Piekło zamarzło. Rolls-Royce pokazał swojego SUV-a. Tak wygląda Cullinan za grube miliony

Tak wygląda nowy Roll's Royce Cullinan. Materiały prasowe
Mam mieszane uczucia za każdym razem, gdy widzę, że marka, która kojarzyła się do tej pory ze wszystkim poza SUV-ami, wypuszcza... swojego SUV-a. Takie czasy. Wyobraźcie sobie, jak popularne wśród klientów (głównie europejskich) są te niby-terenowe samochody, skoro nie tylko Jaguar wszedł w ten rynek, ale i Lamborghini ze swoim modelem Urus czy Bentley z Bentaygą. Teraz do tego grona dołączyć także król królów, czyli majestatyczny Rolls-Royce. Ta ostatnia marka właśnie pokazała, jak wygląda ich wersja SUV-a, czyli model Cullinan.

Premiera tym ciekawsza, że w samym Rolls-Royce mówią, że to prawdopodobnie najbardziej oczekiwany samochód w historii marki. No bo "zwykłe" limuzyny robią już od dziesiątek lat, a tutaj w końcu pokazują coś zupełnie nowego. Oczekiwania były duże, w końcu mowa o marce, która stała się synonimem luksusu, przepychu i bogactwa na całym świecie.
Dziś widzimy model, którego stworzenie oficjalnie zapowiedziano trzy lata temu. Powstawał zgodnie z ideą sir Henry’ego Royce’a, czyli „weź najlepsze co istnieje i uczyń to jeszcze lepszym. Jeśli nie istnieje, po prostu to zaprojektuj”. Cullinan to także konsekwentne otwieranie się na młodszych klientów. Dawno minęły już czasy, gdy Rolls’ami wozili się (a raczej byli wożeni) starsi i dystyngowani dżentelmeni. To marka, po którą równie chętnie sięgają młodzi, którzy również mają pieniędzy jak lodu. A młodzi – wiadomo – niekoniecznie chcą siedzieć i nudzić się na tylnym siedzeniu.
Tak powstał model Wraith, gdzie właściciel najlepiej czuje się za kierownicą. Dlatego też stworzono Cullinana – żeby dotrzeć do coraz to młodszej, otwartej na świat i mobilnej grupy klientów. Tacy klienci potrzebują auta, którym będą mogli pojeździć nie tylko po gładkim i prościutkim asfalcie. Rolls wygląda jak cacko, ale podobno wcale nie jest tak delikatne. Był testowany w najbardziej hardkorowych warunkach na całym świecie.
Na nazwie modelu można sobie nieco połamać język, ale nie jest ona przypadkowa. Cullinan został nazwany na cześć największego diamentu, jaki kiedykolwiek został odkryty i obecnie znajduje się w koronie brytyjskiej.
Pod maską standardowo już czeka prawdziwy potwór. Silnik V12 o pojemności 6,75l, mocy 563 koni mechanicznych i momencie obrotowym 850Nm gwarantuje, że w żadnym, ale to żadnym momencie jazdy nie zabraknie wam mocy. A na desce rozdzielczej jest specjalny wskaźnik, który pokazuje cały czas jej zapas.
Można by pisać tutaj o wyposażeniu i wykończeniu, ale to nie ma sensu. Każdy Rolls-Royce jest inny, personalizowany na podstawie absurdalnie wielu indywidualnych czynników. I tak jest również w przypadku Cullinana. Pewne jest tylko jedno: niezależnie na co się zdecydują nowi właściciele, wykończenie będzie z materiałów absolutnie najlepszej jakości. Dokładna cena nie jest jeszcze znana, ale jak to bywa w przypadku Rolls-Royce’a, będzie liczona w sumach z sześcioma zerami.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...