
Ten konflikt w gdańskim PiS-ie nowy nie jest. Teraz jednak spór wewnątrz partii osiągnął apogeum. Dwoje znanych i kontrowersyjnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości w wyjątkowo mocnych słowach oceniają byłego przewodniczącego "Solidarności". "Jak długo ta zakłamana wesz będzie w ręku dzierżyć sztandar PiS-u?" – napisał o nim Piotr Walentynowicz.
Jeszcze w sierpniu Piotr Walentynowicz mówił o "chorym układzie na prawicy", jaki miał stworzyć Janusz Śniadek. – Jego lizusy mają wszystko, ludzie z odrębnym zdaniem lądują jak ja – żalił się wnuk Anny Walentynowicz.
Teraz awantura rozgorzała za sprawą rozczarowanej radnej PiS z Gdańska Anny Kołakowskiej – tej, na której ciąży wyrok za straszne słowa wobec posłanki PO, że "trzeba to coś złapać i ogolić na łyso". Kołakowska nie znalazła się na listach PiS-u w najbliższych wyborach samorządowych i wini za to Janusza Śniadka, zarzucając mu przy tym kłamstwo.
"Obniża wiarygodność partii" Kołakowska opisała na Facebooku, jak zadzwoniła do Śniadka, zgłaszając mu swoją kandydaturę (choć wyprowadziła się już z Gdańska na wieś). Usłyszała jednak (jak pisze – "absolutnie lekceważącym, podniesionym głosem"), że zgłosiła się za późno, bo listy są zamknięte. Tymczasem według Kołakowskiej jest wręcz odwrotnie – w PiS trwa usilne poszukiwanie kandydatów, bo chętnych brakuje.
"Zachowanie p. Śniadka wobec osób, które dla przemian w Polsce zrobiły znacznie więcej niż on, obniża wiarygodność partii" – podsumowała Kołakowska. Na jej wpis o wiele ostrzej zareagował zaś Piotr Walentynowicz, również gdański radny i również bez miejsca na partyjnej liście.
"Jak długo ta zakłamana wesz będzie w ręku dzierżyć sztandar PiS-u? To zależy już tylko od nas i poddanych mu działaczy Solidarności" – napisał Walentynowicz.
Walentynowicz rozżalony Piotr Walentynowicz po przejęciu władzy przez PiS otrzymał posadę w państwowej spółce należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, PIT-Radwar S.A. Jak wyliczano przed rokiem, jego miesięczne zarobki netto wynosiły prawie 7 tys. zł. Do tego doszło prawie 25 tys. zł (przez rok) z tytułu zasiadania w gdańskiej Radzie Miasta. W ubiegłym roku otrzymał ponadto 250 tys. zł zadośćuczynienia za śmierć babci w katastrofie smoleńskiej.
Wnuk Anny Walentynowicz nie był jednak usatysfakcjonowany. Nie odpowiadało mu to, że pracę zaoferowano mu w Warszawie, a nie w rodzinnym Gdańsku. W czerwcu poszedł na bezpłatny urlop.