Lexus NX300 – wygodny i elegancki SUV prosto z Japonii. Z tego auta nie chce się wysiadać

Lexus NX300 to wygodny i elegancki SUV, w którym podróżowanie to prawdziwa przyjemność.
Lexus NX300 to wygodny i elegancki SUV, w którym podróżowanie to prawdziwa przyjemność. Fot. Paweł Kalisz / naTemat
Przednie światła przypominają oczy samuraja, który tylko czeka na to, aż ktoś mu wejdzie w drogę. Tył jest równie drapieżny i nic dziwnego. To auto nie jest zwykłym SUV-em, to eleganckie, wygodne auto ze sportowym zacięciem, z którego naprawdę nie chce się wysiadać. Szybkie połykanie kolejnych kilometrów Lexusem NX300 to czysta przyjemność.

Lexus, czyli bardziej wystrzałowa marka koncernu Toyota, to niejako z definicji samochód dla klienta bardziej wymagającego. Tu nie ma tandetnych plastików, skrzypiących i stukających na każdej studzience, tu nie ma denerwujących zgrzytów i pisków wydobywających się nie wiadomo skąd, tu nie ma kompromisów. Auta z literką L na masce i grillem w kształcie klepsydry tanie oczywiście nie są. Powiedzmy sobie otwarcie – są drogie. Ale warte swojej ceny.
Auto do testów dostaliśmy w wersji E-FOUR F SPORT. Samochód z 6-biegowym automatem i turbodoładowanym silnikiem benzynowym o mocy 238 koni kosztuje w salonie około 260 tysięcy złotych, czyli około tysiaka za jednego kucyka pod maską. Drogo? Ujeżdżony wierzchowiec z dobrej stadniny kosztuje o wiele więcej, a tu mamy cały tabun koni gotowych na każde nasze skinienie zawieźć nas pod wskazany adres. Poza tym nie trzęsie, jest cicho, a jedyny wiatr na twarzy to ten z nawiewów klimatyzacji. Co kto lubi, ale jak już przy tym jesteśmy – Lexusa naprawdę można polubić.
To naprawdę auto bardzo wygodne. Przejechałem nim jednorazowo setki kilometrów. Z wielu aut po przejechaniu takiego dystansu wychodzi się trochę niepewnie, kolana trzeszczą, w głowie huczy, a w miejscu, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, czujemy ból. Tu nic takiego nie miało miejsca. W czasie testów spędziłem praktycznie cały dzień za kółkiem, a jeszcze czułem pewien niedosyt.
Gdy dwoje wcale nie małych osób zajmie swoje miejsca z przodu, to na tylnej kanapie wciąż będą komfortowo podróżować dwie osoby. Trzecia, siedząca po środku, będzie miała trochę mniej wygodnie, ale tragedii nie ma. Jest dobrze, komfortowo, po prostu nie tak fajnie jak po bokach.
W samochodzie można zapamiętać trzy różne ustawienia fotela kierowcy, które są sprzężone z ustawieniami bocznych lusterek i kolumny kierownicy. Gdy parkujemy samochód, wyłączymy silnik i odepniemy pasy bezpieczeństwa, kierownica odsuwa się od kierowcy i podnosi, a fotel odsuwa się do tyłu. Dzięki temu zdecydowanie łatwiej jest wysiąść z auta.
Lexus NX300 ma też wielki ekran pod szybą, ale nie jest dotykowy, sterowanie różnymi funkcjami auta odbywa się przy pomocy małego touchpada umieszczonego w centralnej konsoli. Trzeba się do niego przyzwyczaić, ale po jakimś czasie można spokojnie pisać wiadomości SMS. Inna rzecz, że takiego SMSa można też zwyczajnie podyktować. Głosem można też sterować nawigacją.
Samochód po odpaleniu trochę warczy. Nawet zastanawiałem się, czy przypadkiem ktoś się w fabryce nie pomylił i nie zamontował jakiegoś starego diesla. Ale wystarczy ruszyć, żeby warkot ustał i jeśli nie naciskamy za mocno pedału gazu, to do środka dochodzić będzie tylko cichy pomruk dwulitrowej jednostki benzynowej z turbo doładowaniem.
