Pojeździłem przez kilka dni Mazdą CX-3. Powiem wprost: jej popularność jakoś mnie nie dziwi

Mazda CX-3 jest jak zawsze piękna i jak każda Mazda – trochę "pod prąd". Fot. naTemat
Od razu się przyznaję: lubię jeździć Mazdami i lubię testować Mazdy. Lubię nimi jeździć, bo zazwyczaj zaskakują komfortem i jakością. Wreszcie lubię je testować, bo producent z Hiroszimy uparcie podąża wbrew rynkowym trendom. O takich autach aż chce się mówić i Mazda CX-3 nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.

Jak się rozejrzycie po sieci, to generalnie mało który producent budzi tyle emocji co Mazda. I najczęściej są to emocje zupełnie skrajne. Są więc ci, którzy doceniają jakość i komfort japońskich aut, ich niebanalny styl, ich rozwiązania, które są niespotykane u konkurentów.
Ale z drugiej strony są ci, którzy twierdzą, że Mazda aspiruje do nieswojej ligi, że jej oferta nigdy nie będzie tak premium jak niemieckiej konkurencji. Dalej są ci, którzy twierdzą, że wolnossące silniki benzynowe – bo Mazda pozostaje im wierna – to przeżytek. Ale po chwili odzywają się ci, dla których wolnossące jednostki made in Japan to synonim trwałości.

I można tak bez końca. Można wręcz odnieść wrażenie, że bardzo dużo dyskutuje się o tym, jaka jest Mazda jako firma, a niektórzy zapominają o autach samych w sobie. A to duży błąd i nowa Mazda CX-3 jest zdecydowanie warta uwagi. Tak, jak się już domyślacie, ja jestem z tych, co Mazdy naprawdę lubią. Chociaż powiedzmy sobie od razu – zdecydowanie nie jest to auto pozbawione wad.
Gdzieś już to widziałeś
A dokładniej to przed liftingiem. Mazda jako producent jest niekwestionowanym liderem robienia liftingów, które... niewiele zmieniają. Wiele lat temu taki numer wykręciła Alfa Romeo, która z okazji liftingu nie zmieniła w wyglądzie 159 zupełnie nic, teraz podobne rzeczy robi Mazda. Czy to z "nową" szóstką, czy teraz z CX-3.

Motywacja jest pewnie podobna – po co poprawiać coś, co jest naprawdę dobre. I ja właściwie to kupuję, bo Mazda CX-3 jest na pewno jednym z najładniejszych crossoverów w zatłoczonym segmencie. Sami spójrzcie na zdjęcia.
Jeśli miałbym ją opisać jednym słowem, to uznałbym, że jest "delikatna". Taka zminiaturyzowana CX-5, ale jednocześnie muskularna. Całość jest opływowa, nienachalna, linie płynnie przechodzą od pasa przedniego aż do bagażnika. Wszystko jest oszczędne, zwarte. Czuć tutaj "mazdową" filozofię "Kodo" – czyli duszy ruchu, o której tyle mówią w tej firmie.


A czy coś się zmieniło? Wbrew pozorom tak. Są nowe klosze lamp z tyłu, światła wykonano w technologii LED. Z przodu przemodelowano grill. Do tego nowe felgi i właściwie to by było na tyle.
W środku też wielu zmian nie ma. Tradycyjny hamulec ręczny zastąpiono elektronicznym, sam kokpit nie uległ większym zmianom, poprawiono za to materiały. I te jak zwykle w Maździe (poza "drobnymi" wtopami jak biała skóra niszcząca się od samego patrzenia na nią) są pierwszorzędne. Idźcie do salonu, dotknijcie boczków tunela środkowego. Są wyłożone mięciutką skórką. Gwarantuję wam, że są na rynku auta nawet trzykrotnie droższe, które mają w tym miejscu ordynarny plastik.

