
To miasto było prekursorem 500+ w Polsce, zanim jeszcze rząd wprowadził je w całym kraju. I od początku wzbudzało kontrowersje, bo program nie był dla wszystkich. Powiedzieć "lokalna wojna" to chyba za mało, bo w sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich, Ordo Iuris, wreszcie sąd, który kilka tygodni temu uznał program za niezgodny z prawem. Ale to nie koniec. Burmistrz mówi, że ma wsparcie Episkopatu oraz rządzących i będzie walczył do końca, by pełne rodziny w jego mieście miały absolutne pierwszeństwo.
Rozmawiamy dwa tygodnie po ogłoszeniu wyroku przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu, który 28 lutego orzekł, że nyski bon wychowawczy jest niezgodny z prawem. Bon, który początkowo wzbudzał ogólny zachwyt, a nawet miał przyczynić się do większej liczby ślubów, szybko ściągnął na siebie lawinę krytyki. – Ludzie boją się dziś, że będą musieli zwracać pieniądze, które już pobrali. Ci, którzy jeszcze nie wzięli, zastanawiają się, czy mogą je pobrać, skoro sąd unieważnił uchwałę – mówi nam Piotr Wojtasik, radny opozycyjnego Stowarzyszenia Liga Nyska.
Mieliśmy na przykład przypadek rodziny z pięciorgiem dzieci. Ojciec i mąż, co ciekawe osoba o poglądach konserwatywnych, jest niepełnosprawny. Pobierał zasiłek pielęgnacyjny i tylko dlatego został wykluczony z tego bonu. Jeśli ktoś pobierał świadczenie rodzinne też był wykluczony. Nowa uchwała mówi o pierwszeństwie małżeństw, ale tak naprawdę powiela rozwiązania poprzedniej.
– Od początku zwracaliśmy uwagę, żeby nie różnicować dzieci. Kontrowersje cały czas się pojawiały, ale burmistrz nikogo nie słuchał. Ale dzięki temu, że stworzył ten bon, zabłysnął. Chciał się przypodobać rządowi i minister Rafalskiej – uważa Piotr Wojtasik. Dodaje, że burmistrz jest znajomym Patryka Jakiego.
Wróćmy do bonu. Sam burmistrz wydaje się być bardzo pewny swego. – Jeśli sąd unieważnia naszą uchwałę i całkowicie neguje sens wspierania rodzin, twierdząc, że gminy muszą wpierać biednych, nieporadnych, niepracujących, to coś jest nie tak – kwituje. Mówi, że będzie walczył do końca i zrobi wszystko, by bon w Nysie był kontynuowany. Twierdzi, że ma wsparcie Episkopatu, Ordo Iuris oraz rządzących.
Kordian Kolbiarz przekonuje, że bon przynosi efekty. – Sprawdził się, procentuje. W pierwszym roku funkcjonowania bonu mieliśmy wzrost dzietności o 21,6 procenta. Wskaźniki poszybowały w górę i pewnie był to również wpływ rządowego 500+ i ogólnej koniunktury, ale po części nasz bon też się do tego przyczynił. Nasz wskaźnik jest jednym z najwyższych w Polsce – mówi w rozmowie z naTemat.
Był pierwowzór, miał być przykład dla całego kraju, a zostało coś, co najbardziej pokazuje, jak taki program – nawet w skali mikro – wywołuje gigantyczny zamęt i poczucie niesprawiedliwości, nie mówiąc o dyskryminacji.