Co to znaczy, żeby za mocno nie naciskać pedału gazu? Tak do połowy, żeby jeszcze nie gasła kontrolka ECO na desce rozdzielczej, oznaczająca niskie spalanie. Uwaga – delikatne obchodzenie się z pedałem gazu wcale nie oznacza, że będziemy się wlec jak za konduktem pogrzebowym. Kontrolka ECO wyłącza się dopiero powyżej 150 km/h, na którą to prędkość wcale nie trzeba tak długo czekać.
Auto "setkę" osiąga według producenta w około 7,1 sekundy. I to chyba prawda, bo jak się mocno wciśnie pedał gazu, przyspieszenie po prostu wciska w fotel.
Automat sprawnie radzi sobie z obsługą samochodu i dość szybko redukuje biegi, ale jeśli chcemy naprawdę dynamicznie wyprzedzić, wystarczy quick-shiftem przy kierownicy zredukować dwa lub trzy biegi. Jeśli nie będziemy dostatecznie ostrożni, to opony niemal zerwą asfalt na drodze.
Producent gwarantuje, że auto się rozpędza do 200 km/h, ale tego nie sprawdziłem. Za to wiem, że prędkości "autostradowe" pojawiają się na liczniku właściwie nie wiadomo kiedy. Przy czym NX300 wcale nie pali przy tym jakoś bardzo dużo. Co prawda do deklarowanych przez producenta wartości (6,6 l/100 km) w trybie pozamiejskim nawet się nie zbliżyłem, ale 7,5 litra jest jak najbardziej realne.
W mieście przy dynamicznej jeździe 10 litrów to taki standard dla NX300, co biorąc pod uwagę masę i wielkość pojazdu jest moim zdaniem wynikiem co najmniej zadowalającym.
Samochód wyposażony jest ponadto w wiele elektronicznych bajerów, które umilają i ułatwiają życie. Na przykład w adaptacyjne światła LED, które same się wydłużają lub skracają tak, żeby nie oślepiać innych użytkowników drogi.
Ciekawym patentem jest wibracja w kierownicy, która włącza się, gdy auto zaczyna najeżdżać na linie oddzielające pasy ruchu. Dzieje się tak na przykład podczas wyprzedzania, chyba że... wcześniej naciśniemy kierunkowskaz. Wtedy system Lane Assist na chwilę się wyłącza i "wibrator" nie przeszkadza. Fajna sprawa. Podczas parkowania kierowca ma do dyspozycji kamery, które wyświetlają wszystko dookoła samochodu. Naprawdę trzeba się postarać, żeby przypadkiem podrapać auto na parkingu.
Auto oczywiście ma też nawigację. Jest absolutnie nienachalna, nie oznajmia nam co dwa kilometry, żebyśmy podążali tą drogą kolejne trzy dni. Informuje nas o skrętach dopiero wtedy, gdy rzeczywiście będziemy musieli zjechać z głównej drogi lub wybrać właściwy kierunek na rozwidleniu dróg.
Czy Lexus NX300 ma jakieś wady? Dwukrotnie udało mi się odjechać z parkingu z zawieszonym wyświetlaczem. Jeśli szybko odpalimy samochód i ruszymy zanim włączy się ekran, to mapa już się nie pojawi do końca jazdy. W ogóle Lexus jest autem dla ludzi cierpliwych – bagażnik otwiera się automatycznie, ale klapa podnosi się (i zamyka) bardzo wolno.
NX300 ma też, jak na swoje rozmiary, bardzo mały bagażnik. Producent podaje 580 litrów, ale nie wiem, jak on to policzył. W testowanym Lexusie zmieściła się aluminiowa skrzynia z dronem, kask motocyklowy, trochę ubrań i w zasadzie tyle. Spodziewałem się więcej. Córka narzekała na to, że z tyłu nie ma gniazda USB, z którego można by ładować telefon lub tablet.
To jednak szczegóły, które nikną wobec niewątpliwych zalet auta opisanych powyżej. Silnik świetnie radzi sobie z masą 1860 kg, skrzynia biegów pracuje miękko, bez szarpnięć, ale szybko i pewnie, a w środku otacza nas odrobina luksusu. Czegóż chcieć więcej? Może jeszcze panoramicznego szklanego dachu, ale taki jest na wyposażeniu dodatkowym.

Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...