Straszne historie z życia wzięte, w które nikt nie chciał uwierzyć. Użytkownicy Reddita opowiadają swoje przeżycia

Jest trzecia w nocy, siedzisz sam w domu jak Kevin, a za plecami słyszysz czyjeś kroki. Odwracasz się?
Jest trzecia w nocy, siedzisz sam w domu jak Kevin, a za plecami słyszysz czyjeś kroki. Odwracasz się? Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Kroki słyszane w drugiej części mieszkania, kiedy siedzicie sami w domu to znoszony klasyk. Co innego duch poprzedniego właściciela domu, który robił za niańkę syna nowych lokatorów. Użytkownicy Reddita podzielili się kilkoma mrożącymi krew w żyłach historiami z własnego życia. Wybraliśmy dla Was niektóre z nich. Możecie potraktować je w kategoriach halloweenowych opowieści, ale ich autorzy są święcie przekonani, że to wydarzyło się naprawdę.

Niania z piwnicy

"Kiedy miałem 10 lat przez cały czas rozmawiałem z kimś przez wąski lufcik na ścianie piwnicy. Gdy mówiłem mu, że chcę go zobaczyć, odpowiadał, żebym nie wchodził do pomieszczenia, ponieważ i tak go tam nie ma. Nasze rozmowy trwały rok, może półtora roku. Prosił mnie, żebym nie mówił o nim mamie, bo nie chce jej wystraszyć.

Kilka lat później opowiedziałem mamie o facecie z piwnicy. Powiedziała, że jest w stanie mi uwierzyć, ponieważ kiedy byłem maluszkiem, drzwi od mojego pokoju uchylały się tak, jakby ktoś po prostu chciał zajrzeć, czy wszystko ze mną w porządku. Mama doszła do wniosku, że musiał to być duch poprzedniego właściciela, ponieważ pokój, który zajmowałem, należał wcześniej do jego wnuków".

Mężczyzna w kapeluszu

"Noc zaczęła się całkiem normalnie, mama wyszła z przyjaciółmi zobaczyć jakiś mecz, a ja wraz z tatą i siostrą oglądaliśmy film w telewizji. To była jakaś komedia, dlatego w dobrych humorach udaliśmy się do swoich sypialni. Minęło pół godziny, leżałem jeszcze w swoim łóżku i czytałem książkę. Wtedy usłyszałem kogoś wchodzącego do przedpokoju na dole, a po chwili wbiegającego po schodach na piętro.

Na początku pomyślałem, że pewnie mojej siostrze zachciało się pić i zeszła do kuchni nalać sobie soku. Widziałbym ją jednak kiedy schodziła, ponieważ drzwi naszych pokojów były ustawione vis a vis. Potem stwierdziłem, że mama wróciła ze spotkania i z nieznanych mi przyczyn zachowuje się bardzo głośno.


Widok z mojego łóżka pozwala mi widzieć każdego, kto wchodzi po schodach, dlatego przez cały czas wpatrywałem się w punkt, w którym rodzicielka miała się zaraz pojawić. Kroki stawały się coraz wyraźniejsze, jednak w chwili, kiedy miały dotrzeć na szczyt, ucichły. Na piętrze nie było nikogo.
Nie minęły nawet dwie sekundy, kiedy moja siostra wybiegła ze swojego pokoju, krzycząc w kompletnej panice. Pobiegliśmy do sypialni naszego taty.

– Co się stało? – zapytał zdenerwowany.
– Tam jest pan – powiedziała moja siostra, wskazując palcem na swój pokój.

Ojciec pobiegł do jej pokoju, zapalając po drodze wszystkie światła. Wszedł do środka i sprawdził, czy ktoś nie kryje się w szafie lub za nią. Po chwili zrobił to samo w moim pokoju, lecz nigdzie nie znalazł wspomnianego mężczyzny. Jeszcze przez kolejne kilkanaście minut przeszukiwaliśmy dom razem z tatą. Zadzwonił też do mamy, jednak w słuchawce wyraźnie było słychać głośną, barową atmosferę. Tej nocy wszyscy spaliśmy w sypialni rodziców.
Klątwa wracała przez siedem lat, za każdym razem działo się to samo. Siostra opisywała tę postać jako wysokiego mężczyznę w prochowcu i cylindrze. Stawał w rogu i po prostu gapił się na nią. Kilka lat później usłyszałem o upiorze mężczyzny w kapeluszu, który okazał się prawdziwym zjawiskiem".

Dom przy cmentarzu

"Dom babci mojego kumpla stał naprzeciwko cmentarza. Kolega cały czas opowiadał mi niestworzone historie o tym, że to nawiedzone miejsce, jednak nigdy mu nie wierzyłem. Byliśmy tam jednej nocy i przysięgam, zobaczyłem coś wielkości przedszkolaka przebiegającego przez salon i jadalnię prosto do kuchni.

– Widziałeś dzieciaka, który właśnie przebiegł przez dom? – zapytał mój kolega.
W domu babci nie było nikogo, a już na pewno nie bawiły się w nim żadne dzieci (poza naszą dwójką). Była późna noc i jestem pewien, że nikt nie otwierał drzwi, by wejść do środka. Kiedy powiedzieliśmy o tym jego babci, ta w ogóle się tym nie przejęła.

– Dajcie spokój, to zdarza się cały czas – powiedziała. Po tej historii zacząłem wierzyć w duchy.

