"Władza sama się wyżywi". Wiadomo, do czego doprowadzi obniżka uposażeń posłów. Na Ukrainie już to przerabiali

Prezes Kaczyński przekonuje, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy
Prezes Kaczyński przekonuje, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy Fot: Sławomir Kamiński/AG
Nasi posłowie będą mieli jedne z najniższych pensji wśród parlamentarzystów z krajów UE. Ale byli politycy zarabiają miliony. Firma związana z Adamem Hofmanem, byłym rzecznikiem PiS, tylko w ciągu roku zarobiła 3,6 mln zł – pisze Renata Grochal w artykule "Milionerzy i biedacy" w najnowszym wydaniu "Newsweeka".

Czym może się skończyć cięcie uposażeń posłów i senatorów? – Grozi nam to, co było na Ukrainie, że wszyscy posłowie będą społeczni, nie będą pobierać wynagrodzenia z Sejmu. Zarobię 15 tys. zł w firmie farmaceutycznej i będę lobbystą. A mój kolega pójdzie do firmy drogowej i będzie składał w Sejmie poprawki firm drogowych. Chyba że CBA wszystkich pozamyka. I funkcjonariusze CBA będą zarabiać po 20 tys. zł, żeby łapać posłów zarabiających po 5 tys. zł – mówi z goryczą jeden z bardziej znanych posłów opozycji. Nazwiska nie poda, żeby nie narazić się wyborcom, bo według sondaży większość Polaków popiera obniżkę wynagrodzeń parlamentarzystów.

"Ustawa pod publiczkę"
W tej historii trudno się doszukiwać logiki. Prawo i Sprawiedliwość ukarało posłów i senatorów obniżką pensji, mimo że to nie oni, tylko ministrowie i premier Beata Szydło wzięli po kilkadziesiąt tysięcy złotych nagród. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z rozbrajającą szczerością przyznał, że obniżka pensji była działaniem "pod publiczkę”, bo PiS przestraszyło się spadających sondaży. A większość Polaków i tak zarabia mniej niż parlamentarzyści. Teraz posłowie, którzy do tej pory dostawali 10 020,08 zł brutto, zarobią brutto 7913,84 zł, co daje 5,5 tys. zł na rękę. Oprócz tego poseł będzie miał co miesiąc 2505,20 zł diety.
Według senatora niezależnego Marka Borowskiego, parlamentarzysty z 27-letnim stażem, prestiż tego zawodu coraz bardziej spada. Przed obniżką uposażenie posła było równe pensji podsekretarza stanu w ministerstwie. Taką zasadę wprowadzono 20 lat temu. – To było wtedy dużo, może nawet za dużo. Poseł zarabiał ponad cztery średnie krajowe, co sytuowało nas w czołówce europejskiej. Od 2007 roku zarobki posłów zostały zamrożone. Po obniżce stanowią one 80 proc. pensji podsekretarza stanu – wylicza Borowski.

Obniżka dotknie głównie opozycję
– To nie jest w porządku, że w ciągu kadencji zmienia się pensje. To jest tak jak w firmie. Przychodzi się na pewien kontrakt i wiadomo, ile będzie się zarabiać. Problem mogą mieć posłowie, którzy brali kredyty, bo ich zdolność kredytowa się zmniejszy i bank może zażądać dodatkowych zabezpieczeń. Albo tacy, którzy mają po kilkoro dzieci – mówi Borowski. Dodaje, że w innej sytuacji jest senator PiS Jan Maria Jackowski, który wychowuje piątkę dzieci, a w innej Jarosław Kaczyński, który jest kawalerem i którego w dodatku częściowo utrzymuje partia.


Kaczyński, tłumacząc ideę obniżek, mówił, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Sam oprócz poselskiej pensji od dwóch lat pobiera także emeryturę. Co miesiąc dostaje jej prawie 5 tys. zł na rękę. W sumie będzie miał więc około 13 tys. zł netto miesięcznie. A partia na dodatek opłaca mu ochronę i limuzynę z kierowcą. Obniżka pensji dotknie głównie posłów opozycji.

Szczegóły w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...