BBC chce zrobić serial z bestsellerów Bondy. Ale pisarka nie może znaleźć scenarzysty

Katarzyna Bonda jest autorką poczytnej serii książek kryminalnych. Nie może jednak znaleźć scenarzysty, który przerobiłby "Cztery żywioły"
Katarzyna Bonda jest autorką poczytnej serii książek kryminalnych. Nie może jednak znaleźć scenarzysty, który przerobiłby "Cztery żywioły" Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
To istny precedens na polskim rynku literacko-filmowym. Katarzyna Bonda, nagradzana i uznana przez krytyków pisarka, której książki rozeszły się w dwóch milionach egzemplarzy, teraz sama rozkłada ręce. Nie może znaleźć scenarzysty zdolnego zaadaptować jej historie z "Czterech żywiołów" na potrzeby serialu. – Pracowałam już z dziesiątkami osób, ale nikt nie dźwignął tej serii – mówi w rozmowie z naTemat. Tymczasem serialem są zainteresowane stacje telewizyjne, a koprodukować go chce samo BBC.

Na początku zeszłego roku Katarzyna Bonda ogłosiła radosną dla fanów nowinę: "Pochłaniacz" czyli pierwsza część serii o policyjnej profilerce, doczeka się ekranizacji. – Magda Boczarska już wtedy została wybrana do roli Saszy Załuskiej i nadal chce ją zagrać. To moje i jej marzenie, by ta postać zaistniała na ekranie. Niestety, wróciły do mnie prawa i to już drugi raz. Dwa duże polskie studia produkcyjne próbowały zrealizować serial, czytałem też wiele propozycji scenariuszy. Jestem trochę załamana tym, że projekt nie dochodzi do skutku – przyznaje Bonda. Gdzie tkwi problem?

Nikt nie chce pisać "nieswoich" tekstów
Wszystko rozbija się właśnie o scenariusz. – Pojawił się problem z zaadaptowaniem wielowątkowych opowieści. Tak, by jedna książka była jednym sezonem serialu – wyjaśnia pisarka. Pieniądze wyjątkowo nie są tym razem głównym problemem.
Katarzyna Bonda

Adaptacja jest trudną sztuką. Wielu zdolnych ludzi pracuje nad swoimi tekstem, który jest ich dzieckiem - scenariuszem oryginalnym. Wolą inwestować swój czas w coś własnego. W przypadku adaptacji mamy do czynienia z książkami, które już powstały i są na rynku. Jest to pewien rodzaj "kagańca" dramaturgicznego. Trzeba stworzyć nowe dzieło, na bazie tego co już jest. Nie może to być też przeniesienie książki jeden do jednego na język filmu - tak się tego nie robi.

– Adaptacja, która osobiście mi się podoba, to serial "Wielkie kłamstewka". Specjalnie przeczytałam książkę, by sprawdzić jak oni to zrobili. Zdarzenia z oryginału owszem - pokrywają się. Zostały jednak wprowadzone elementy, których w książce nie ma: nawiązania do filmów Quentina Tarantino, Davida Lyncha czy kryminałów noir. Tak to trzeba robić. Scenarzysta, który adaptuje, musi mieć poczucie władzy nad opowieścią, trzymać wątki fabularne z oryginałem, ale oddał też, jak to mówię: swoją krew – wyjaśnia.

Pisarka przyznaje, że do tej pory nie spotkała takiego zespołu, który opowiedziałby jej książki na nowo. – Pracowałam już z dziesiątkami osób, ale nikt nie dźwignął tej serii – mówi Katarzyna Bonda. A zapotrzebowanie na ekranizacji książkowej tetralogii jest - nie tylko ze strony fanów Saszy.
Katarzyna Bonda

Reżyserzy, producenci, stacje telewizje - wiele osób chce zekranizować moje książki natychmiast. Już nawet sama chciałam współprodukować projekt i wyłożyć własne pieniądze. Miałam przedstawiane wizje przez chętnych scenarzystów, ale wszystko się rozpadało, gdy przychodził czas na pisanie poszczególnych odcinków. A stacja nie kupi serialu, gdy nie ma nawet pomysłu na trzy pierwsze epizody.

Wbrew pozorom nie wynika to też z faktu, że Katarzyna Bonda jest zbyt surowa lub grymaśna. – Byli i tacy scenarzyści, którzy nawet nie przeczytali moich książek, a jedynie streszczenie fabuły lub kilka pierwszych stron. Zbudowali więc całkiem nową historię wykorzystując tylko elementy, z których znana jest seria jak to, że Sasza jest profilerką czy alkoholiczką – rozkłada ręce pisarka.
A to Polska właśnie
Popyt na serial na podstawie tetralogii "Cztery żywioły" jest. Nie trzeba być nawet wielkim znawcą tematu, by przewidzieć, że jeśli serial powstaje na motywach bestellerowych książek, będzie wielkim telewizyjnym przebojem. Niektórzy rzucą na niego okiem z czystej ciekawości. To szansa na sławę i prestiż również dla scenarzysty, który będzie częścią czegoś wielkiego. Zwłaszcza, że w ostatnich latach powstało sporo naprawdę świetnych polskich kryminałów jak "Wataha" czy "Kruk". Rzecz jasna to produkcje oryginalne.


