"Armia piękności" – tak nazywane są północnokoreańskie cheerleaderki. Czy jedna z nich za kibicowanie Amerykanom trafi do łagru?
"Armia piękności" – tak nazywane są północnokoreańskie cheerleaderki. Czy jedna z nich za kibicowanie Amerykanom trafi do łagru? Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Północnokoreańska cheerleaderka kibicowała amerykańskiej parze łyżwiarzy tańczącej na lodzie. Przestała dopiero po tym, jak koleżanka - trącając ją łokciem - zwróciła jej uwagę na "niestosowność" takiego zachowania. Teraz wszyscy się zastanawiają, czy za swój postępek dziewczyna nie trafi do obozu pracy.

REKLAMA
Jest ich 229, wszystkie identycznie ubrane od stóp do głów, z identycznymi walizkami. Gdy pojawiły się na terytorium Korei Południowej, wyglądały jak klony albo prawdziwa armia, równo i miarowo, jedna za drugą, maszerując przed fotoreporterami. "Armia piękności" – tak są nazywane. Kobiety, które przeszły niezłą selekcję pod wieloma względami: urody na pierwszym miejscu, ale też pochodzenia i siły ideologicznych przekonań. Mają niewiele ponad 20 lat, są "stosunkowo wysokie", czyli mają ponad 163 cm. Zostały wybrane spośród studentek najlepszych uczelni, muszą pochodzić z dobrych rodzin, nie mogą mieć żadnych kuzynów za granicą.
To jedna z nielicznych grup, której – oprócz niektórych polityków i sportowców – w Korei Północnej pozwala się wyjeżdżać za granicę. Dla wielu to przygoda życia, o jakiej przytłaczająca większość Koreańczyków z północy może tylko śnić. Trudno jednak nie zadać sobie pytania, czy po zakończeniu igrzysk jedna z nich nie trafi do łagru. Koreanka przez moment zaklaskała podczas występu amerykańskiej pary łyżwiarskiej, przerwała dopiero po tym, jak przywołała ją do porządku jedna z koleżanek.
To nie była pierwsza "wpadka" piękności z Korei Północnej. Kilka dni wcześniej podczas meczu hokejowego na trybunach pojawił się sobowtór Kim Dzong Una, którego cheerleaderki powitały bardzo gorliwie. One też mogą mieć problemy po powrocie do kraju. To, co w Polsce wydaje się nieprawdopodobne, w Korei jest swego rodzaju normą. Podobno w 2005 roku, po powrocie z Korei Południowej, grupa cheerleaderek opowiedziała, co widziała za granicą. Do dziś krążą wieści o tym, że 21 kobiet zostało z tego powodu wysłanych do obozu pracy.