"On nie powinien ochraniać supermarketu". Po występie szefa SOP gwałtownie przybyło fanów dawnego BOR

Szef Służby Ochrony Państwa gen. Tomasz Miłkowski wykazał się skrajną niekompetencją
Szef Służby Ochrony Państwa gen. Tomasz Miłkowski wykazał się skrajną niekompetencją Fot. Sławomir Kaminski / Agencja Gazeta
Po występie gen. dra Tomasza Miłkowskiego – szefa Służby Ochrony Państwa – w TVN24 sypią się na niego gromy. Pół internetu nie mogło uwierzyć w "mądrości”, które usłyszało, a druga połowa uzyskała odpowiedź na pytanie, dlaczego mamy w Polsce tyle wypadków z udziałem VIP-ów. Wszyscy mieli jednak świadomość, że słuchali oficera, który odpowiada za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. I to było chyba najbardziej przerażające.

Gen. dr Miłkowski gościł we wtorkowy wieczór u Katarzyny Kolendy-Zaleskiej w "Faktach po Faktach” w TVN24. Był pytany głównie o wypadki z udziałem VIP-ów i nieprzestrzeganie procedur z nimi związanych, czyli tzw. tupolewizm, ale na drogach.

Dyletant z 30 letnim doświadczeniem
– Niestety pan generał Miłkowski potwierdził brak kompetencji do kierowania taką służbą jak BOR, czy obecnie SOP – podkreśla w rozmowie z naTemat Leszek Baran, prezes zarządu fundacji byłych funkcjonariuszy BOR.
Przypomnijmy, że od marca 2016 roku doszło w sumie do siedmiu wypadków i kolizji z udziałem samochodów obecnej Służby Ochrony Państwa wiozących prezydenta lub ministrów rządu PiS.

W ostatnich dniach pod Imielinem doszło do kolizji samochodów z kolumny wiozącej byłą premier Beatę Szydło. Na miejsce nie wezwano karetki (regulamin to nakazuje), a wicepremier udała się do domu uszkodzonym autem, co kłóci się z kodeksem drogowym i przepisami dotyczącymi przewożenia VIP-ów, wedle których powinna była pojechać wezwanym na miejsce radiowozem.
Warto też przypomnieć, że na początku października w Oświęcimiu auto jadące w kolumnie przewożącej prezydenta Andrzeja Dudę potrąciło dziecko przechodzące przez ulicę. Wtedy także uchybiono procedurom.

Być może generał Miłkowski miał po prostu we wtorek zły dzień, ale najstarsi dziennikarze nie pamiętają takiego grillowania gościa podczas telewizyjnego wywiadu.
Co takiego mówił gen. dr Miłkowski? Otóż przekonywał, że stłuczki VIP-ów na tle setek takich wydarzeń, do których dochodzi codziennie w całej Polsce, są w zasadzie normalne.


"Mądrości" generała
– Zdarzają się różnego rodzaju kolizje, czasami wypadek, ale w tym samym dniu, może dzień wcześniej pokazywaliście państwo kolizję premiera Słowacji zupełnie w inny sposób. Można pokazać zdarzenia jako coś, co się po prostu zdarza (...). Oczywiście, że tak nie powinno być, ale w tym dniu (w dniu kolizji wicepremier Szydło – red.) w całej Polsce zdarzyło się 1370 kolizji – argumentował dowódca SOP.

Generał podzielił się też przypuszczeniem, że w przynajmniej części tych zdarzeń zapewne brali udział również zawodowi kierowcy. – Tak się zdarza, bo tak ruch drogowy czasami wygląda – stwierdził.
Pytany, czy kierowcy wożący najważniejszych polityków mają odpowiednie doświadczenie, odpowiadał pytaniem na pytanie: – A co to znaczy doświadczony kierowca? Czas w służbie to nie jest jedyny moment, kiedy zdobywa się doświadczenie. Mamy pewien paradoks, państwo się upieracie, że żeby jeździć w ochronie osób, trzeba mieć doświadczenie, ale gdzie ma je zdobyć funkcjonariusz?

Generał Miłkowski był też indagowany, dlaczego Beata Szydło porusza się po kraju dwoma samochodami w odróżnieniu od wicepremierów Jarosława Gowina i Piotra Glińskiego, którzy mają jedno auto. – A dlaczego nie? – zareagował komendant SOP.

