
Prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w USA udzielił półgodzinnego wywiadu Telewizji Trwam. Zapewnił w nim, że "stara się jak najlepiej wykonywać rolę głowy państwa i tego, który ma dbać o polskie interesy". Kryzysy i porażki w polityce zagranicznej prezydent skwitował w dwóch zdaniach: "Jesteśmy atakowani, bo jesteśmy coraz silniejsi. Słabych się nie atakuje, bo po co?". Ta wypowiedź spotkała się z burzliwą reakcją na Twitterze.
REKLAMA
Wizyta Dudy w USA stała się obiektem drwin polityków opozycji. Fakt, główny cel podróży to wydarzenie doniosłe: Polska przejęła przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a prezydent wygłosił w Nowym Jorku inauguracyjne przemówienie, choć z problemami – miał kłopot z włączeniem mikrofonu. Jednak to nie to było powodem żartów ze strony politycznych przeciwników. Opozycja zwraca uwagę, że polski prezydent nie spotkał się z Donaldem Trumpem (wyjaśnił, że miał inne plany), spotkał się zaś z burmistrzem Jersey City, choć to zupełnie nie ten szczebel polityczny.
O meandrach dyplomacji i walce o polski interes Andrzej Duda mówił w półgodzinnym wywiadzie, jakiego udzielił podczas wizyty w Chicago Telewizji Trwam. Prezydent przedstawił prostą diagnozę, dlaczego w polityce zagranicznej Polska odnotowuje kryzys za kryzysem.
Słabych się nie atakuje, bo po co?
– W polityce międzynarodowej wszystkie miejsca są zajęte. W związku z tym, jeśli idziesz do przodu, poszerzasz swoje wpływy, zwiększasz swoją siłę, to przeszkadza innym, że się rozpychasz, bo w jakimś sensie zajmujesz ich miejsce. Jesteśmy atakowani, bo jesteśmy coraz silniejsi. Słabych się nie atakuje, bo po co? – wyjaśnił Andrzej Duda. Te słowa prezydenta spotkały się z burzliwą reakcją na Twitterze.
– W polityce międzynarodowej wszystkie miejsca są zajęte. W związku z tym, jeśli idziesz do przodu, poszerzasz swoje wpływy, zwiększasz swoją siłę, to przeszkadza innym, że się rozpychasz, bo w jakimś sensie zajmujesz ich miejsce. Jesteśmy atakowani, bo jesteśmy coraz silniejsi. Słabych się nie atakuje, bo po co? – wyjaśnił Andrzej Duda. Te słowa prezydenta spotkały się z burzliwą reakcją na Twitterze.
W tym samym czasie, gdy Andrzej Duda był z wizytą w USA, w Stanach Zjednoczonych gościł też prezydent Uzbekistanu. Szawkat Mirzijojew został przyjęty przez Donalda Trumpa. "Wysoka ranga spotkań Szawkata Mirzijojewa w amerykańskiej stolicy jest dowodem wagi jaką Stany Zjednoczone przywiązują do zacieśnienia związków ze strategicznie położonym Uzbekistanem" – napisała wówczas Polska Agencja Prasowa.
