Jeep Compass potrafi w terenie więcej niż przeciętny SUV. Ale bardzo szybko poczujecie, że jego dom to jednak asfalt

Jeep Compass to auto, które zaskakuje możliwościami terenowymi. Ale przydałby się większy prześwit. Fot. naTemat
Ma napęd na cztery koła i tryby do jazdy po rozmaitych nawierzchniach. I to nie takie na pokaz, tylko na serio. Jeep Compass to prawdopodobnie najmniejsze auto na rynku tego typu, które potrafi w terenie tak dużo. Rzecz w tym, że w stosunku do możliwości mimo wszystko niezbyt imponujący prześwit sprawia, że lepiej zostać na asfalcie. I czar Jeepa trochę pryska. A jest jeszcze kilka zaskoczeń.

WYGLĄD

Jeep Compass to ładne auto. Zwłaszcza jeśli spojrzycie na nie od frontu. Front auta jest wręcz żywcem ściągnęty ze znacznie większego Grand Cherooke. Muskularny, siedmiożebrowy grill wygląda po prostu świetnie.
Ale kiedy już przyjrzycie auto z boku, okaże się, że to... żaden gigant. Maska jest krótka (w końcu jest pod nią silnik niewiele większy od takiego, które można znaleźć np. w Fiatach Panda, ale o tym za chwilę), a nadwozie auta nagle się kończy. Wygląda trochę tak, jakby był co najmniej rozmiarów i możliwości Grand Cherooke SRT. W rzeczywistości Compass to rywal aut takich jak Seat Ateca czy Volkswagen Tiguan. Choć potrafi od nich w terenie więcej, do czego jeszcze wrócę.

Rozczarowujący jest za to środek tego samochodu. Nawet nie chodzi o to, że jest plastikowy, bo plastiki to jednak w pewnym sensie "dziedzictwo" twardego, surowego Jeepa. Powiedzmy, że nawet tu pasują. Ale tak naprawdę w środku to... Fiat Tipo. Tak, ten tani Fiat, który jest hitem na polskim rynku.
Kierownica i zegary są przeniesione żywcem z włoskiego kompaktowego auta, konsola środkowa także jest w wielu miejscach podobna. Powiedzmy sobie wprost: nie tego (czyli standardu z Tipo) oczekuje się po aucie, za które można zapłacić ponad sto tysięcy złotych.

ASFALT

To niby Jeep, ale stworzony jednak w dużej mierze do jazdy po asfalcie. I w tym aspekcie Compassowi według mnie nie ma co zarzucić. Przede wszystkim: niewielki SUV prowadzi się pewnie i jest stabilny, w miarę radzi sobie także przy prędkościach autostradowych.
Ale jest kilka nieporozumień. Przede wszystkim testowany silnik ma pojemność... 1.4 litra. To nawet nie chodzi o to, że jest za mały "do Jeepa" - w erze downsizingu to żadne zaskoczenie. Jednak z tej niewielkiej pojemności inżynierowie wycisnęli aż 170 koni mechanicznych.

Efekt jest dość... nijaki. Tej mocy pod nogą właściwie nie czuć. Duża turbodziura sprawia, że do około trzech tysięcy obrotów Compass właściwie nie jedzie - dopiero później przyspiesza już raptowniej. Ale nie jest to żaden demon prędkości, oj nie.
Na dodatek silnik jest sprzężony z... dziewięciobiegowym automatem. To ewidentnie przerost formy nad treścią, ponieważ osiem biegów wystarczy nawet w wielu autach marek premium. Oczywiście przyklasnąłbym, gdyby skrzynia działała dobrze. Ale nie działa.


Przy dohamowywaniu np. przed czerwonym światłem przekładnia ewidentnie gubi się, a silnik sie trochę dławi. Osobiście postawiłbym więc na diesla. Albo słabszą benzynę z sześciobiegowym "manualem". Tym bardziej, że spalanie w tym aucie to niestety największe negatywne zaskoczenie.
Mały silnik wcale mało nie pali. Na autostradzie jadąc z przepisową prędkością naprawdę nie jest trudno wykręcić spalanie rzędu 11-12 litrów benzyny na sto kilometrów. Na wolniejszych drogach nie jest wiele lepiej, w mieście też można dobić do "dychy". Mam tylko nadzieję, że to przypadłość mojego egzemplarza, ale przed zakupem pamiętajcie o jeździe testowej.

TEREN

Compass zaskakująco dobrze radzi sobie poza asfaltem. Chociaż nie wiem czy zaskoczenie jest słuszne - wszak to Jeep. Chodzi o to, że na tle swojego segmentu Compass potrafi naprawdę dużo.
Nie każdy SUV tej wielkości na rynku ma w ogóle dostępny napęd 4x4 (próżno go szukać choćby w Oplu Grandland X), a do tego Compass zaskakuje blokadą sprzęgła międzyosiowego czy zaprogramowanymi trybami do offroadu. Piach? Błoto? Śnieg? Jeden ruch pokrętłem i gotowe.

I rzeczywiście w warunkach takich, jak na zdjęciu, czyli na dość luźnym piachu, Compass radził sobie bez najmniejszych kłopotów. Moim największym zmartwieniem były właściwie szosowe opony. Samo auto było gotowe do pokonywania kolejnych wzniesień.
Ale wszystko jest pięknie, dopóki nie zawiedzie was prześwit. Compass w tej kategorii naprawdę nie ma się czym pochwalić. To z jednej strony auto, które przejedzie przez porządne błoto, ale z drugiej strony trudno będzie dotrzeć w miejsce, gdzie w ogóle sprawdzicie jego możliwości.

Jeep Compass ma bowiem prześwit wynoszący 21,5 cm. To niby i tak więcej, niż daje konkurencja, ale taka wysokość nie zapewnia komfortowej jazdy nawet w niezbyt skomplikowanym terenie. A do jazdy po polnej drodze te zaawansowane systemy nie są potrzebne. I koło się zamyka.
To co prawda więcej, niż wspomniany choćby Seat Ateca (19 cm), ale z drugiej strony to przecież dwa centymetry. A hiszpańska propozycja jest też dużo tańsza. Bo po prostu niczego nie udaje. Oczywiście Jeep przygotował wersję dla najbardziej wymagających. Model nazwany Trailhawk ma znacznie większy prześwit i kąt natarcia rodem z poważnych aut terenowych - 29 stopni.

Ale według witryny internetowej importera nie jest jeszcze dostępny i według pierwszych zapowiedzi będzie drogi jak na auto tej wielkości.

OPŁACA SIĘ?

Skąd takie podejrzenie? Bo pozostaje właśnie kwestia ceny. Compass tani nie jest. W wersji Sport konfigurator zaczyna się od niemal 100 tysięcy złotych. Dużo więcej, niż za auta podobnej wielkości. Za Compassa można też łatwo zapłacić ponad 150 tysięcy. Trailhawk tańszy nie będzie. Z pewnością trzeba swoje zapłacić za zaawansowane systemy umożliwiające jazdę w terenie - ja to całkowicie rozumiem.

Ale z drugiej strony to dużo za auto, które wcale nie jest duże i wcale nie zapewni nam bezproblemowej podróży bezdrożami. Compass jest więc autem przede wszystkim dla osób, które po prostu lubią markę, ale niekoniecznie chcą czerpać pełnymi garściami z jej dziedzictwa i zadowolą się półśrodkami.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.