Bonda od dłuższego czasu analizuje przyczynę tej nietypowej sytuacji, w której to producenci szukają scenarzysty, a nie odwrotnie. – Problem jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. Każdy boi się być "notariuszem", a zawód scenarzysty funkcjonuje na dobrą sprawę od niedawna. Wcześniej było tylko kilka wielkich nazwisk jak Andrzej Saramonowicz, Przemysław Nowakowski, Cezary Harasimowicz, a reżyserzy sami pisali sobie scenariusze lub ewentualnie wspólnie ze scenarzystą - to normalne również na świecie. Mało jest jednak scenarzystów, którzy żyją z pisania seriali. Nie mówię tu o osobach, które pracują nad telenowelami, bo to zupełnie inny format. "Cztery żywioły" to zamknięty cykl – podkreśla Bonda.

Nic Pizzolatto pisał i rozwijał scenariusz do pierwszego sezonu "Detektyw" 10 lat. Dlatego to tak kapitalna produkcja. – W Stanach tak zwany development nie omija pracy scenarzysty, któremu się płaci od samego początku. Musi istnieć zatem podejście idealistyczne – ocenia polska artystka.
Katarzyna Bonda

W Polsce scenarzysta dostaje pieniądze dopiero za gotowy skrypt. A wcześniej z czegoś musi przecież żyć. Jednak do momentu napisania scenariusza żaden producent, reżyser czy aktor nie wejdzie w projekt, bo nie chce ryzykować. Bestsellery uznane przez krytyków nie wystarczą.

Pisarka przyznaje, że podobne mają problemy jej koledzy po fachu: Marek Krajewski, Marcin Wroński czy Remigiusz Mróz. Producenci nie doprowadzili sprawy do końca, bo nie znalazła się osoba, która zaadaptowałaby ich prozę na scenariusz.
Bondą zainteresowało się nawet BBC
– Kiedy zaczynałam pisać książki, nikt nie wierzył w popularność kryminałów w Polsce, a zwłaszcza w sukces telewizyjnych produkcji. Wszyscy nastawiali się na komedie romantyczne. Tymczasem teraz, jednym tchem można wymienić świetne polskie seriale kryminalne. To są produkcje oryginalne, więc wierzę, że niedługo przyjdzie i czas na adaptacje – tłumaczy Bonda.

Pisarka nie zamierza jednak czekać z założonymi rękami i znów podchodzi do realizacji swojego marzenia. – Zaczynam odbywać kolejne rozmowy z producentami. Paradoks polega na tym, że w przyszłym roku moje książki wychodzą w języku angielskim i mam nawet koproducenta z BBC gotowego przystąpić do projektu, ale potrzebny jest im scenarzysta z naszego kraju. Tylko on zrozumie niezwykle atrakcyjną dla nich, polską "egzotykę" – przyznaje.

Wielu czytających zadało sobie pytania: dlaczego szanowna pani Bonda sama sobie nie napisze scenariusza? – Proponowano mi to, ale ja poświęcam cały swój czas na pisanie książek. Zresztą, już raz napisałam tę historię, prawda? – odpowiada.
Katarzyna Bonda

To musi być artysta, który się na tym zna, ma wyobraźnię filmową. To nawet nie musi być zawodowy scenarzysta, a osoba, która weźmie te książki i "przepuści" przez siebie, wyeliminuje niektóre wątki i elementy, które w słowie pisanym są potrzebne, bo pobudzają wyobraźnię, ale na ekranie są zbędne. Nawet na tym etapie dużo osób się rozkłada. Z drugiej strony, był scenarzysta, który maksymalnie uprościł serię do prostej opowieści kryminalnej. Jednak siła moich książek leży gdzie indziej – to opowieść o Polsce, a każda z nich dzieje się w hermetycznych miejscach, jak np. "Lampiony" w Łodzi.

Autorka jako kolejną świetną adaptację wymienia "Lśnienie" Kubricka. – Stephen King miał pretensje o to, jak zostało to przetworzone, bo akcja skupiała się wokół postaci granej przez Jacka Nicholsona. Wiemy jednak, że to była genialna decyzja i właśnie tego oczekuję – zapewnia. Jeśli ktoś się czuje na siłach, może się zgłaszać bezpośrednio do Katarzyny Bondy. Pisarka jest tak zdesperowana, że rozważa nawet zorganizowanie konkursu na scenariusz.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...