Od ponad dwóch lat w Nysie wypłacane jest lokalne "500+".
Od ponad dwóch lat w Nysie wypłacane jest lokalne "500+". Fot. Wikipedia/CC BY-SA 3.0 pl/Jacek Halicki

To miasto było prekursorem 500+ w Polsce, zanim jeszcze rząd wprowadził je w całym kraju. I od początku wzbudzało kontrowersje, bo program nie był dla wszystkich. Powiedzieć "lokalna wojna" to chyba za mało, bo w sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich, Ordo Iuris, wreszcie sąd, który kilka tygodni temu uznał program za niezgodny z prawem. Ale to nie koniec. Burmistrz mówi, że ma wsparcie Episkopatu oraz rządzących i będzie walczył do końca, by pełne rodziny w jego mieście miały absolutne pierwszeństwo.

REKLAMA
Wydaje się, że nie ma drugiego takiego miasta w Polsce, w którym małżeństwa z dziećmi byłyby tak promowane jak tu. A także pracujący rodzice, bo taki jest wymóg, by dostać lokalne 500+ (tu pisaliśmy więcej o ograniczeniach, gdy bon wchodził w życie). Od ponad dwóch lat pełne rodziny dostają od gminy pieniądze na drugie i kolejne dziecko w wieku od 1 do 6 lat (później zmienione na 7) i mają tu całkowite pierwszeństwo nad rodzicami bezrobotnymi, samotnymi czy pobierającymi zasiłki. Dyskryminacja tych drugich? Tak uznał sąd, ale burmistrz Nysy zupełnie jest tym niezrażony.
– Absolutnie daleki jestem od tego, żeby komuś za darmo dawać pieniądze, bo to do niczego nie prowadzi. W sytuacji, gdy miejsc pracy mamy mnóstwo? Każdy może pracować, może się szkolić. A wspieranie niepracujących gotówką powoduje, że oni są coraz bardziej niezaradni – mówi naTemat Kordian Kolbiarz.
Kilka razy podkreśla, że u niego w mieście nikt nie jest dyskryminowany, ale w pierwszej kolejności miasto skupia się na małżeństwach, bo to jest podstawa rodziny. Na program jest przeznaczona określona pula pieniędzy i to ona powoduje ograniczenia, bo wszystkich obdarować się nie da. – Pierwszeństwo mają małżeństwa i rodziny pracujące. I od tego wymogu nie odstąpimy – zapowiada.
Samotna matka zaskarżyła
Rozmawiamy dwa tygodnie po ogłoszeniu wyroku przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu, który 28 lutego orzekł, że nyski bon wychowawczy jest niezgodny z prawem. Bon, który początkowo wzbudzał ogólny zachwyt, a nawet miał przyczynić się do większej liczby ślubów, szybko ściągnął na siebie lawinę krytyki. – Ludzie boją się dziś, że będą musieli zwracać pieniądze, które już pobrali. Ci, którzy jeszcze nie wzięli, zastanawiają się, czy mogą je pobrać, skoro sąd unieważnił uchwałę – mówi nam Piotr Wojtasik, radny opozycyjnego Stowarzyszenia Liga Nyska.
O wyroku sądu było dość głośno. "W uzasadnieniu argumentowano, że faworyzowanie małżeństw jest w sprzeczności z konstytucją" – grzmiało Radio Maryja. Sąd zajął się sprawą z powództwa samotnej matki dwójki dzieci, której bon nie przysługiwał, co kobieta uznała za niezgodne z konstytucją. – Na początku nie mogły z bonu skorzystać ani osoby samotne, bezrobotne, pobierające świadczenia z MOPS – mówi nam radny.
Piotr Wojtasik

Mieliśmy na przykład przypadek rodziny z pięciorgiem dzieci. Ojciec i mąż, co ciekawe osoba o poglądach konserwatywnych, jest niepełnosprawny. Pobierał zasiłek pielęgnacyjny i tylko dlatego został wykluczony z tego bonu. Jeśli ktoś pobierał świadczenie rodzinne też był wykluczony. Nowa uchwała mówi o pierwszeństwie małżeństw, ale tak naprawdę powiela rozwiązania poprzedniej.

