Anatomia zakazywania "Kleru". To wszystko ma głęboki sens – polityczny

Czy zakazywanie emisji filmu "Kler" ma sens? Wbrew pozorom – ma, całkiem niemały.
Czy zakazywanie emisji filmu "Kler" ma sens? Wbrew pozorom – ma, całkiem niemały. Fot. materiały prasowe, Bartosz Mrozowski / KLER
To nie o to chodzi, by ustrzec oczy widzów przed okropieństwem, jakie zobaczą na ekranie. I nie o to, by uchronić Kościół przed dokonywanym nań atakiem. Samorządowcy, którym marzy się cenzurowanie repertuaru kin, doskonale wiedzą, do kogo kierują swój przekaz. Wiedzą, że już za moment, 21 października, znajdzie się niemała grupa wyborców, którzy się im odwdzięczą.

Już to kiedyś grali
To nie jest pierwszy przypadek, że kiedy jakiś film władzom samorządowym nie odpowiada, starają się, by w repertuarze kina się nie znalazł. I nie pierwszy raz ten scenariusz dzieje się w Ostrołęce, mieście zarządzanym od 12 lat przez Janusza Kotowskiego. Polityk PiS, zanim zaangażował się w politykę i działalność samorządową, był m.in. katechetą w szkole.

Już przed sześcioma laty w Ostrołęce sytuacja była niemal identyczna. Gdy na ekrany kin w całym kraju wchodziło "Pokłosie", w tym mieście odwołano zaplanowane wcześniej seanse. Na Facebooku zawiązała się nawet grupa protestujących przeciwko tej decyzji "Jestem z Ostrołęki i obejrzę 'Pokłosie'".

Ostatecznie film został wyświetlony w lokalnym kinie "Jantar" ponad dwa miesiące później niż w całym kraju. Seanse były zaledwie dwa i – żeby widzowie wiedzieli, co zobaczyli na ekranie – towarzyszyła im dyskusja z udziałem przedstawiciela IPN, publicysty oraz filmoznawcy.

Wyświetlony będzie dwukrotnie 21 stycznia o godz. 17.00 i 19.00, dodatkowo opatrzony dyskusją. Chętnych jest wielu, biletów nie zostało już dużo. Nie każdy obejrzy. Kto pierwszy, ten lepszy.

Opublikowany przez Jestem z Ostrołęki i obejrzę "Pokłosie" Wtorek, 15 stycznia 2013
Władze Ostrołęki wtedy zaprzeczały, aby to z ich inspiracji doszło do wstrzymania projekcji (parę lat później podobne zapewnienie padło, gdy w "Jantarze" nie zdecydowano się na wyświetlenie "50 twarzy Greya"). Bogdan Piątkowski, który i wtedy, i teraz pełni funkcję dyrektora Ostrołęckiego Centrum Kultury, wyjaśniał, że poprosił o przesunięcie seansu, by obraz został poszerzony o dyskusję.


Tu PiS trzyma się mocno
I choć padały zarzuty, że władze miasta cenzurują repertuar, to prezydentowi - za sprawą mieszkańców - włos z głowy nie spadł.
W 2014 r. Janusz Kotowski po raz trzeci wygrał wybory (choć tym razem dopiero w II turze i z niewielką przewagą – 4 lata wcześniej wygrał w I turze, a w 2006 r. w II turze, zdobywając prawie 64 proc. głosów).

Teraz prezydent Kotowski zaprzecza temu, aby miał cokolwiek wspólnego z kształtowaniem repertuaru w kinie "Jantar" (oraz pogłoskom, że za to rzekome kształtowanie został skarcony przez władze PiS).

W związku z kłamstwami zawartymi w artykule "Wprost" i powielanymi przez inne portale, informuję, że nikt z Prawa i...

