Twój sąsiad też zostawia śmieci na klatce schodowej? Niektórzy doradzają brutalny sposób

Śmieci na klatce schodowej to częsty widok w wielu polskich blokach.
Śmieci na klatce schodowej to częsty widok w wielu polskich blokach. Fot. naTemat
Kto mieszka lub mieszkał w bloku, ten chyba przynajmniej raz w życiu widział śmieci wystawione na klatkę. Nie wyniesione, tylko po prostu wystawione za drzwi. Zgodnie z zasadą "w domu nie śmierdzi, problem z głowy". To brzmi jak problem rodem z lat 90., ale okazuje się, że Polacy dalej kochają trzymać swoje brudy za swoimi drzwiami. Teraz jednak coraz popularniejsze jest rozwiązywanie śmierdzącego problemu w sposób co najmniej złośliwy.

– Czasem tak śmierdziało, że nie dało się wytrzymać. Zamiast czekać na windę, od razu leciałem schodami, bo tak było duszno – wspomina Grzesiek. Kiedy przyjechał do Warszawy na studia, zamieszkał w wysokim, ośmiopiętrowym bloku. – To jednak jest makabra, że ktoś potrafi tak wystawić śmieci na korytarz. Sam widziałem to wiele razy w swoim rodzinnym mieście, ale to najczęściej było wystawianie śmieci późnym wieczorem przez niektórych sąsiadów, żeby je od razu zgarnąć rano w drodze do pracy. Tutaj jest inaczej – opowiada.

Pachnące posadzki i cuchnące śmieci
– Niby nowe osiedle, a obyczaje jak w jakichś slumsach. Mieszkanie kilka numerów obok jest chyba wynajmowane przez studentów. Ich typowy numer: impreza w sobotę, a w niedzielę kac. Ale żeby w domu nie śmierdziało, często zgarniają śmieci w niedzielę i wystawiają je za drzwi. I tak stoją do poniedziałku, bo w niedzielę nie wychodzą. W końcu mają kaca – kontynuuje.

– Raz śmieci nie były specjalnie szczelne. A że było gorąco, zaczął się z nich wylewać taki "śmieciowy sok". Obrzydlistwo – wspomina. I tak w całej Polsce. Jakiś czas temu portal trojmiasto.pl zapytał czytelników, co ich najbardziej irytuje w zachowaniu sąsiadów. Jedną z najczęściej wymienianych odpowiedzi było właśnie wystawianie za drzwi śmieci oraz… butów. Ale to inna historia.


Ale czy zwrócił im uwagę? – No nie, po co mi taki problem na głowie – przyznaje. Ale on chociaż wie skąd ma śmieci w bloku. – U mnie któregoś razu śmieci pojawiły się na środku klatki, ale dosłownie na środku. Nie było wiadomo czyje są. Według mnie podrzucał je ktoś z piętra wyżej. Nie wiem po co to robił. Skoro już zadał sobie trud, żeby je znieść, to mógł je wynieść – opowiada Jarek, mieszkaniec bloku w Warszawie.

Ale sąsiedzi z klatki mieli inną teorię. – Zaczęli je po trochę podsuwać pod moje drzwi. Chyba myśleli, że to moje, bo tylko ja wynajmowałem. Reszta dobrze się znała. W końcu bez lepszego pomysłu na wyjście z tej sytuacji wyniosłem te śmieci – mówi.

– Mam sąsiadkę, która przyjechała do Warszawy gdzieś ze świętokrzyskiego. Obyczaje rodem z wioski. Mieszkanie na studia kupili jej rodzice. Któregoś dnia nazwozili do niej mnóstwo sprzętów, które rozpakowali na korytarzu. Odkurzacz, jakaś kuchenka, no po prostu wszystko. I zostawili ten rozsypany styropian i porwane kartony na korytarzu na kilka godzin. Dosłownie pod moimi drzwiami, ale to dosłownie. Przejść nie mogłem – mówi z kolei Piotr.

