Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Od kilku dni w Platformie trwa ostra dyskusja dotycząca kwestii in vitro. Publicyści upatrują w niej sygnałów o poważnym kryzysie w Platformie. Były minister Krzysztof Kwiatkowski uspokaja, nie wiadomo czy siebie, czy wyborców – Nie ma w Platformie żadnych podziałów – powiedział polityk.

REKLAMA
– Zmartwię wszystkich, którzy doszukują się jakichkolwiek rozłamów w Platformie Obywatelskiej. Wyjazdowe posiedzenie klubu ani spotkania tutaj w Warszawie nie przypominały filmu Hitchcocka. Sprawy światopoglądowe są bardzo trudne. Dotyczy to również kwestii in vitro. Nawet PiS ma dwa projekty w swoim klubie. My powołaliśmy zespół, który pracuje nad jednym, wspólnym projektem. Liczymy na szybki konsensus w tej sprawie – powiedział Krzysztof Kwiatkowski w TVN.
Polityk zapewnił też, że w Platformie nie ma podziałów i nie ma żadnych prowokacji politycznych odnosząc się do rewelacji "Rzeczpospolitej" o wewnątrzpartyjnym podsycaniu sporu – Schetyna jak na spiskowca zachowuje się bardzo spokojnie i zapewniam państwa, że nie jest partyjnym podżegaczem – powiedział w programie "Kawa na ławę".
Kontrrozmówcy celnie zauważali jednak, że nawet na zewnątrz wyraźnie widać kryzys, który nastał w sejmowym klubie Platformy. Poseł Hofman z PiS-u zwrócił uwagę, że nagrywania premiera na prywatnym spotkaniu i przekazywania takich nagrań dziennikarzom jeszcze w Polsce w żadnej partii nie było. – Czegoś takiego ani w Polsce, ani w Platformie nie było. Mamy wyjazdowe spotkanie, a ktoś nagrywa premiera, dyskusje i przemowy poszczególnych polityków i później przekazuje nagrania mediom – mówił polityk.
– Platforma ma problem. Jest wyraźny podział, elementarny i ewidentny. Trzeba go rozwiązać, bo Polska potrzebuje silnych, dobrych rządów i jeszcze silniejszej, jeszcze lepszej opozycji – wtórował mu Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.
Dodał też, że nie ma w partii ani poza nią odwagi, żeby śmiało zmierzyć się z trudnym tematem in vitro, który potrzebuje regulacji prawnych – Co jest hamulcem? Obawa o skutki polityczne. Mając 55 procent w sejmie jest obawa o podnoszenie stanowczych haseł, stawianie kategorycznych kwestii – stwierdził poseł.