Opublikowany przez Janusz Kotowski Poniedziałek, 1 października 2018
– Zakazywanie wyświetlania - nie tylko "Kleru", ale jakiegokolwiek filmu - w dzisiejszych czasach na ogół przynosi efekt odwrotny do zamierzonego – uważa dziennikarka filmowa Dorota Chrobak i przypomina, że zjawisko to nawet dorobiło się swojej fachowej nazwy - określa się je mianem "Efekt Streisand". W 2003 r. Barbra Streisand pozwała o naruszenie prywatności fotografa Kennetha Adelmana i zażądała od niego 50 milionów dolarów odszkodowania.
Dorota Chrobak
dziennikarka filmowa

Adelman w ramach dokumentowania erozji wybrzeża kalifornijskiego wykonał 12 tysięcy zdjęć, pech chciał, że na paru z nich znalazła się rezydencja Streisand. Gdy cała sprawa przedostała się do mediów, zastępy fotografów poszły w ślad za pozwanym kolegą, a na zdjęcia posiadłości znanej piosenkarki dosłownie rzuciła się armia internautów. Zamiast upragnionej prywatności Barbra Streisand zdobyła wyłącznie jej przeciwieństwo. Podobnie rzecz ma się dzisiaj z "Klerem".

Jednak to, że lokalne władze mogą i wpływają na to, jak wygląda polityka kulturalna w mieście, jest oczywistością. Jasne, że w konkretnym kinie o tym, co znajdzie się w repertuarze, decyduje dyrekcja. Jasne też, że każdego tygodnia premier filmowych jest co nie miara i to od szefostwa kina zależy wybór konkretnych tytułów, jakie trafią na ekran.

Przy czym w mniejszych miejscowościach często zdarza się, że jedyne kino działa w ramach samorządowego ośrodka kultury, zaś o jego obsadzie personalnej czy o dotacjach decydują lokalne władze. W takiej sytuacji oczywistą oczywistością jest również to, że dyrekcja kina musi się liczyć ze zdaniem mocodawców. Mocodawcy zaś liczą się ze zdaniem wyborców. A w Ostrołęce partia rządząca ma pozycję bardzo mocną. W wyborach parlamentarnych PiS w mieście zdobył ponad 46 proc. głosów, w powiecie ponad 54 proc.

Dystrybutorzy narzucają warunki
Choć nie zawsze chodzi o politykę. Dorota Chrobak podkreśla, że trzeba pamiętać o tym, iż najwięksi dystrybutorzy, a takim jest Kinoświat, dystrybutor "Kleru", narzucają kinom niezwykle restrykcyjne warunki współpracy.

– Standardem w branży jest żądanie sali na wyłączność lub przymus grania danego tytułu określoną z góry liczbę seansów dziennie przez określony czas, np. trzy tygodnie. I są to wymogi nie do ominięcia. Kina wielosalowe potrafią im sprostać – wyjaśnia dziennikarka filmowa.

Dla małych kin z jedną salą te warunki często są nie do przyjęcia. W tej samej sali organizowane są bowiem choćby poranki dla dzieci czy spotkania DKF, a to niezgodne z oczekiwaniami dystrybutora.
Dorota Chrobak
dziennikarka filmowa

"Kler" jest filmem ponad dwugodzinnym, więc wystarczą raptem dwa seanse dziennie, by w dni powszednie mieć kino całkowicie zablokowane dla innych aktywności. Decyzja o niewyświetlaniu danego tytułu może mieć w takich sytuacjach inne, niekoniecznie polityczne podłoże.

Prezes kandyduje i wymaga
Ale polityka oczywiście bez znaczenia nie jest. W Zakopanem sprzeciw wobec filmu Wojciecha Smarzowskiego zgłosiły nie władze miasta, lecz Związek Podhalan, czyli właściciel budynku, w którym mieści się kino "Giewont". Prezes Andrzej Skupień uznał, że film taki jak "Kler" nie powinien być wyświetlany w związkowym gmachu. Ostatecznie okazało się, że wśród Podhalan zgody pod tym względem nie ma i seanse się odbywają.

Kino "Giewont" uprzejmie informujemy, że film Wojciecha Smarzowskiego pt." Kler" jest aktualnie wyświetlany bez żadnych...