Z kolei pytany o to, kto poniósł odpowiedzialność za to, że podczas ostatniej kolizji prezydenta Oświęcimiu prezydent Andrzej Duda wyszedł z samochodu i podszedł do potrąconego dziecka, odparł beztrosko: – Nie ma sztywnych reguł, czy może wyjść, czy nie może wyjść. Nie widziała pani papieża, który zatrzymuje się i idzie w stronę tłumu?

– Mówimy o sytuacji, gdy to jest 400 metrów od miejsca spotkania. Wszędzie tam w okolicy byli nasi ludzie, była policja – tłumaczył działania SOP-u Miłkowski. Na uwagę, że to mogła być prowokacja, odparł: – Mogła być, ale nie była.
Medialny występ ściągnął na gen. Miłkowskiego falę krytyki, do której na Twitterze dołączył się nawet były premier Leszek Miller. Nie tylko on jednak uznał słowa szefa SOP za kompromitujące, zrobiło to również tysiące komentujących sprawę internautów. Ich krytykę podzielają eksperci.

Krytyka
– Jeżeli gen. Miłkowski tłumaczy, że ma doświadczenie kierowca, który jeździł 7 lat w jakimś biurze podróży czy innej firmie, a potem po dwóch latach służby został kierowcą najważniejszych osób w państwie, to znaczy, że on nie wie o czym mówi – tłumaczy nam Baran. – Zupełnie inaczej jeździ się w kolumnie samochodów, a moi koledzy z BOR trenowali to wiele lat, a zupełnie inaczej jeździ się w cywilu – dodaje.
– Jeżeli on mówi, że głowa państwa może sobie ot tak wyjść z samochodu podczas kolizji przy braku reakcji ochrony, to kolejny raz naraża się na zarzuty o braku kompetencji. Oczywiście żaden ochroniarz nie będzie się boksował z prezydentem, ale powinien natychmiast zareagować, by nie dopuścić do sytuacji jaka miała miejsce. To tylko dwa przykłady na niekompetencję generała Miłkowskiego – zaznacza.

Przypomnijmy, że Służba Ochrony Państwa zastąpiła z początkiem tego roku Biuro Ochrony Rządu. Nowa służba otrzymała oprócz nowych mundurów i naszywek nowe kompetencje.

Baran pytany, jaki sens miała likwidacja BOR i stworzenie w jego miejsce SOP, odsyła do rządzących. – Osobiście uważam, że to się odbyło ze szkodą dla poziomu ochrony VIP-ów. Sam fakt, że te zmiany spowodowały odejście ze służby ponad 200 doświadczonych funkcjonariuszy, o czymś świadczy. Oni nie zdążyli przekazać swojej wiedzy następcom – podkreśla.

Kim jest Miłkowski? Pod koniec kwietnia 2017 stanął na czele BOR w stanie likwidacji. Premierem była wtedy jeszcze Beata Szydło, a szefem MSWiA Mariusz Błaszczak. Miłkowski kojarzony jest jednak bardziej z Jarosławem Zielińskim, wiceszefem MSWiA. Wcześniej, ale już za rządów PiS, był Komendantem Wojewódzkim Policji w Małopolsce.

W policji pracował od 1991 roku, ma więc 30 lat doświadczenia, choć głownie jako teoretyk, a nie praktyk. Zaczynał od pracy w komisariacie w Rudzie Śląskiej w 1991 roku w pionie prewencji, przez cztery lata "szlifował bruki". Potem skończył Wyższą Szkołę Oficerską w Szczytnie i związał się z policyjnym szkolnictwem. W szkole policji w Katowicach zajmował się głównie finansami i kadrami. Po 14 latach awansował, by kierować tym samym pionem, ale już w komendzie wojewódzkiej policji we Wrocławiu. Następnie awansował do komendy wojewódzkiej w Krakowie.

Doktor nauk prawnych
Jest doktorem nauk prawnych. W 2010 na podstawie napisanej pod kierunkiem Eugeniusza Zwierzchowskiego rozprawy doktorskiej pt. "Obrońca Ludu jako strażnik praw podstawowych w Konstytucji Hiszpanii z 1978 r." uzyskał na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach stopień doktora nauk prawnych w zakresie prawa (specjalność prawo konstytucyjne). Od 2007 był radcą, do jego zadań należała koordynacja współpracy międzynarodowej oraz obsługa funduszy pomocowych. 
Na swoim koncie ma Brązową i Złotą Odznaką "Zasłużony Policjant", może się też pochwalić Brązowym Medalem "Za zasługi dla Policji" oraz Medalem Srebrnym "Za długoletnią służbę". W swoich oficjalnych biografiach podkreśla, że zna angielski i hiszpański.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...