Co ciekawe, pełnomocnikiem samotnej matki jest twórca idei nyskiego bonu, który dziś stoi po drugiej stronie barykady. To on już w ubiegłym roku zwrócił się do Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka, zawiadomił też Wojewodę Opolskiego i sugerował unieważnienie całej uchwały. Jak mówią w Nysie, uważa on, że burmistrz wypaczył ideę bonu.
Zna się z Patrykiem Jakim
– Od początku zwracaliśmy uwagę, żeby nie różnicować dzieci. Kontrowersje cały czas się pojawiały, ale burmistrz nikogo nie słuchał. Ale dzięki temu, że stworzył ten bon, zabłysnął. Chciał się przypodobać rządowi i minister Rafalskiej – uważa Piotr Wojtasik. Dodaje, że burmistrz jest znajomym Patryka Jakiego.
– Wiceminister sprawiedliwości czasem u nas bywa. Być może burmistrz będzie chciał wykorzystać tę znajomość? Jestem przekonany, że będzie robił wszystko, by te przepisy dyskryminujące dzieci utrzymać. Mówi to z takim przekonaniem, a przecież nie trzeba być prawnikiem, żeby tę nierówność dostrzec gołym okiem – mówi Piotr Wojtasik.
Kordian Kolbiarz jest burmistrzem od 2014 roku, wcześniej kierował Powiatowym Urzędem Pracy, był też doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. bezrobocia.
Teraz nyskie media sporo piszą o jego kontaktach z Patrykiem Jakim. Gdy w styczniu żona Kordiana Kolbiarza, wcześniej kierownik administracyjno-gospodarczy nyskiego gimnazjum Carolinum, wygrała konkurs i został dyrektorką Sądu Rejonowego w Prudniku, media pytały, czy nie jest to przypadkiem efekt tej znajomości.
W 2016 roku Patryk Jaki tak chwalił 45-tysięczne miasto: "Nysa wreszcie wstaje z kolan, po ostatnich latach drenowania. To serce tego regionu, będę popierał wszystkie istotne inicjatywy burmistrza, a wiem, że pracuje nad kolejnymi projektami ściągnięcia do miasta agend rządowych". Przyjechał tu wtedy, by ogłosić, że w Nysie powstaje ogólnopolskie centrum mandatowe, i że konkurencja była duża, ale zwyciężyła determinacja burmistrza. – Tylko u mnie był kilkanaście razy w tej sprawie. Nie licząc innych ministerstw – powiedział.
On sam z kolei miał "usilnie zabiegać" o fundusze m.in. na budowę hali sportowej w Nysie, które zostały przyznane. A w grudniu zapowiedział budowę Sądu Rejonowego w Nysie.
Lokalne media piszą też o znajomości burmistrza z Bartoszem Marczukiem, wiceministrem rodziny, pracy i polityki społecznej. Rok temu głośna była sprawa otwarcia w Nysie przedszkola przez żonę wiceministra, do czego – po fali protestów – ostatecznie nie doszło. "Opozycja powiadomiła o przedszkolu minister Elżbietę Rafalską, premier Beatę Szydło i prezesa PiS" – informowała "Nowa Trybuna Opolska".
Liczy na Beatę Szydło
Wróćmy do bonu. Sam burmistrz wydaje się być bardzo pewny swego. – Jeśli sąd unieważnia naszą uchwałę i całkowicie neguje sens wspierania rodzin, twierdząc, że gminy muszą wpierać biednych, nieporadnych, niepracujących, to coś jest nie tak – kwituje. Mówi, że będzie walczył do końca i zrobi wszystko, by bon w Nysie był kontynuowany. Twierdzi, że ma wsparcie Episkopatu, Ordo Iuris oraz rządzących.
