Aktualne plany wyprawy na K2 są takie, że atak na szczyt może nastąpić 5-6 marca. Na zdjęciu Adam Bielecki.
Aktualne plany wyprawy na K2 są takie, że atak na szczyt może nastąpić 5-6 marca. Na zdjęciu Adam Bielecki. Facebook/Adam Bielecki

Robert Szymczak to lekarz polskich himalaistów i konsultant wyprawy na K2. Bez ogródek opowiada, czym może się skończyć atak polskich himalaistów na szczyt, jeśli go podejmą. To najprawdopodobniej będzie niezwykle ryzykowna decyzja, podjęta w stanie skrajnego zmęczenia.

REKLAMA
Polscy himalaiści czekają na okno pogodowe, które pozwoli zaatakować szczyt K2. W tym momencie wejście planowane jest na 5-6 marca. Miałyby wyruszyć trzy zespoły: Adam Bielecki i Janusz Gołąb, Marek Chmielarski i Artur Małek oraz Maciej Bedrejczuk i Marcin Kaczkan.
–  Większość himalaistów wszystko stawia na jedną kartę. To nie jest może rozsądne, ale to świadome decyzje –  mówi Robert Szymczak. Może się okazać, że atak szczytowy na K2 będzie bardzo podobny do ataku Mackiewicza i Revol. Trudno powiedzieć, czy znajdą się himalaiści, którzy będą w stanie wejść wysoko, by asekurować ich w tej sytuacji, czy będzie kto miał wnieść butle z tlenem, bo to jest naprawdę trudne – Szymczak przewiduje, jak może wyglądać atak na K2 w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Lekarz analizuje, jak wygląda proces decyzyjny himalaisty podczas ataku na szczyt. – Im wyżej jesteśmy, tym procesy myślowe są bardziej zaburzone z powodu niedotlenienia, wychłodzenia, odwodnienia, wyczerpania energetycznego i deprywacji snu. Najtrudniejszy jest dzień ataku szczytowego kiedy te wszystkie deficyty się kumulują – analizuje Szymczak.
Jego zdaniem najniebezpieczniejszym dniem wyprawy jest właśnie dzień ataku szczytowego, bo wtedy dochodzi do 40 proc. wszystkich zgonów, z tego większość podczas schodzenia ze szczytu. Lekarz polskich himalaistów uważa, że od wyniszczonego partnera wspinaczkowego trudno wymagać, by szybko reagował.
– To kierownik wyprawy, który jest z himalaistami w kontakcie radiowym kontroluje tempo wspinaczki, słyszy ich wypowiedzi, szybkość oddechu, powinien kontrolować sytuację i reagować, gdy robi się niebezpiecznie. To on powinien pomagać w decyzji o zakończeniu ataku szczytowego, a czasem wręcz rozkazać odwrót – twierdzi lekarz polskich himalaistów.
Robert Szymczak mówił o szansach Tomasza Mackiewicza na przeżycie po tym, jak został on na Nanga Parbat na wysokości około 7400 metrów. Jego zdaniem Polak najprawdopodobniej nie przeżył pierwszej nocy i zmarł na skutek deterioracji wysokościowej. To wycieńczenie wysokością, na co składają się przede wszystkim niedotlenienie wysokościowe, wychłodzenie organizmu oraz odwodnienie.
Przypomnijmy, po samotnym i niekonsultowanym ataku na szczyt ekipę opuścił już Denis Urubko. Pomiędzy nim a Polakami doszło do konfliktu. W ekipie nie było chęci dalszej współpracy z Rosjaninem z polskim obywatelstwem.
źródło: "Gazeta Wyborcza"