W Warszawie prześpisz się jak w Japonii. Zwiedziliśmy Hostel Kapsuła

Hostel Kapsuła prowadzi Adam Wawrzyński, koszt noclegu w takim miejscu to 69 złotych za dobę.
Hostel Kapsuła prowadzi Adam Wawrzyński, koszt noclegu w takim miejscu to 69 złotych za dobę. Fot. naTemat
Spanie w hotelu kapsułowym to tak ciekawe doświadczenie, że decydują się na nie czasami nawet sami... warszawiacy, którzy i tak mają gdzie spać w swoim mieście. – Mamy całodobową recepcję i zakres usług przypominający hotel, bo mimo że nigdy hotelem nie będziemy, chcemy zapewnić naszym gościom jak najlepszy komfort – mówi nam Adam Wawrzyński, właściciel Hostelu Kapsuła.

120 równo poukładanych kapsuł do spania w jednym dużym pomieszczeniu robi wrażenie. Zupełnie tak, jakby po wejściu z ulicy Dowcip do niepozornie wyglądającego budynku pod numerem 4 przenieślibyśmy tysiące kilometrów na wschód, prosto do Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie da się ukryć, że swój pomysł na Hostel Kapsuła, Adam Wawrzyński zaczerpnął właśnie z Japonii.

– Osobiście nie miałem okazji odwiedzić żadnego z japońskich hosteli kapsułowych, jednak zdarzyło mi się nocować w kilku polskich, z naprawdę różnymi wspomnieniami – opowiada właściciel Hostelu Kapsuła. – W obsłudze często kulało również to, że recepcjonistka w jednej osobie łączyła funkcję pani przyjmującej gości i sprzątaczki. Skutkiem tego były niedociągnięcia na recepcji oraz niedomyte pomieszczenia.
W Hostelu Kapsuła naprawdę sterylnie dba się o czystość i komfort gości. Ledwo przywitaliśmy się z naszym rozmówcą, a już mogliśmy się poczuć jak u cioci, która dopiero co pozmywała podłogę i każdemu z gości wciska kapcie.

– Niech pan stanie w tej szatni na buty i się "sztachnie", a potem wyobrazi sobie, że wszystkich gości wpuszczalibyśmy na górę w butach – śmieje się Wawrzyński. – Wszystko zostało zaplanowane dla komfortu naszych klientów, dodatkowo my również mamy prościej przy sprzątaniu czy myciu podłóg – dodaje.


Właściciel hostelu prowadzi mnie schodami na górę, po drodze wyjaśnia mi działanie systemu przeciwpożarowego, na potrzeby którego w hostelu zamontowano 84 czujki i bardzo zaawansowany system ewakuacji i oddymiania klatek. Każda z kapsuł również została zaadaptowana tak, by bez trudu można było się z niej wydostać w razie niebezpieczeństwa.
Słychać, że bezpieczeństwo gości hostelu bardzo mocno siedzi w głowie Adama Wawrzyńskiego. Po drodze do sali z łóżkami - kapsułami, opowiada nam o innych technicznych kwestiach związanych z funkcjonowaniem tego miejsca na nocleg.

– Jedyne wejście, przez które można się do nas dostać z zewnątrz, prowadzi przez recepcję – mówi naTemat Adam Wawrzyński. – To kwestia bezpieczeństwa, tak by nikt niepożądany nie szwendał się po sali z kapsułami, gdzie wszyscy goście znajdują się w jednym pomieszczeniu. Recepcja jest całodobowa, można się u nas zameldować o każdej porze – informuje.

Cisza, tu się śpi!
W przeciwieństwie do tego, co mogliśmy zobaczyć w programie "Lepiej późno niż wcale", Hostel Kapsuła to słabe miejsce na międzynarodowy melanż. Wszyscy goście przebywają na jednej dużej sali, dlatego na terenie obiektu praktycznie przez całą dobę obowiązuje cisza nocna.

Poza tym są wśród nich ludzie, którzy przylecieli do Warszawy na przeróżne szkolenia i konferencje. Zależy im zatem na niedrogim, schludnym i cichym miejscu. Noc w Hostelu Kapsuła kosztuje 69 złotych. Przy standardzie, który widzieliśmy i lokalizacji miejsca, cena wydaje się uczciwa.
Wchodzimy do pomieszczenia z kapsułami i pan Adam przypomina nam o zachowaniu ciszy. W drzwiach mijamy gościa, który spędził noc w Hostelu Kapsuła.

– Jak się spało? To pana pierwszy raz w takim miejscu? – pytam.

– Było całkiem wygodnie, nie spodziewałem się, że będzie tu tak cicho – słyszymy w odpowiedzi.

