
Choć wszystko wskazuje na to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości z ulgą przyjął decyzję prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazaniu osławionego przemocą Marszu Niepodległości, w obozie władzy wciąż można znaleźć obrońców agresywnych nacjonalistów. W takiej roli w czwartek ustawił się wicepremier Piotr Gliński.
REKLAMA
– Cała Polska wie, że służyły do prowokacji władzy przeciwko swoim przeciwnikom politycznym – mówił o Marszach Niepodległości z ostatnich lat wicepremier i minister kultury Piotr Gliński na antenie Radia ZET. – Nie pamięta pani ludzi w kominiarkach, którzy prowokowali. Stała za tym opcja polityczna Gronkiewicz-Waltz, PO z PSL którzy rządzili wtedy w Polsce – stwierdził wcześniej w rozmowie z Beatą Lubecką.
W ten sposób prominentny przedstawiciel rządu kolportował znaną od lat narrację środowisk skrajnej prawicy, które przekonywały, że za wszelki rozróby i skandaliczne hasła z Marszu Niepodległości odpowiedzialni są prowokatorzy. Twierdzono nawet, iż mieli być oni rekrutowani z szeregów funkcjonariuszy policji i służb specjalnych.
Powtarzania tej legendy przez wicepremiera nie była w stanie spokojnie znieść Barbara Nowacka. "W przypadku zwykłego obywatela można by wzruszyć ramionami i stwierdzić, że to absurdy, urojenia. Niestety te kłamstwa wypowiada wicepremier rządu" – skomentowała na Twitterze liderka lewicowej frakcji Koalicji Obywatelskiej.