeżo wydanym Narodowym Programie Trzeźwości biskupi przedstawiają recepty na ograniczenie spożywania alkoholu i abstynencję narodu. Jednak – jak pokazuje przykład małego Strzyżowa na Podkarpaciu – manipulowanie przy prawie kupna alkoholu zawsze kończy się tak samo, czyli porażką.
To niespełna 9-tysięczne miasto 30 kilometrów od Rzeszowa. Podobnych w całej Polsce jest tysiące. Jednak akurat to zasłynęło z niebywałego jak na taką społeczność obywatelskiego sprzeciwu wobec decyzji lokalnych władz.
Sklep został usytuowany w pobliżu domu kultury, w którym przebywa dużo młodzieży i w którym działa popularna wśród młodych restauracja. Młodzi ludzie często wychodzą z niej na zewnątrz i zakłócają porządek. Działalność nocnego sklepu monopolowego może tylko pogorszyć sytuację w tej części miasta. Nie patrzę na tę sytuację indywidualnie, ale globalnie.
Takie postawienie sprawy nie spodobało się mieszkańcom gminy, którzy skrzyknęli się za pomocą Facebooka w celu obalenia uchwały o nocnej prohibicji. W opisie profilu jego założyciele napisali: "Nagłe przypomnienie przez burmistrza uchwały w sprawie określenia godzin zamykania placówek prowadzących sprzedaż alkoholu oznacza, że oprócz nielicznych lokali (barów i restauracji) po godzinie 22.00/23.00 nigdzie nie kupimy żadnego napoju wyskokowego. W czynnych jeszcze sklepach czy na stacjach benzynowych zostaniemy odesłani z kwitkiem[...]. Dlatego też wychodzimy z inicjatywą 'NIE dla prohibicji w Strzyżowie!'. Jak na razie chcemy dowiedzieć się, czy podjęte przez władze miasta i gminy decyzje podobają się mieszkańcom czy też jest wręcz przeciwnie."
Jak mówi w rozmowie z naTemat Tomasz Grodzki, obecny radny miasta, a wówczas kandydat na to stanowisko, głos w tej sprawie zabrali mieszkańcy, szczególnie ci młodsi. – Głosy były podzielone. Starszym osobom zakaz zbytnio nie przeszkadzał, natomiast głos licznie zabrali młodzi mieszkańcy Strzyżowa. Nie podobało im się kolejne ograniczanie ich wolności. Kandydowałem wtedy do Rady Miejskiej, a zniesienie tej uchwały było jednym z moich postulatów. Wychodziłem z założenia, że każdy ma swój rozum, a kolejne zakazy nie przyniosą żadnego efektu – zaznacza.
