Mateusz Morawiecki gościł dziś premiera Węgier Victora Orbana.
Mateusz Morawiecki gościł dziś premiera Węgier Victora Orbana. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Premier Morawiecki często, jak na historyka przystało, w swoich przemówieniach robi wtręty historyczne. Nie inaczej było dziś, gdy przemawiał na wspólnej konferencji z premierem Węgier Victorem Orbanem. Przypomniał, że oba kraje wiele wycierpiały w trakcie pierwszej i drugiej wojny światowej. Internauci pytają, kto uczył premiera historii?

REKLAMA

Mateusz Morawiecki obok tego, że jest ekonomistą i byłym prezesem banku, to z wykształcenia jest też historykiem. Jednak wiele osób zauważa, że dla partykularnych interesów partyjnych zdarza mu się zapominać o niewygodnych faktach historycznych. Tak było na przykład wówczas, gdy wychwalał żołnierzy Świętokrzyskiej Brygady Narodowych Sił Zbrojnych jako tych, którzy walczyli z nadchodzącą ze wschodu ideą komunizmu, niesioną na radzieckich bagnetach żołnierzy wchodzących do Polski. Premier jakby zapomniał, że w ocenie wielu historyków żołnierze brygady byli kolaborantami, którzy w końcowym okresie wojny walczyli z komunizmem ramię w ramię z żołnierzami Wehrmachtu i SS.

W poniedziałek podczas wspólnej konferencji prasowej z Victorem Orbanem premier znów odniósł się do komunizmu i ogromnych zniszczeń, jakie przyniosła Polsce i Węgrom druga wojna światowa. Internauci zdziwieni, niektórzy wręcz oburzeni pytają, kto premiera uczył historii, skoro nie wie, że Węgry stały po przeciwnej stronie barykady i ich żołnierze walczyli razem z niemieckimi czy rumuńskimi na wielu frontach Europy.

Premier Morawiecki tłumaczył, dlaczego nasi zachodni partnerzy często nie rozumieją Polski i Węgier. – Oni mieli to szczęście, że nie przeżyli komunizmu, a ich wcześniejsze dzieje były bardziej szczęśliwe. Nie przeżyli, jak my pierwszej i drugiej wojny światowej, nie były one tak dewastujące jak dla Węgier i dla Polski – mówił na konferencji premier.

Internauci trochę chyba na wyrost pytają, kto premiera uczył historii przypominając szefowi rządu, że przecież Węgry kolaborowały z Niemcami. Premier nie powiedział niczego, co by nie było zgodne z prawdą historyczną. Faktem jest, że przez pierwsze lata II wojny światowej życie Węgrów w niczym nie przypominało życia Polaków w okupowanym kraju. Węgierskie wojska brały udział w wyprawie na Związek Radziecki, węgierscy żołnierze zamykali kordon wokół powstańczej Warszawy w 1944, choć trzeba przyznać, że niechętnie i nader nieskutecznie.

Jednak to, po której stronie kraj Victora Orbana opowiedział się na początku wojny nie zmienia faktu, że Węgry też ucierpiały w trakcie działań wojennych. Armia Czerwona traktowała Węgrów jako wrogów, co wyraźnie widać było podczas zajmowania Budapesztu. Była to jedna z najbardziej zawziętych i krwawych bitew II wojny światowej, przez historyków porównywana nawet ze Stalingradem czy zdobywaniem Berlina. Zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, znaczna część miasta została zniszczona, a czerwonoarmiści po zajęciu miast dopuszczali się licznych grabieży i gwałtów. Ocenia się, że tylko w Budapeszcie żołnierze radzieccy zgwałcili nawet 100 tysięcy dziewcząt i kobiet.

Premier nie pomylił się mówiąc o dużych stratach. Problem w tym, że postawił znak równości między cierpieniami Polaków przez prawie 6 lat okupacji i zniszczeniami, jakie miały miejsce na terenach Węgier zajmowanych przez wojska Armii Czerwonej.