Słowa Zbigniewa Ziobry nie zabolały profesora Strzembosza. – Nie mam na swoim punkcie jakiegoś przesadnego wyobrażenia – powiedział na antenie TVN 24.
Słowa Zbigniewa Ziobry nie zabolały profesora Strzembosza. – Nie mam na swoim punkcie jakiegoś przesadnego wyobrażenia – powiedział na antenie TVN 24. Fot. Filip Radwanski / Agencja Gazeta

Po raz kolejny jeden z największych autorytetów prawniczych w Polsce musiał wkroczyć do akcji. Chociaż trochę wywołał go do tablicy minister Zbigniew Ziobro. Profesor Adam Strzembosz na antenie TVN24 odniósł się do skierowanych pod jego adresem słów ministra sprawiedliwości. Nie omieszkał ocenić także zmian w systemie prawnym, jakie Ziobro wprowadził w Polsce, odkąd dostał tekę ministra. – Pan minister z wielkim zapałem wrócił do stanu PRL – mówił.

REKLAMA
Profesor Adam Strzembosz, pierwszy w wolnej Polsce prezes Sądu Najwyższego, znany jest ze swojej twardej postawy opozycyjnej co do wielu zmian, jakie PiS wprowadził w wymiarze sprawiedliwości od 2016 roku.
87-letni profesor z Warszawy m.in. brał udział w manifestacjach pod Pałacem Prezydenckim w obronie niezależności sądów oraz w obronie Sądu Najwyższego.
W czwartek prof. Strzembosz odniósł się do wypowiedzi Zbigniewa Ziobry z "Faktów po Faktach". Minister sprawiedliwości powiedział w niej między innymi, że reforma dokonana przez PiS jest "tak spóźniona, między innymi z tego powodu, że nie została przeprowadzona wtedy, kiedy profesor Strzembosz miał wpływ na sądownictwo i mógł ją przeprowadzić".
Dodał, że Strzembosz "mógł wykorzystać swój autorytet po to, aby usunąć z sądownictwa ludzi, którzy byli niegodni, aby dzierżyć tak wielką władzę".
Był atak, jest odpowiedź
Strzembosz nie pozostał mu dłużny. Stwierdził, że w 1981 roku, czyli przed zmianami ustrojowymi w Polsce, "Solidarność" w sądach, w ramach Społecznej Rady Legislacyjnej w Krakowie, przygotowała zespół projektów ustaw, które doprowadziłyby do radykalnej zmiany całego polskiego sądownictwa.
– Te projekty przeszły przez Okrągły Stół, w którym brał udział również pan Jarosław Kaczyński, (...) przyoblekły się w ustawy z 20 grudnia 1989 roku, które radykalnie zmieniły cały ustrój sądów w Polsce – tłumaczył profesor Strzembosz.
Były I prezes SN stwierdził de facto, że historia zatoczyła koło, że powołany na początku lat 90. XX wieku Sąd Najwyższy "od początku został wybrany przez Krajową Radę Sądownictwa, czyli przez reprezentację sędziów, kontrolowaną przez posłów i senatorów, przedstawiciela prezydenta, ministra sprawiedliwości, ale stanowiących mniejszość".
– Czyli ten nowy Sąd Najwyższy został wybrany przez organ, który przestał być organem politycznym. Bo przedtem decydował minister sprawiedliwości, po uzyskaniu pozytywnej opinii odpowiedniego szczebla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – podkreślił profesor Strzembosz.
Dodał także, że wtedy wprowadzono wyraźną granicę pomiędzy ministrem sprawiedliwości a SN: "wprowadzono zasadę, że minister sprawiedliwości powołuje prezesa sądu spośród dwóch kandydatów, zgłoszonych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów.(...) Odcięto zatem prezesa sądu od ministra jako takiego, który decyduje swobodnie o jego powołaniu i odwołaniu".
Ziobro dostał ripostę
Profesor Strzembosz zajął także stanowisko w sprawie reform sądownictwa. Stwierdził, że minister Ziobro "nie reformuje" go i "po prostu przywraca stan prawny sprzed 1989 roku". – Krajowa Rada Sądownictwa stała się delegaturą ministra sprawiedliwości. Czyli powołanie na stanowisko sędziego, czy jego awansowanie, jest analogiczne jak to było przed 1989 rokiem, tylko nazwa instytucji się nieco zmieniła – skwitował profesor.
– Prezesów sądów powołuje i odwołuje minister sprawiedliwości, nie muszą się oni liczyć z opinią środowiska, ona nie ma żadnego wpływu na ich nominację czy odwołanie. Natomiast są uzależnieni w pełni od ministra. Nie ma nawet kadencyjności powołania, czyli pan minister z wielkim zapałem wrócił do stanu PRL – stwierdził Adam Strzembosz.
Krytyka go nie ruszyła
Strzembosz odniósł się także do opinii Ziobry, który powiedział, że profesor "nie jest dla niego autorytetem w zakresie systemu wymiaru sprawiedliwości". Przyznał, że te słowa nie zabolały go.
– Ja mogę nie być autorytetem. Autorytetem jest się lub nie ze względu na opinię tej osoby, która kogoś ocenia. To mnie nie zabolało, nie mam na swoim punkcie jakiegoś przesadnego wyobrażenia – powiedział profesor Adam Strzembosz.
Źródło: "TVN 24"