Kumpel opowiadał mi również, że kiedy zdarzało mu się tam nocować, zawsze wynosił telewizor z sypialni. Wszystko dlatego, że kiedyś obudził się w nocy i w jego odbiciu zobaczył twarze, które obserwowały go, gdy spał".

"Halo?"

"Brałem wieczorny prysznic, to było jakoś zimą, pamiętam że za oknem było już bardzo ciemno. Mieszkam na przedmieściach Londynu, gdzie wszystkie domy są dość wąskie i ustawione ściana w ścianę. Mury są jednak na tyle grube, że prawie w ogóle nie słychać sąsiadów.

Rodzice siedzieli na dole, wejściowe drzwi były zamknięte. Zasadniczo na górze panuje grobowa cisza, chyba że mama włączy radio w sypialni starszych. Tym razem tak jednak nie było.

W każdym razie wycierałem włosy ręcznikiem i miałem go za chwilę powiesić w pokoju rodziców. Otworzyłem drzwi i wszedłem w mrok, kiedy usłyszałem dostojny kobiecy głos, mówiący 'halo?'. Zatrzymałem się w ciemnej sypialni i rzuciłem to samo hasło. Cisza.
Głos nie należał ani do mojej mamy ani do żadnej z naszych sąsiadek. Radio było wyłączone, a podwójne, wyciszone okna były zamknięte na amen. Stałem tam jeszcze przez pięć minut, czekając na jakiś inny dźwięk, jednak niczego więcej nie usłyszałem. Jednak jej głos był MAKSYMALNIE wyraźny i skierowany w moją stronę.

Mogę z pewnością określić, że pochodził z lewej strony sypialni, z miejsca gdzie stoi szafa. Właśnie tam wpatrywałem się, odkąd tylko przekroczyłem próg pokoju. Jeśli to faktycznie duch, było to bardzo ciekawe doświadczenie".

"OBUDŹ SIĘ!"

"Parę lat temu wspólnie z żoną pracowaliśmy przez trzy miesiące na Bermudach. Celowo wynajęliśmy ogromny dom, którego właściciele wrócili z powrotem do Stanów. Na górze znajdował się jeden pokój zamknięty na klucz, prawdopodobnie znajdowały się tam prywatne rzeczy gospodarzy.

Minęło kilka nocy i zaczęliśmy słyszeć kroki dobiegające z zamkniętego pomieszczenia. Łatwo było je zignorować, mówiąc sobie, że to prawdopodobnie gryzonie, nawet jeśli słyszane stąpanie było bardzo ciężkie i... ludzkie. Sprawdziliśmy drzwi, lecz nie było na nich żadnych śladów, które mógł zostawić ktoś, kto wchodził lub wychodził z pokoju.

Pewnej nocy, kiedy spałem, usłyszałem "WSTAWAJ!" wykrzyczane prosto do mojego prawego ucha. Żona spała po mojej lewej stronie, więc to nie mogła być ona. Poczułem, jak coś ściąga mnie z łóżka i obudziłem się. Moje nogi zwisały poza jego krawędź, a na prawym poliku czułem wilgoć, zupełnie tak, jakby ktoś zostawił na nim resztki swojej śliny.

Spanikowałem, obudziłem żonę i zacząłem przeszukiwać dom w poszukiwaniu intruza. Wszędzie było jednak przeraźliwie cicho. Wymeldowaliśmy się z tego przeklętego domu kolejnej nocy.

Zerwany łańcuszek

Bonusowo, ja również chciałbym podzielić się z wami historią z własnego życia, która długo spędzała mi sen z powiek.

Być może ściągam teraz na siebie i znajomych ryzyko ekskomuniki, jednak będąc w gimnazjum, bawiliśmy się w wywoływanie duchów. Wsadzaliśmy duży klucz wewnątrz książeczki do nabożeństwa, obwiązywaliśmy ją sznurkiem, tak by nie wypadł i zaczynaliśmy swoje seanse spirytystyczne na szkolnych korytarzach.

Przy tym nie dawaliśmy wiecznego odpoczynku naszym zmarłym bliskim, a także takim postaciom ze świata showbizu jak choćby Kurt Cobain czy Piotr "Magik" Łuszcz. Byliśmy dzieciakami, traktowaliśmy to wszystko jako zabawę, mając ubaw, że duchy odpowiadały nam na zadawane pytania, obracając książeczką w jedną lub drugą stronę. Śmiesznie było tylko do pewnej nocy.
Poszedłem spać po kolejnym dniu z duchami. Śnił mi się mrok, z którego wpatrywały się we mnie ślepia jakiejś strasznej bestii. Potwór wlepiał we mnie przerażające gały jeszcze chwilę, po czym wyciągnął łapska ku mojej szyi, na której nosiłem wówczas komunijny medalik. Silnym ruchem zerwał go i wrócił w otchłań. Kiedy obudziłem się rano, przerwany łańcuszek leżał na poduszce tuż obok mojej głowy.

Najciekawsze jest to, że tej nocy dziwne rzeczy przydarzyły się praktycznie wszystkim osobom, które brały udział w naszych szkolnych seansach spirytystycznych. Z biurka mojego kolegi spadła szklanka, która rozbiła się w drobny mak, natomiast koleżanka miała wyraźne czerwone ślady na swojej szyi. Po tej historii już nigdy więcej nie zapytałem: "... czy jesteś tu z nami?".

Więcej mniej lub bardziej strasznych historii znajdziecie na Redditcie
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KONWENCJA PIS

PARTIA RZĄDZĄCA SZYKUJE SIĘ DO ROKU WYBORCZEGO