Krzysztof Gawkowski #TYLKONATEMAT: Szkoda, że Trzaskowski nie miał odwagi, by zbudować komitet ponad podziałami

Wiceszef SLD Krzysztof Gawkowski w rozmowie z naTemat.pl komentuje wyborczą formę lewicy. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
W samorządzie nie chybiliśmy odpuszczać spraw ważnych dla ludzi i często rezygnowaliśmy z partyjnego szyldu. W Warszawie PO i Nowoczesna chciały iść koniecznie pod szyldem Koalicji Obywatelskiej, czego nie mogliśmy zaakceptować. Szkoda, że Rafał Trzaskowski nie miał tyle odwagi, by zbudować w stolicy komitet ponad podziałami politycznymi - mówi #TYLKONATEMAT wiceprzewodniczący SLD Krzysztof Gawkowski.


Czy wystawienie własnego kandydata w Warszawie nie przynosi SLD więcej szkody niż pożytku?

Każda partia, która chce się liczyć na scenie politycznej, powinna wystawiać własnego kandydata na prezydenta Warszawy. Stolica to miejsce, w którym ścierają się nie tylko osobowości, ale i programy. SLD ustami Andrzeja Rozenka bardzo dobrze przedstawia swój program.


Rozenek mówi wiele o kwestiach edukacyjnych, o potrzebie drugiego śniadania dla warszawskich maluchów, bezpłatnych biletach dla uczniów, czy dotowanych korepetycjach. Kandydat SLD ma też ciekawy program dotyczący zdrowia warszawiaków i walki ze smogiem. To na przykład projekt bezpłatnej opieki dentystycznej w każdej szkole oraz monitorowania stanu powietrza oraz działań wspierających termomodernizację budynków.


Bardzo się cieszę, że Andrzej Rozenek kandyduje i sądzę, że osiągnie dobry wynik.

Według najnowszego sondażu Kantar Millward Brown, na kilka dni przed pierwszą turą Andrzej Rozenek ma ok. 2 proc. poparcia. To nie wygląda na dobrą reklamę programu SLD.

A kto ma dobrą reklamę?

Wyniki Patryka Jakiego i Rafała Trzaskowskiego z pewnością lepiej promują ich formacje.

Z tego sondażu wynika, że nikt oprócz PiS i PO nie powinien startować w wyborach, a inne komitet powinny się poddać jeszcze przed głosowaniem. Nie namówi mnie pan do przyznania, że to dobra koncepcja... Oczywiście, że Polskę można podzielić na dwa obozy – bardzo konserwatywny i mniej konserwatywny. Taka Polska w brązowo-niebieskich barwach na pewno podobałby się tym dwóm partiom.


Tymczasem mnie cieszy, że Andrzej Rozenek w Warszawie startuje, bo zła jest teza, według której w Polsce powinny być tylko dwie partie polityczne. Trzeba prezentować różne poglądy. Kto uważa, że ścierać powinny się tylko poglądy prawicowe z innymi poglądami prawicowymi, ten najwidoczniej chce Polski zaściankowej, co do zasady konserwatywnej, a liberalnej jedynie gospodarczo.

Jest jeszcze ten dość gorszący dla wyborców lewicy obrazek, na którym Leszek Miller obrzuca Andrzeja Rozenka błotem, a prezydent Kwaśniewski poparł kandydata SLD raczej symbolicznie, wcześniej deklarując oddanie głosu na Rafała Trzaskowskiego.

Ależ Aleksander Kwaśniewski popiera Andrzeja Rozenka i mówi wyraźnie o tym, że kampania samorządowa to pierwszy krok lewicy na drodze do parlamentu. Pamiętajmy też, że wybory samorządowe to nie tylko Warszawa, ale na przykład Kraków i Rzeszów, gdzie mamy koalicję i walczymy o jak najlepsze poparcie dla Jacka Majchrowskiego i Tadeusza Ferenca.