– Znamy się. Znają casus Nysy. Chcą nas wspierać. Walka będzie bardzo mocna i nie zdziwię się, jak trafi do Trybunału Konstytucyjnego – zapowiada. Liczy na to, że Beata Szydło ze swoim zespołem szybko opracuje "konstytucję dla rodziny". – Duże nadzieje wiążę z pracami nad konstytucją dla rodziny. Takie przepisy będą szybko uchwalane, by gminom nie wiązać rąk wyrokami sądów – mówi.
Bon obowiązuje od 1 stycznia 2016 roku. Tylko w 2016 roku otrzymało go 390 rodzin na 407 dzieci. Pytam burmistrza, po co to. Dlaczego osoby samotne nie mogą otrzymać bonu? – Jest rodzina, rodzice pracują, ale jedno na przykład umiera i co wtedy? Mogą mieć poczucie niesprawiedliwości – oponuję. Bon w końcu jest na dziecko, nie na małżeństwa.
– Nyski bon wychowawczy nie jest bonem socjalnym. Rozumiem tragedie życiowe, ja sam jestem po rozwodzie. Ale funkcję socjalną pełni bon rządowy. To rządowe 500+ wyciągnęło tysiące dzieci i rodzin z ubóstwa. Nasz bon ma wpływać na dzietność – odpowiada burmistrz.
Świetne efekty czy manipulacja
Kordian Kolbiarz przekonuje, że bon przynosi efekty. – Sprawdził się, procentuje. W pierwszym roku funkcjonowania bonu mieliśmy wzrost dzietności o 21,6 procenta. Wskaźniki poszybowały w górę i pewnie był to również wpływ rządowego 500+ i ogólnej koniunktury, ale po części nasz bon też się do tego przyczynił. Nasz wskaźnik jest jednym z najwyższych w Polsce – mówi w rozmowie z naTemat.
Ale nie wszyscy w taki sukces wierzą. Radny Wojtasik postrzega go jako zabieg PR i robienie wokół siebie szumu. Twierdzi, że nie rozwiązało to problemów z dzietnością, a burmistrz manipuluje danymi.
– Przyrost jest minimalny, nie taki jakiego byśmy oczekiwali. Z naszych obliczeń wynika, że wynosi około 2 procent, a nie 20. Burmistrz bierze pod uwagę dane z Urzędu Stanu Cywilnego w Nysie. A w Nysie jest szpital powiatowy, w którym rodzą się dzieci z całego powiatu nyskiego i okolicznych. Te dzieci też są rejestrowane w naszych urzędzie, ale nie mieszkają potem w mieście i nie są uprawnione do korzystania z programu. Do tego do danych, którymi się chwali, burmistrz wlicza osoby, które wykluczył – dzieci, które rodzą się w związkach pozamałżeńskich, czy takie, których rodzice nie pracują – mówi.
Miało być na każde dziecko
Był pierwowzór, miał być przykład dla całego kraju, a zostało coś, co najbardziej pokazuje, jak taki program – nawet w skali mikro – wywołuje gigantyczny zamęt i poczucie niesprawiedliwości, nie mówiąc o dyskryminacji.
Robiąc aluzję do rządowego programu Piotr Wojtasik przypomina, że w czasie kampanii wyborczej Kordian Kolbiarz obiecywał, że bon będzie na każde dziecko. A potem obwarował go licznymi ograniczeniami. Przez rok bon funkcjonował w najostrzejszej postaci i właśnie ta uchwała została zaskarżona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Nowa uchwała obowiązuje od pół roku, jest zmodyfikowaną wersją pierwszej.
Burmistrz wierzy, że w takiej postaci nie jest już tak kontrowersyjna, mówi, że dziś gmina stawia też coraz mniej barier. – Ale są elementy, od których nie odstąpimy: pierwszeństwo dla małżeństw i rodziców pracujących – zastrzega. Lokalne media piszą jednak, że przeciwko gminie może zostać złożony pozew zbiorowy. Bo rodzin, które czują się wykluczone, jest więcej.