
Senat przyjął projekt, który przewiduje obniżenie uposażeń parlamentarzystów o 20 proc. Dlatego wynagrodzenie posła i senatora będzie odpowiadało 80 proc. wysokości kwoty, którą otrzymuje podsekretarz stanu. Ten dostaje miesięcznie około 10 tys. zł, oznacza to więc obniżkę do mniej więcej 8 tys. zł. Za nowelizacją opowiedzieli się prawie wszyscy głosujący senatorowie. Głosowało 58 – tylko jeden był przeciw, dwóch zaś wstrzymało się od głosu. Senatorowie opozycji w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniu.
REKLAMA
Senator PiS Krzysztof Słoń stwierdził, że ustawa jest odpowiedzią na oczekiwania społeczne. Senatorowie Platformy Obywatelskiej stwierdzili z kolei, że obniżka to posunięcie populistyczne.
Przypomnijmy, że Jarosław Kaczyński zobligował ministrów do oddania premii i postanowił obniżyć pensje posłom i senatorom. Ci pierwsi, którzy reprezentują PiS, zdawali się zachwyceni takim obrotem sprawy. – To, co powiedział pan prezes, jest święte – powiedział nam jeden z nich. Wszystko było m.in. wynikiem ogromnego niezadowolenia społecznego spowodowanego premiami, które przyznała "pod stołem" ministrom Beata Szydło, która następnie zacięcie broniła w Sejmie swojej decyzji.
– Tak, rzeczywiście, ministrowie i wiceministrowie w rządzie Prawa i Sprawiedliwości otrzymywali nagrody. Za ciężką i uczciwą pracę! I te pieniądze się im po prostu należały – grzmiała 22 marca z sejmowej mównicy była premier Beata Szydło wśród okrzyków ze strony opozycji ("oddaj kasę!") i z ław PiS-u ("Beata, Beata!"). Sondaż Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS pokazał, że 74,3 proc. Polaków krytycznie ocenia wypowiedź Beaty Szydło o tym, że członkom rządu należały się nagrody. Co ważne, połowa negatywnych ocen pochodzi od zwolenników Prawa i Sprawiedliwości.