Jest również Częstochowa, gdzie startuje nasz silny kandydat i wieloletni prezydent tego miasta Krzysztof Matyjaszczyk. O władzę w Świdnicy walczy dla nas Beata Moskal-Słaniewska. Udało nam się też stworzyć koalicję w Łodzi i Lublinie.

Poza tym wystawiliśmy listy kandydatów do sejmików wojewódzkich we wszystkich okręgach w całym kraju, oraz listy do rad powiatów i gmin. To kilkanaście tysięcy osób!

Jeżeli ktoś zamierza twierdzić, że to mało, niech spojrzy na listy Kukiz'15 czy bloków obywatelskich. W Polsce tylko cztery partie potrafiły wystawić listy na wszystkich szczeblach. To PiS, PO, PSL i SLD. Jak na partię, która w 2015 roku poniosła dotkliwą porażkę i nie weszła do parlamentu, to naprawdę nie jest mało, prawda?

Zdaje się, że nadal nie odpowiedział pan na pytanie o wojnę Millera z Rozenkiem...

Były premier może kogoś popierać lub nie... Zwracam też uwagę, że Leszek Miller zadeklarował, iż będzie głosował na wszystkich innych kandydatów Sojuszu w wyborach do rad i sejmiku. I to jest najważniejsze.

Jeszcze raz podkreślam, że kandydaci SLD startują na absolutnie każdym szczeblu w całym kraju. Jesteśmy aktywni w prawie wszystkich gminach, oraz wszystkich powiatach i województwach. I co? Mamy się wstydzić, że nie startujemy pod sztandarem Koalicji Obywatelskiej, bo Leszek Miller nie popiera jednego naszego kandydata?!

Może w Warszawie trzeba było jednak wejść we współpracę z KO? Przecież zdecydowaliście się na to w wielu miejscach.

To prawda, że w wielu miejscach zawarliśmy koalicję, ale zawsze działo się to na jasno określonych zasadach. Konieczne było wypracowanie programu, który był spójny z poglądami wszystkich członków koalicji. My w samorządzie nie chybiliśmy odpuszczać spraw ważnych dla ludzi i często rezygnowaliśmy z partyjnego szyldu. Niestety nie wszędzie nas słuchano.

W Warszawie PO i Nowoczesna chciały iść koniecznie pod szyldem Koalicji Obywatelskiej, czego nie mogliśmy zaakceptować. Tymczasem w Łodzi, czy Lublinie kandydaci startują jedynie pod swoimi nazwiskami. Szkoda, że Rafał Trzaskowski nie miał tyle odwagi, by również zbudować w stolicy komitet ponad podziałami politycznymi.

We wspomnianej przez pana Łodzi popieracie kandydatkę PO, która ma prawomocny wyrok i może być tak, że "przegra zanim wygra"...

To nie rząd powinien rozstrzygać, kto ma być prezydentem miasta, a wyborcy!

Jednak skandal wokół Hanny Zdanowskiej tylko narasta. Czy SLD rozważało wycofanie poparcia ze względu na jej problemy z prawem?

W Warszawie PO upolitycznia samorząd i nie chciała porozumienia. W przeciwieństwie do Hanny Zdanowskiej w Łodzi, która założyła komitet wyborczy pod własnym nazwiskiem i możliwe było uzyskanie porozumienia. A skandal jest taki, że próbuje pan sugerować, że to rząd powinien decydować, kto ma rządzić w Łodzi, a nie wyborcy.

Chyba myli pan sugestię z pytaniem...

Odpowiadam więc w prosty sposób: to wyborcy zdecydują, kto będzie prezydentem Łodzi. Jest przecież informacja szefa PKW Wojciecha Hermelińskigo, który powiedział, że prezydent Zdanowska może kandydować w wyborach samorządowych. A skoro może kandydować, to może również objąć urząd.

