
We wtorek mijają dwa lata od tragicznej śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie Wrocław Stare Miasto. Trzy dni później przed sądem ma ruszyć proces czterech policjantów oskarżonych o znęcanie się nad zatrzymanym oraz przekroczenie uprawnień. Tuż przed tym na światło dzienne wychodzą nowe bulwersujące informacje. "Fakt" ujawnił właśnie istotną policyjną notatkę z 15 maja 2016 r., którą prokuratura kompletnie zignorowała.
REKLAMA
"Będzie to dzisiaj"
Ostatnie chwile życia 25-letniego Igora Stachowiaka opisał w policyjnej notatce funkcjonariusz Grzegorz G. Z tego co napisał policjant wynika, iż Stachowiak czuł, że umiera. "Ja dzisiaj umrę" – powiedział policjantom zatrzymany na komisariacie na kilkadziesiąt minut przed zgonem. "Każdy z nas kiedyś umrze, jest to gdzieś zapisane" – odpowiedział umierającemu jeden funkcjonariuszy. Igor zaś ostatkiem sił stwierdził: "Ale ja wiem, że to będzie dzisiaj".
Ostatnie chwile życia 25-letniego Igora Stachowiaka opisał w policyjnej notatce funkcjonariusz Grzegorz G. Z tego co napisał policjant wynika, iż Stachowiak czuł, że umiera. "Ja dzisiaj umrę" – powiedział policjantom zatrzymany na komisariacie na kilkadziesiąt minut przed zgonem. "Każdy z nas kiedyś umrze, jest to gdzieś zapisane" – odpowiedział umierającemu jeden funkcjonariuszy. Igor zaś ostatkiem sił stwierdził: "Ale ja wiem, że to będzie dzisiaj".
Opisujący te zdarzenia policjant Grzegorz G. nie znalazł się w gronie oskarżonych. Tego dnia pełnił on służbę na Starym Mieście we Wrocławiu. Gdy dotarł na komisariat, Stachowiak był tam już od około kwadransa i zajmowali się nim inni funkcjonariusze. 25-latek siedział na korytarzu i nie chciał wykonywać poleceń policjantów. Gdy ci ciągnęli go do łazienki, on stawiał opór. To tam, na podłodze toalety w komisariacie rozegrały się straszne sceny – Stachowiak został kilkukrotnie rażony paralizatorem, co doprowadziło do jego śmierci. Jak wynika z notatki Grzegorza G., 25-latek zdawał sobie sprawę, że jego koniec jest bliski.
Co zrobiła prokuratura z notatką Grzegorza G.? Z informacji "Faktu" wynika, że właściwie to nic. "Z analizy akt śledztwa wynika, że informacje z notatki służbowej policjanta nie zrobiły większego wrażenia na śledczych. Podobnie jak fakt, że zaginęło nagranie z 12 spośród 13 kamer" – pisze dziennik, przypominając, iż sprawa kamer, które raptem przestały tego dnia działać pozostała niewyjaśniona.
W sprawie śmierci - nie ma winnych
Prokuraturę i policję bardziej interesuje co innego – kto ujawnił Wojciechowi Bojanowskiemu z TVN24 nagranie z paralizatora. Dzięki dziennikarskiemu śledztwu o sprawie zrobiło się głośno. Dopiero po emisji materiału w "Superwizjerze" jeden z policjantów został zwolniony - jednak nie za doprowadzenie do śmierci 25-latka, lecz "ze względu na dobro policji i jej wizerunek".
Prokuraturę i policję bardziej interesuje co innego – kto ujawnił Wojciechowi Bojanowskiemu z TVN24 nagranie z paralizatora. Dzięki dziennikarskiemu śledztwu o sprawie zrobiło się głośno. Dopiero po emisji materiału w "Superwizjerze" jeden z policjantów został zwolniony - jednak nie za doprowadzenie do śmierci 25-latka, lecz "ze względu na dobro policji i jej wizerunek".
W procesie, który ruszy 18 maja, przed sądem staną czterej policjanci: Adam W., Łukasz R., Paweł P. i Paweł G. Odpowiedzą oni wyłącznie za znęcanie się nad zatrzymanym oraz przekroczenie uprawnień. Żaden z nich nie przyznał się do winy. Grozi im do pięciu lat więzienia.
źródło: fakt.pl
