
Po tym, jak kolejne ofiary księdza Jankowskiego opowiedziały publicznie o zachowaniu prałata, głos zabrali także obrońcy kapelana "Solidarności". Marta Mężyk wraz z mężem byli bliskimi znajomymi. Pomagali duchownemu na plebanii przez 40 lat. Kobieta kwituje zarzuty wobec księdza krótko: to jest wyssane z palca.
REKLAMA
Marta Mężyk rozmawiała o księdzu Jankowskim z Wirtualną Polską. Kobieta ma 68 lat. W wieku około 17 lat chodziła na religię do kościoła św. Barbary. Ksiądz – jak wspomina – organizował młodzieży dystkoteki na Sylwestra.
Mężyk nie pamięta, by jakakolwiek kobieta wyskoczyła z okna z tego powodu, że była w ciąży z księdzem Jankowskim. Nie wierzy także w zeznania Barbary Borowieckiej z Australii. – Dlaczego wcześniej ta pani tego nie mówiła? Raptem teraz, jak przyjechała z Australii i zobaczyła pomnik, po 50 latach, to jej się pamięć odnowiła? – pyta Marta Mężyk.
Podobnie podchodzi do opowieści Borowieckiej o tym, że dzieci uciekały przed ks. Jankowskim do piwnic. – Tam nie było żadnych piwnic! Gdzie by tam ganiał? On był za poważny facet, bardzo kulturalny – ocenia Marta Mężyk. Zaprzecza też doniesieniom o molestowaniu chłopców. – To jest wyssane z palca – twierdzi.
Okres, jaki spędziła w parafii św. Brygidy, wspomina bardzo miło. – Imprezy niesamowite. Przychodził Wałęsa. Robiliśmy tam obiad dla Margaret Thatcher. Prałat był zawsze elegancki – wspomina.
Odniosła się także do ubioru prałata. – Stroił się? Tak powinien wyglądać mężczyzna, a nie zaniedbany chodzić. Komu co do tego, jak kto się ubierał? On dobrze wyglądał i to było jego zaletą. Niech krytykanci spojrzą na siebie! Ja nigdy nie zazdrościłam nikomu ciuchów – przekonuje.
Księdza prałata bronili także arcybiskup Głódź i wpływowy radny Prawa i Sprawiedliwości, Karol Guzikiewicz . Natomiast siostry księdza Jankowskiego zapowiedziały pozew po reportażu "Dużego Formatu" natomiast domniemanego molestowania.
źródło: Wirtualna Polska
