
Mariusz Błaszczak zdymisjonował dowódcę podkarpackiej brygady Wojsk Obrony Terytorialnej. Powodem było zaproszenie na przysięgę żołnierzy Antoniego Macierewicza i nie przysłanie zaproszenia dla ministra Błaszczaka. – To dobra decyzja – przekonują wojskowi którzy tłumaczą, że żołnierz nie może sobie wybierać, kogo chce mieć za ministra.
REKLAMA
Gdy Antoni Macierewicz formował Wojska Obrony Terytorialnej jasnym było, że ta formacja jest oczkiem w głowie ministra. Wojsko regularne do dziś nie ma nowoczesnych śmigłowców, flota ma coraz mniej okrętów, przetarg na modernizację czołgów Leopard utknął w martwym punkcie, ale WOT było hołubione przez Antoniego Macierewicza tak długo, jak pozostawał szefem MON. Nic dziwnego, że oficerowie, którzy zawdzięczali mu awans wolą być lojalni wobec Macierewicza niż wobec obecnego szefa MON Mariusza Błaszczaka.
Tak miało być w przypadku dowódcy podkarpackiej brygady WOT, który zaprosił Macierewicza na przysięgę żołnierzy. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości przyjechał samochodem Żandarmerii Wojskowej i był witany z honorami przynależnymi ministrowi. Natomiast Mariusz Błaszczak na uroczystość w ogóle nie został zaproszony.
Taka nielojalność wyższego oficera nie mogła pozostać bez odpowiedzi. Jak donosi portal Onet.pl, oficer po cichu został zdjęty ze stanowiska i już nie dowodzi brygadą WOT. Generałowie, z którymi rozmawiali dziennikarze Onetu podkreślają, że decyzja szefa MON jest najlepszą jaką mógł wydać. – Minister Błaszczak postąpił słusznie dymisjonując tego dowódcę WOT. Nie może być tak, że wojskowi sami wybierają sobie ministra obrony i ignorują urzędującego. To złamanie podstawowych zasad cywilnej kontroli nad armią – tłumaczył jeden z oficerów.
źródło: Onet.pl
