Ten ruch prezydenta jest wyjątkowo odważny. Andrzej Duda naraził się pisowskiemu betonowi jak nigdy

Bogusław Winid, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, został doradcą Andrzeja Dudy. Na prawicy zapanowało oburzenie tą decyzją.
Bogusław Winid, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, został doradcą Andrzeja Dudy. Na prawicy zapanowało oburzenie tą decyzją. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Maski opadły" – tak zareagowali komentujący na prawicowych portalach, gdy na stronie internetowej prezydenta opublikowano informację o najnowszej decyzji kadrowej Andrzeja Dudy. Bardzo szybko pojawiły się oceny, że powołując Bogusława Winida prezydent sam sobie wbił gwóźdź do politycznej trumny i nie ma wątpliwości, że w następnych wyborach PiS na pewno już go nie wystawi. Nastąpił przy tym wysyp wulgarnych antysemickich komentarzy. Z drugiej strony obecna opozycja aż boi się pochwalić Andrzeja Dudę za ten ruch.

Człowiek Sikorskiego
– Wolałbym tej nominacji nie komentować. Powiem o nim za dobrze i tylko mu zaszkodzę – przyznaje polityk, którzy za rządów koalicji PO-PSL współpracował z Bogusławem Winidem. Obecny doradca prezydenta był wówczas wiceministrem w rządzie Donalda Tuska. "Profesjonalista" – to określenie można usłyszeć najczęściej od ludzi związanych resortem spraw zagranicznych w czasach, gdy na jego czele stał Radosław Sikorski. Sam były szef MSZ ruch Andrzeja Dudy skomentował na Twitterze jednym słowem: "Odważny". 
Bogusław Winid uważany jest za człowieka Radosława Sikorskiego. Gdy Sikorski był ministrem obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Winid był podsekretarzem w MON. W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński mianował go na stanowisko ambasadora – stałego przedstawiciela RP przy NATO. Do kraju Winid wrócił w 2011 r., wówczas został zastępcą Sikorskiego w MSZ. Tę funkcję pełnił przez 3 lata, po czym w 2014 znów objął placówkę zagraniczną, tym razem został ambasadorem RP przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Mimo nastania "dobrej zmiany", przez dwa lata uchował się na tym stanowisku.
"Niewystarczające kwalifikacje"
Gdy jesienią 2017 r. Witold Waszczykowski odwoływał Winida, musiał przyznać, że były wiceminister w rządzie Donalda Tuska ma niezaprzeczalne zasługi. "Mocno zasłużył się i pracował na ten sukces w Nowym Jorku" – mówił Waszczykowski o polskiej walce o dołączenie do składu Rady Bezpieczeństwa. Dlaczego zatem stracił fotel? Bo minister uznał, że dyplomacie brakuje odpowiednich kwalifikacji, by piastować tę funkcję w zmienionych warunkach.
Witold Waszczykowski
były szef MSZ

W tej chwili potrzebna jest osoba od tych spraw, które dominują na agendzie Rady Bezpieczeństwa. A to są sprawy takie jak problemy Bliskiego Wschodu, Afryki.

wypowiedź dla RMF FM z września 2017 r.
Dziś Waszczykowski zapewne musi zgrzytać zębami na wieść, że odwołanego przez niego ambasadora "przygarnia" głowa państwa. Chcieliśmy poprosić byłego ministra spraw zagranicznych o komentarz w sprawie prezydenckiej nominacji, ale odmówił rozmowy. Trudno się jednak spodziewać, aby polityk PiS pochwalił decyzję prezydenta.

Pozytywny wyjątek
Chwali natomiast były polityk PiS, później PO, a obecnie członek klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego - Unii Chrześcijańskich Demokratów, Michał Kamiński. Jego zdaniem Bogusław Winid to profesjonalista wysokiej klasy.
Michał Kamiński
klub parlamentarny PSL-UED

To bardzo dobry ruch. Stanowi on niestety w tym obozie władzy wyjątek od reguły. Nie jest bowiem regułą to, że stawia się na profesjonalistów.