Nowe osiedle, stary problem
Co ciekawe, w internecie łatwo znaleźć wypowiedzi, że problem jest nawet większy na nowych osiedlach. I nawet nie chodzi o brak zsypu, który załatwia sprawę w wielu starych budynkach. "Worki na śmieci czasami są dziurawe i wypływają z nich brudy. Na przykład woda po burakach albo jakiś spleśniały sok z cebuli. Oczywiście właściciele śmieci nie sprzątają po sobie, gdyż wychodzą z założenia, że od sprzątania jest dozorca" – pisze jeden z internautów w sieci.
I tu właśnie może jest sedno sprawy. Na starych osiedlach najczęściej mieszkańcy sprzątają sami, mają swoje dyżury. Wtedy każdy myje swoje piętro. Tak było choćby w moim rodzinnym bloku. – W nowych blokach jest pani sprzątaczka, najpewniej z Ukrainy. Jak dobrze pójdzie to i śmieci wyniesie, bo przecież nie będzie się kłócić. Jeszcze z pracy wyrzucą – mówi gorzko Grzegorz.

Niektórzy o to, co zrobić z krnąbrnymi sąsiadami, po prostu pytają w internecie. Wtedy uaktywniają się – oczywiście anonimowo – ci, którzy problem rozwiązali. Co znamienne, może i jest w tym metoda, ale niestety dla wielu osób jedyne słuszne rozwiązanie to takie, które stawia ich w jednym szeregu ze śmiecącymi.

Nożyki w ruch
Wystarczy zajrzeć choćby na Wykop. Tam temat śmieci na klatce wraca raz na jakiś czas. Ostatnio kilka dni temu. "Iść zapukać i pogadać ze śmierdzi i mi przeszkadza, czy wynieść je samemu, dać przykład, a może zrozumieją o co biega?" – pyta jeden z użytkowników portalu. Odpowiedzi są dość… zaskakujące. "Rozsyp im na wycieraczce, Polaczkom" "Proponuję rozerwać worek, niech później zbierają syf łapami", "Postaw swoje obok" – to tylko niektóre z komentarzy.
Niektórzy proponują jeszcze ostrzejsze rozwiązania. "Natnij worek od spodu, tak aby się wy***ały, jak będą podnosić" – radzi ktoś. "Bierzesz żyletkę i podcinasz delikatnie od dołu po obrysie. Delikwent bierze, podnosi worek, a wszystkie śmieci lądują na jego wycieraczce. Więcej tak nie zrobi. Sprawdzone, działa" – pisze kolejny Wykopowicz.
Głosów rozsądku jest bardzo mało. "Proponuję nie słuchać tej bandy tchórzy, która nie potrafi zapukać, stanąć twarzą w twarz i zwrócić uwagę. To, co Ci proponują, to takie samo nosaczowe dno, jak trzymanie śmieci pod drzwiami. Podejdź, zapukaj, zwróć uwagę. Jak to nie pomoże, to wtedy sięgnij po inne środki" – zwraca ktoś uwagę.

Ale nikt go nie słucha, gdyż po chwili znowu pisze autor wątku. I okazuje się, że naprawdę przeszedł się na klatkę schodową z ostrym narzędziem. "Wiem, że prawdopodobnie lepiej byłoby zapukać i pogadać, ale nie mogłem sobie odpuścić nakręcania tej spirali. Ostatecznie przecinałem tż cały bok od góry do domu od strony, której nie widać, bo cięcie w połowie stało się na tyle hałaśliwe, że trochę spanikowałem" – pisze Wykopowicz. I dorzuca zdjęcie, jak rozcina śmieci na klatce schodowej.
Wszystko ku uciesze sieciowych rozmówców. Głosów sprzeciwu prawie nie słychać. Ponownie.

Nie być gorszym od śmiecące
Rozmawiam o tym z Grzegorzem. – Dziwna akcja. Równie dobrze ten, kto wystawił śmieci, mógłby patrzeć w tym momencie przez wizjer albo po prostu otworzyć drzwi. Poza tym to chyba trochę o to chodzi. Jak się rozsypią te śmieci, to bałagan większy niż przedtem – mówi.

Ale internauta chyba swego dopiął. "Udało się, je**o. Niestety słyszałem tylko brzdęk i 'grrr' sąsiadki, próbowałem nawet na ostatnią chwilę nagrać relację przez wizjer, ale g**no z tego wyszło – było za późno i kąt nie ten… Ale uwaga, co najlepsze – sąsiadka po tym poperfumowała klatkę schodową" – podsumowuje Wykopowicz. Znowu głosy tych, którzy po prostu poszliby porozmawiać, można policzyć na palcach jednej ręki.
Pytanie tylko gdzie kończy się pomysłowość, a zaczyna chamstwo.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...