Jeden z pierwszych świadków koronnych naciąga ludzi. Ścigany listem gończym i chroniony przez policję

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Historii o naciągaczach, którzy kuszą "klientów" obietnicami wielkich zarobków, a potem uciekają z kasą, jest sporo. Ale przypadek Ryszarda K. jest o tyle wyjątkowy, że… chroni go policja. Jako świadka koronnego, jednego z pierwszych w Polsce. Ryszard K. to tak naprawdę Marek B., pseudonim "Rudy", który zeznaje w sprawie łódzkiej ośmiornicy. Równocześnie ścigany jest listem gończym.


Marek B. korzysta z nowej tożsamości od 12 lat. W tym czasie, zamiast wykazać skruchę i zająć się uczciwą pracą, zaczął udawać biznesmena. Naciągnął co najmniej 26 osób i firm na kilka grubych milionów złotych.

Oszust wpadł, bo u swojej ofiary zostawił… 3 pendrive'y z danymi – wykaz firm i osób, które oszukał. A robił to w wyjątkowo wymyślny sposób.

Tajemnicza praca
U Agnieszki S. naciągacz zamieszkał. Przekonał ją również do tego, by pożyczyła mu pieniądze – 100 tysięcy złotych. W zamian kobieta została przedstawicielem regionalnym firmy. Przedsiębiorstwo Ryszarda K. miało stanąć do przetargu na parking przy szpitalu. K. obiecywał wygraną w przetargu, powołując się na swoje wpływy. Wątpliwość budził fakt, że spółka była zarejestrowana na córkę K.. Ale świadek koronny tłumaczył, że pełni służbę dla kraju i dlatego nie może sam prowadzić biznesu.


Zobacz też: Świadek koronny okazał się zabójcą. Jak to możliwe?

100 tysięcy miało pójść na wadium, czyli zabezpieczenie finansowe, jakim muszą wykazać się spółki przy przetargach. Oczywiście, po trzech miesiącach Ryszard K. zniknął razem z pieniędzmi. Przetarg się odbył, ale bez spółki, której Agnieszka S. pożyczyła pieniądze. Dla kobiety było jasne: została naciągnięta. Postanowiła jednak przeszukać rzeczy, które zostawił u niej K. – i znalazła tam pendrive'y z wykazem oszukanych firm i osób.


Naciągał wszędzie
Ryszard K. działał na terenie całego kraju – w Warszawie, na Śląsku czy pomorzu. Działał zawsze tak samo: poznawał bogatą kobietę, często ze znajomościami, po czym naciągał ją lub jej kolegów na parkingowy biznes. Obiecywał po 25-30 proc. odsetek od pożyczonej kwoty. Kwoty, która znikała i do właścicieli nigdy już nie wracała.


K. nie gardził żadnymi pieniędzmi – od niektórych wyciągał 300 tysięcy, a od niektórych 2. Część osób zgłosiła to do prokuratury i dzięki temu wymiar sprawiedliwości w Słupsku mógł wydać za Ryszardem K. list gończy. W tym samym czasie ta sama osoba jako Marek B. stawiała się w Łodzi na rozprawach dotyczących "ośmiornicy". Związek odkryła Agnieszka S. – na znalezionych przez nią pendrive'ach znajdowały się zdjęcia rodzinne Marka B. Nie ulegało wątpliwości, że oszust to zarazem świadek koronny.

Czytaj też: W Polsce jest 107 świadków koronnych. Ich życie wcale nie jest kolorowe


Będzie kara?

Oczywiście, policja nie może potwierdzić tych informacji ze względu na ochronę, jaka przysługuje świadkom koronnym. Chociaż Marek B. nie korzysta z takich środków jak najsłynniejszy świadek o pseudonimie "Masa" – który ma obstawę policji i nie może prowadzić normalnego życia. Ryszard K. dostał tylko nową tożsamość i ma telefon alarmowy – na wszelki wypadek.

Bycie świadkiem koronnym nie oznacza jednak, że nie można zostać złapanym za przestępstwa, które popełnia się już pod zmienionym nazwiskiem. Niewykluczone więc, że za swoje oszustwa Ryszard K. zostanie ukarany. Nawet jeśli jednak, to nie oznacza to, że przestanie on zeznawać w sprawie "ośmiornicy".

Źródło: "Gazeta Wyborcza"