Jeśli zmieniłoby się coś w tej kwestii – na przykład za sprawą nowego stanowiska PKW – wtedy być może zmieniłaby się też koncepcja naszego poparcia. Jednak na chwilę obecną tylko mieszkańcy Łodzi mają prawo do zadecydowania o tym, czy Hanna Zdanowska ma być prezydentką Łodzi, czy też nie.

W SLD też wierzycie w tę często powtarzaną tezę, iż wybory samorządowe ustawią wyniki całego maratonu wyborczego?

Wybory samorządowe są dla ludzi i ich małych ojczyzn. Przy wyborach do Parlamentu Europejskiego na pewno nie będzie się już tak liczyła droga w Wołominie, most w Bydgoszczy, krakowski smog, czy chodniki w Nowej Soli. W SLD patrzymy więc na aktualne wybory spokojnie, głównie przez ten najważniejszy pryzmat lokalny.

Zapewne wyniki wyborów do sejmików wojewódzkich będą miały pewne znaczenie dla kolejnego etapu tego maratonu wyborczego. Jednak nie oznacza to, że od razu zdeterminują rozstrzygnięcia wyników wyborów europejskich i parlamentarnych.

Do tego czasu zapewne powstaną nowe podmioty polityczne, a te już istniejące przeżyją pewne przetasowania personalne i programowe. Do czasu walki o PE oraz Sejm i Senat wiele się jeszcze zmieni.

W kampanii przed wyborami do PE będziecie już mieli konkurencję ze strony Roberta Biedronia. Co prawda dziś jego projekt "wyceniany" jest na ledwo 3,2 proc., ale wszyscy wiemy, że potencjał tkwi w nim spory. Obawiacie się w Sojuszu tej rywalizacji ?

W wyborach samorządowych SLD w wielu miastach współpracuje z różnymi kandydatami progresywnymi i jesteśmy gotowi na powstanie nowych lewicowych projektów w przyszłości. Sojusz będzie próbował współpracować ze wszystkimi na lewicy, ponieważ dzięki temu możemy tylko zwiększyć szanse na powrót do parlamentu.

Aby SLD miało realne szanse na wejście do politycznej pierwszej ligi, przed wyborami parlamentarnymi musiałoby nastąpić jakieś tragiczne dla PiS i PO trzęsienie ziemi. Wierzy pan, że coś takiego może się wydarzyć?

Przecież SLD jest już w pierwszej lidze...

Powiedziałbym, że jesteście w barażach.

Gracze z baraży potrafią sięgać po mistrzostwo. Warto przypomnieć, że gdyby SLD w 2015 roku w koalicji Zjednoczonej Lewicy weszło do parlamentu, to PiS nie miałoby samodzielnej większości. Podobnie będzie teraz. Obecność SLD w Sejmie to najlepsze zabezpieczenie przed samodzielną większością PiS.

Czy w nowym parlamencie będziemy w koalicji rządzącej? Wszystko zależeć będzie od tego, czy inni zechcą lewicy posłuchać. Wówczas będą liczyły się kwestie programowe. Takie, jak podejście do spraw równościowych i pomocy najuboższym. Nie bez znaczenie będą też poglądy na obecność Polski w Unii Europejskiej oraz praworządność. Jeśli uda się osiągnąć porozumienie programowe na naprawienie Polski po rządach PiS, to wszystkie scenariusze są możliwe.

Jestem pewien, że w 2019 roku lewica nie będzie walczyła o obecność na scenie politycznej, tylko o pozycję dużej siły w parlamencie. Teraz trzeba więc spokojnie na to prawować. W 2015 roku już nas wielu wkładało do grobu i zamykało wieko. Okazało się, że spod tego wieka wyszliśmy, trumna nie pasowała i jesteśmy już daleko od cmentarza. Krok po kroku idziemy do przodu.

Wielu SLD-wców jadało u Sowy? Nie obawiacie się, że kiedy ewentualnie dojdziecie do władzy, to z piwniczki wyciągną taśmy także na waszych ludzi?

Nie znam ludzi lewicy, którzy tam jadali. Ja tam nigdy nie chodziłem.