Przekomiczny i wzruszający wpis Kutza. O pokonanym raku, Polsce i braku Krzysztofa Krauze

Wpis Kazimierza Kutza trzeba po prostu przeczytać. Jest o życiu, o śmierci, o Polsce i o pampersach!
Wpis Kazimierza Kutza trzeba po prostu przeczytać. Jest o życiu, o śmierci, o Polsce i o pampersach! Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Reżyser Kazimierz Kutz w swoim stylu na łamach "Gazety Wyborczej" po raz kolejny skomentował to, co dzieje się w Polsce. Ale tym razem opowiedział także dwie wzruszające historie: jak przetrwał raka i o tym, jak odszedł jego przyjaciel Krzysztofa Krauze.

"Ciągle zapominam, że mówienie źle o Polsce i Polakach jest karalne" – zaczyna swój wpis wybitny, polski reżyser. Receptę na to niemówienie, Kazimierz Kutz widzi w pampersach... na usta!

– Wtedy pojawi się jakiś przytomny przedsiębiorca, wymyśli pampersy na usta i w niecały rok zostanie milionerem. Wielki de Gaulle prosił swoich Francuzów, by wymyślali dowcipy na jego temat i rysowali karykatury, bo nie da się rządzić krajem, w którym produkuje się 242 gatunki sera. My zaś – to znaczy rządząca władza – ogłosiliśmy, że kandydatem na prezydenta Warszawy będzie Patryk Jaki z Opola, a na Kraków pani Wassermann aus Krakau. Po tej informacji przydałby mi się ustny pampers – pisze Kutz.

Nie jest to jednak bezcelowy wywód, bo reżyser nawiązuje w nim do trudnego okresu, który jest już za nim. Wtedy właśnie Kutz, jak sam przyznaje, nosił pampersy i ze znaną sobie gracją i humorem, opisuje ten fakt.
Kazimierz Kutz

Raz musiałem z nich skorzystać i pragnę oświadczyć, że one świetnie się noszą (oczywiście męskie), wszystkie gacięta do nich się nie umywają i gdyby nie były takie drogie, nosiłbym je na co dzień; w zimie jak badki z kaloryferkiem, a w lecie jak z pierzastym gołąbkiem pod przyrodzeniem. Czytaj więcej

źródło: "Gazeta Wyborcza"
Od pampersów do raka
Po tym wstępie Kutz przechodzi do przechodzi do opisu choroby, którą udało mu się zwalczyć. Reżyser miał zdiagnozowanego raka prostaty. Jak sam przyznał, teraz żyje radośnie, ponieważ ostatnie badania kontrolne dały najlepszą informację z możliwych: po raku nie ma śladu, przez co Kutz "czuje się jak żywy dowcip i zgłasza swoją gotowość do startu w przestworza".

A za wybawczynię z opresji (oczywiście poza lekarzami), dzięki której zwalczył chorobę, Kutz uważa wodę Kingę Pienińską Gazowaną.

"Gdy doszła do mojej świadomości informacja o śmierci mojego raka, zadałem sobie pytanie, czyja to może być zasługa. I od razu pomyślałem że to ona: Kinga Pienińska Gazowana. Moja mowa duszy mi to mówi. Bogactwo składników mineralnych Kingi, jej czystość i fenomen pienińskich gór są rozproszonym Bogiem, a ponieważ chłepcę ją zachłannie od lat po trzy litry dziennie, wypłukała ze mnie diabła" – pisze reżyser, żartując, że w podzięce będzie chciał mieć jedną butelkę w grobie.


Rygor to podstawa
Reżyser przyznaje, że to dzięki rygorowi, leczeniu i zmianie trybu życia, udało mu się pokonać raka: "Zmienić dotychczasowy tryb życia i środowisko, wyprowadzić się na wieś, zamieszkać w domu bez schodów, unikać schodów, wypijać co najmniej trzy litry wody na dobę, poddać się naświetleniom, zażywać przepisane lekarstwa i prowadzić spokojny tryb życia.Poddałem się tym rygorom i dlatego żyję" – stwierdza Kazimierz Kutz.

Rak prostaty to wstydliwa, ale poważna choroba. Co roku ok. 4 tysiące mężczyzn umiera na raka prostaty opornego na kastrację. Rak gruczołu krokowego przez pierwsze lata rozwija się bezobjawowo. W miarę powiększania swojej objętości, powoduje objawy uciskowe sugerujące objawy łagodnego rozrostu gruczołu krokowego, takie jak częstomocz, utrudnienie oddawania moczu i słaby strumień moczu, nagłe uczucie parcia na mocz i konieczność pilnego jego oddania. Rak prostaty rzadko występuje przed 40 rokiem życia. Najczęściej dotyka mężczyzn po sześćdziesiątce. Nie ma wiarygodnych badań przesiewowych, którym można by się poddawać w kierunku tego nowotworu. Badanie stężenia PSA specjaliści określają jako niemiarodajne, ponieważ potrafi dawać wyniki dodatnie, mimo że mężczyzna nie choruje na raka prostaty.

W przypadku raka gruczołu krokowego stosuje się leczenie chirurgiczne i radioterapię, jednak to nie zawsze wystarcza. Dochodzi do nawrotów choroby. Trzeba więc stosować leczenie hormonalne, które prowadzi do wyeliminowanie testosteronu z organizmu mężczyzny a to znowu wyzwala proces andropauzy, przyczynia się do wywołania powikłań sercowo-naczyniowych kardiologicznych, osłabia zdolności intelektualne.

Chorzy na raka prostaty umierają najczęściej z powodu powikłań sercowo-naczyniowych, a nie bezpośrednio z powodu nowotworu. Specjaliści zalecają rozpoczęcie leczenia tego nowotworu jak najpóźniej. Sugerują, że trzeba obserwować, a działać dopiero jeśli jest taka konieczność. Jest to nowotwór, który rozwija się powoli.

Tego raka nie udało się pokonać za to Krzysztofowi Krauzemu, który także miał raka prostaty. Kutz zdradza, że jego przyjaciel odmówił naświetlań, nie chciał poddać się koniecznym rygorom medycznym, czym wydał na siebie wyrok. "Od trzech lat Krzysztofa już nie ma. Rozmyślam nad jego życiem i smutno mi. Poznałem go i polubiłem. Bardzo różnił się od swoich kolegów. Był jasną i szlachetną plamą na ich tle – wspomina Kazimierz Kutz.

źródło: "Gazeta Wyborcza Katowice"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...