W szeregach PiS oraz w otoczeniu partii rządzącej takiego przekonania jednak nie ma. Pierwszy sygnał do ataku na nowego doradcę prezydenta dał Sławomir Cenckiewicz, mianowany przez Antoniego Macierewicza na stanowisko dyrektora Wojskowego Biura Historycznego. Wprawdzie Cenckiewicz przyznał, że Winid za "dobrej zmiany" był dla niego miły podczas jego wizyty w Nowym Jorku, ale on uznał to za "kurtuazję oportunistyczną".
Obaj panowie znają się bowiem jeszcze z tych czasów, o których dziś wiele osób nie pamięta – Radosław Sikorski był wtedy szefem MON w rządzie PiS a Antoni Macierewicz jego zastępcą. Sławomir Cenckiewicz zaś decyzją Sikorskiego w 2006 r. (czyli na 2 lata przed publikacją jego głośnej książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii") został przewodniczącym Komisji ds. Likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych i blisko współpracował wówczas z Macierewiczem przy tworzeniu słynnego raportu o działaniach WSI. Dziś zaś wspomina, że w tamtym czasie miał z Winidem "przeboje", który - tak jak Macierewicz - był wiceministrem obrony.

"Ze stajni Geremka"
Pod Twitterowym wpisem Cenckiewicza od razu pojawiły się sugestie, że za wszystkim stoją dawne Wojskowe Służby Informacyjne i to one sterują prezydentem.
A od WSI do poszukiwania nieodpowiednich przodków droga okazała się krótka.
Ale to i tak jeszcze nic. Prawdziwie antysemickie szambo wylało się na różnych prawicowych portalach. Tam pojawiły się stuprocentowe diagnozy w sprawie pochodzenia nowego prezydenckiego doradcy. Przypominano przy tym m.in., że Bogusław Winid to "szkoła Bronisława Geremka", co dla zwolenników "dobrej zmiany" jest absolutnie dyskwalifikujące".
– W normalnym świecie szambo jest pod ziemią. U nas szambo zostało wniesione na salony i się wylało – w ten sposób komentarze na temat nominacji dla Bogusława Winida ocenia polityk, który pod nazwiskiem nie chce rozmawiać o decyzji prezydenta. Nie dlatego, że musiałby pochwalić Andrzeja Dudę. – To nie o to chodzi. Dudzie swoją pochwałą nie pomogę. A na pewno zaszkodzę Winidowi – ocenia polityk z rządu PO-PSL.
Drugiej kadencji nie będzie
Prawica na Twitterze grzmi zaś, że po tym co teraz zrobił prezydent, w 2020 r. na pewno nie zagłosuje na Andrzeja Dudę. No bo to przecież tak samo, jakby głosować na PO lub na dawną Unię Wolności (w której przecież Duda zaczynał swoją polityczną karierę). I coraz głośniej powtarzane jest hasło: #BeataNaPrezydenta.
Bo to nie jest pierwszy raz, gdy Andrzej Duda swoją decyzją personalną naraził się w środowisku PiS. Podobnie było, gdy prezydent do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nominował Andrzeja Sabatowskiego (to postanowienie sprzed dwóch lat, nazywano je wtedy "pierwszą złą decyzją prezydenta") oraz wtedy, gdy powołał na szefową Kancelarii Halinę Szymańskąjedną z głównych przeciwniczek Daniela Obajtka, ulubieńca prezesa PiS. Widać zatem wyraźnie, że Andrzej Duda prowadzi z Jarosławem Kaczyńskim swoistą grę. A skutkiem tego przeciągania liny może być za dwa lata wystawienie takiego kandydata na prezydenta, który nie będzie się sprzeciwiał linii wyznaczonej przez partię.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...