Wawrzyński nie zdążył nam jeszcze wszystkiego dokładnie opowiedzieć, a my już gramolimy się po stopniach, by wejść do górnej kapsuły. Trzeba przyznać, że nie każdemu będzie łatwo się dostać do kapsuły "na piętrze". Osoby starsze, ludzie z nadwagą czy melanżowicze z pobliskiej ulicy Mazowieckiej mogą mieć problem. Ci ostatni zwłaszcza z wejściem, ponieważ do hostelu nie wpuszcza się pijanych lub znarkotyzowanych ludzi.

W środku jest bardzo wygodnie – spore zaskoczenie. Nie jest ciasno, moc światła na taśmie LED jest regulowana, a system ewakuacji dziecinnie prosty – wystarczy odgiąć dwa bolce przy wejściu do kapsuły. Poza tym kapsuła jest doskonale wyciszona.

– Kapsuła ma wymiary 1 m x 1 m x 2,3 m. W całości jest zbudowana z materiałów odpornych na ogień – mówi Wawrzyński. – Między każdą z kapsuł wsadziliśmy 10-centymerową warstwę wełny skalnej. Jedynym elementem, przez który dostaje się hałas, jest roleta na wejściu. Nie mogliśmy tego zmienić, głównie z przyczyn bezpieczeństwa.
To nie jest miejsce na romantyczny wieczór
Hostel Kapsuła powstawał dwa lata, został otwarty 21 listopada. Z planowanych 650 tys. złotych, cena inwestycji ostatecznie wzrosła do 2,8 mln złotych. Komplet – dwie kapsuły leżące na sobie z obudowaniem to wydatek 8 tys. złotych, do tego trzeba jednak doliczyć koszt wyciągów zapachów, nawiewów powietrza i innych elementów systemu wentylacyjnego.

Adam Wawrzyński zapytany o to, czy to miejsce dla wszystkich, ze śmiechem kręci głową.

– Mieliśmy zabawną historię, kiedy pan zrobił u nas rezerwację przez swoją koleżankę – opowiada. – Rezerwacja miała być dla dwóch osób, na miejscu okazało się, że pan chciał tu zorganizować romantyczny wieczór dla siebie i swojej ukochanej. Cóż, u nas niestety nie ma miejsca na szampana i truskawki, kapsuły nie są koedukacyjne – śmieje się.

Pomysł – jak już wspomnieliśmy – dotarł do Polski z Japonii. Tam hotele kapsułowe są po części atrakcją turystyczną, ale w praktyce pełnią ważną rolę dla Japończyków. I wcale nie tylko dlatego, że "tam jest tak mało miejsca i muszą się cisnąć". To popularne rodzaj noclegu dla pracowników korporacji, którzy po wielu godzinach pracy (lub imprezy) nie mają siły lub czasu wracać do swojego mieszkania. Tokio to gigantyczna aglomeracja.
– Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym rodzajem noclegu, a jednocześnie zdziwiony, że nie jest on aż tak popularny w Polsce. To opcja o klasę wyżej niż w popularnych pokojach wieloosobowych, choć jest kilka niezrozumiałych na starcie zasad – pisał nasz redakcyjny kolega po swoim pierwszym pobycie w tokijskiej kapsule.

Tam zasady są nieco inne niż w Polsce. Pierwsze zaskoczenie było już podczas check-inu. Można zapłacić tylko za jedną noc, za kolejną dopłaca się dnia następnego – takie przynajmniej były zasady w tym konkretnym hotelu. Choć hotel kapsułowy można zarezerwować na więcej niż jeden dzień, w rzeczywistości jest to wynajem jednodniowy. Każdego dnia do konkretnej godziny wszyscy muszą opuścić swoje kapsuły, które przechodzą gruntowne czyszczenie i wymianę pościeli, ręczników, piżam itd.
– Wtedy można przeczekać we wspólnym pokoju lub po prostu zostawić tam walizkę i zameldować się po powrocie po raz kolejny. Widzę tu spore przepalanie pieniędzy, bo podejrzewam, że innym, tak jak i mi, nie przeszkadzałoby, że pościel nie została zmieniona po jednym dniu. Ba, wolałbym komfort zostania w tej samej kapsule, niż konieczność jej zmiany. Każdego dnia dostajemy inną. Z drugiej strony, może te twarde zasady pozwalają utrzymać to w takim porządku – wspomina.

Tamtejsze kapsuły były nieco bardziej rozbudowane niż te polskie. W środku półka i mały panel multimedialny do obsługi radia, budzika i telewizora, który nie zawsze jest standardem. Miejsca nie ma dużo, ale nie jest klaustrofobicznie. Śmiało można wieczorem po prostu sobie posiedzieć i obejrzeć coś na laptopie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...