
David Haye pokonał swojego rodaka Brytyjczyka Derecka Chisorę w walce na londyńskim stadionie. Po wyrównanym pojedynku Haye znokautował 17 kilogramów cięższego od siebie rywala. Pojedynek zaczął się jednak już pół roku temu, po krwawym starciu przed kamerami na konferencji prasowej w Monachium.
REKLAMA
Zaczęło się od konferencji prasowej z Witalijem Kliczką w lutym tego roku, i "niefortunnego" uderzenia w twarz Ukraińca. Ot tak, trochę buńczucznie, trochę od niechcenia. Później były głupkowate odzywki i szczeniackie docinki. Nie przez przypadek o Derecku Chisorze mówi się "rozrabiaka".
Na co go naprawdę stać pokazał dopiero po walce. Pojedynek z Kliczką przegrał na punkty. Nie stracił po nim jednak wigoru i niczego się nie nauczył.
Na kolejnej konferencji prasowej wśród widzów pojawił się Haye. Po krótkiej utarczce słownej z Chisorą doszło przed kamerami do przepychanki i wymiany kilku ciosów. Zawodnicy postanowili jednak dokończyć starcie na ringu.
Londyński knock-down
Wczorajszy pojedynek był od początku bardzo wyrównany. W pierwszej rundzie lepiej prezentował się Chisora. W następnej kilkukrotnie zawadiacko drażnił rywala, dając do zrozumienia, że czuje psychiczną przewagę. Wydawało się, że starcie będziemy oglądać przez wszystkie regulaminowe rundy, a o ewentualnym zwycięstwie zadecydują sędziowie.
W piątej rundzie David Haye wyprowadził jednak wszystkich z błędnego przekonania. Kiedy Chisora niefrasobliwie się odsłonił, przez lukę w obronie dostał się potężny lewy sierpowy. Brytyjczyk pochodzący z Zimbabwe po raz pierwszy w karierze znalazł się na deskach. Mimo to otrząsnął się i wstał do dalszej walki. Wydawało się, że trudne chwile uda mu się przetrwać. Do końca rundy zostało kilkanaście sekund. Taki scenariusz nie spodobał się jednak Hayowi, który szybko dokończył to, co przed chwilą zaczął. Tym razem szczęka Chisory nadziała się na pięść z prawej strony.
Zobacz również: Dawid Kostecki miał walczyć z legendarnym rywalem, ale siedzi w więzieniu. Grzegorz Skrzecz: Zachowanie policji to kpina
Sędzia przerwał pojedynek na sekundę przed gongiem. Wbrew oczekiwaniom zawodnicy wymienili się po walce serdecznościami. Po niedawnych jeszcze animozjach nie było już śladu. Cóż, taki już jest zawodowy sport. Brytyjscy kibice na pewno nie byli zawiedzeni.