
Pierwsze informacje mówiły o spadającym kamieniu, który uderzył Rafała Fronię i złamał mu rękę. Po tym wypadku polski himalaista musiał opuścić ekipę próbującą zdobyć K2. Na tym nagraniu widać, z czym tak naprawdę muszą się na miejscu zmierzyć himalaiści w drodze na szczyt. Fronia może mówić o dużym szczęściu, że skończyło się tylko na złamaniu ręki.
REKLAMA
Spadł kamień, uderzył w rękę, ta się złamała i Rafał Fronia musiał wrócić do kraju. Taki przekaz może brzmi mało dramatycznie, ale gdy się obejrzy film nagrany przez himalaistę, dopiero można zrozumieć, jak to się działo. To właśnie w zwałach śniegu ukryty był kamień, który uderzył mężczyznę. Wyraźnie widać, iż Fronia może mówić o dużym szczęściu, bo lawina tak naprawdę przeszła bokiem, a złamana ręka to niska cena za przeżycie.
Fronia jest już w Polsce, choć jego powrót do kraju nie był łatwy, gdyż Pakistańczycy odmawiali wysłania po niego helikoptera ratunkowego. Tymczasem reszta himalaistów dalej atakuje szczyt, Adam Bielecki i Denis Urubko są już na wysokości 7200 metrów. Przypomnijmy, że to właśnie ci dwaj wspinacze uratowali Elizabeth Revol, gdy ta samotnie schodziła z Nanga Parbat, na której musiała zostawić swojego partnera Tomasza Mackiewicza.