Opublikowany przez Kino Giewont Sobota, 29 września 2018
Przy czym Andrzej Skupień tak czy inaczej swoją pieczeń upiekł. Obecnie jest on zastępcą wójta Bukowiny Tatrzańskiej, wcześniej był m.in. wicestarostą w Zakopanem, w zbliżających się wyborach kandyduje do Rady Powiatu Tatrzańskiego z list KWW Tatrzańska Jedność Samorządowców. I sygnał do swego konserwatywnego elektoratu wysłał – popatrzcie, oto stanąłem w obronie wyznawanych przez was wartości.

Dobro wspólne
Podobnie można zinterpretować wniosek ełckiego radnego Wojciecha Kwiatkowskiego. – Panie prezydencie, składam wniosek, by w naszym mieście, w naszym kinie ełckim, a więc w kinie samorządowym nie dopuszczać do wyświetlania filmu "Kler". Jest to krytyka duchowieństwa, a ja jestem członkiem Kościoła katolickiego i nie życzę sobie, żeby takie filmy pokazywano w samorządowym kinie – argumentował.
Wojciech Kwiatkowski
Radny miasta Ełk, Klub Radnych Dobro Wspólne.

Dodam jeszcze, że jesteśmy miastem, które ma obywatela honorowego papieża Jana Pawła II, który nazywał Kościół katolicki swoją matką. A więc jeśli jesteśmy katolikami i poczuwamy się do tego, że Kościół jest nasza matką, to nie opluwa się własnej matki! Bardzo proszę o realizację tego wniosku.

Wniosek radnego nie przeszedł m.in. dlatego, że prezydent miasta Tomasz Andrukiewicz oświadczył, że nie ma takich kompetencji, "aby cenzurować i zakazywać wyświetlania jakiegokolwiek filmu".

Co istotne – i radny Kwiatkowski, i prezydent Andrukiewicz reprezentują ten sam komitet Dobro Wspólne. Jeden zabłysnął przed wyborcami jako obrońca Kościoła, drugi jako przeciwnik cenzury. A film w Ełckim Centrum Kultury i tak zostanie wyświetlony po raz pierwszy dopiero po I turze wyborów samorządowych, 25 października.

Wybór jest. Zawsze
– Radni mogą wpływać wyłącznie na repertuar kin, które podlegają samorządom, a są to najczęściej niewielkie, jednosalowe kina, mieszczące w domach kultury. "Zwykłe" kina i multipleksy to przedsięwzięcia prywatne, pozbawione kontekstu politycznego, więc w przypadku miast, w których znajdują się przynajmniej dwa kina (na przykład Ełk), ów zakaz ma charakter wyłącznie symboliczny – zwraca uwagę Dorota Chrobak.
Dorota Chrobak
dziennikarka filmowa

Za to z politycznego punktu widzenia jest to wyjątkowo prosty sposób, by zyskać darmowy rozgłos, bowiem o tego typu wystąpieniach media ochoczo nas informują. Przy okazji uzyskania darmowego czasu antenowego narzucający cenzurę polityk może, niejako przy okazji, omówić także inne punkty swojego programu, wysłać sygnał w kierunku potencjalnych wyborców, etc. Czysty zysk.

W Ełku faktycznie widzowie mają wybór i z tego wyboru korzystają. Seanse w tym kinie odbywają się kilka razy dziennie.

Ostrołęckie Centrum Kultury publikuje październikowy repertuar Kina Jantar. Zobacz, jakie filmy będzie można obejrzeć przez najbliższe kilka tygodni.

Opublikowany przez eOstroleka.pl Poniedziałek, 1 października 2018
W Ostrołęce też wybór mają – można choćby pojechać choćby do odległej o 35 kilometrów Łomży. A w dniu wyborów zdecydować, czy taka polityka kulturalna władz samorządowych ma znaczenie, czy też nie.

Do tej pory większość ostrołęczan decydowała, że właśnie to im odpowiada. W chwili próby, jaką było wejście filmu Wojciecha Smarzowskiego na ekrany, samorządowe kino zawieść nie mogło. Jeśli z "Pokłosiem" im się udało, to dlaczego nie miałoby się udać z "Klerem".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...