Do tego jak to w Maździe wszystko jest bardzo ergonomiczne, a miejsca spokojnie wystarczy dla czterech dorosłych osób. Bagażnik? 350 litrów, czyli tak dość przeciętnie. Ale jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do ekranu przeziernego. HUD nie pojawia się na szybie jak choćby w Maździe 6, tylko na wysuwanej plastikowej szybce za kierownicą.
Cała idea tego konceptu jest taka, żeby kierowca miał tam, gdzie kieruje swój wzrok, zestaw podstawowych informacji. Tutaj patrząc na drogę ich nie widać – trzeba oderwać wzrok od jezdni i spojrzeć trochę niżej. A jeśli będziecie próbowali obserwować i HUD, i drogę, to w Maździe CX-3 raczej dostaniecie zeza. Dopiero wtedy może coś będziecie widzieć bez wysiłku.

Oldschoolowy silnik
Odpalam silnik, czyli to, co w Maździe budzi często najwięcej emocji. Od razu zaznaczam jego największą wadę: ja nie pamiętam, czy kiedykolwiek testowałem samochód, który tak wyje "na zimnym". Zdecydowanie niepremium. Na szczęście jak się już zagrzeje, to wszystko jest w porządku. Być może latem problemu nie ma. Ale pierwsze kilometry po wyjściu z pracy zimą są dramatyczne.
Reszta wypada już znacznie lepiej. Testowany egzemplarz napędzał silnik o pojemności dwóch litrów i mocy 150 koni mechanicznych. W pierwszej chwili zdziwienie, bo przecież konkurencja w tej cenie da wam raczej jakieś 1.4 i ze 120 koni mechanicznych. Tylko że w Maździe silniki benzynowe to niezmiennie jednostki wolnossące. Także konie są, tylko momentu obrotowego trochę jakby brak (204 Nm).

Jak taki zestaw sprawuje się na drodze? Najłatwiej powiedzieć, że... inaczej. Tak jak pisałem przy okazji testu nowej Mazdy 6, tutaj nie ma gwałtownego przyrostu momentu obrotowego, tutaj twoja głowa nie odbija się od zagłówka po gwałtownym ruszeniu ze świateł.
Przyrost prędkości w Maździe CX-3 jest miarowy, dostojny, długi, bo moc rośnie w całej skali obrotów, nie ma tutaj żadnej turbodziury. Nie ma też efektu wow, ale powiedzmy sobie wprost: te 150 koni w tak niewielkim autku naprawdę wystarcza do normalnej jazdy. Takiej codziennej. A spalanie? Wypada dość przeciętnie, głównie z racji wielkości jednostki i... tylko sześciu biegów. "Tylko", ale na autostradzie wysokie obroty skutecznie podbijają spalanie.

To oczywiście zależy od Was, jak będziecie jeździć, ale na mniej niż 8-9 litrów na sto kilometrów na drodze szybkiego ruchu nie ma co liczyć. W mieście będzie ciężko zejść poniżej dziesięciu litrów. A może po prostu będzie to niewykonalne bez cudowania. No ale dramatu jak na tę pojemność nie ma.
Na szczęście CX-3 ma też te zalety, z którymi kojarzy się każda inna Mazda. Jazda nią jest więc po prostu bardzo przyjemna. Tak po ludzku, zapomnijmy na chwilę o tych wszystkich adaptacyjnych zawieszeniach i innych wynalazkach. Niemniej jednak zawieszenie świetnie przekazuje kierowcy informacje o nawierzchni, układ kierowniczy jest precyzyjny. Wreszcie wytłumienie nierówności jest całkiem dobre. W połączeniu z przyjemnymi fotelami to samochód, w którym tak po prostu można się zrelaksować.

Kto doceni, ten zapłaci
Pozostaje kwestia ceny, a jak wiadomo, Mazda raczej się z konkurencją nie ściga w tym temacie. Pewnie prędzej powiedzieliby, że są tańsi od innych marek premium, niż drożsi od "zwykłych".
Cennikowo CX-3 startuje od niespełna 69 tysięcy, co nie brzmi źle. Ale taka wersja jak w teście – z dwulitrową benzyną i w wersji SkyPASSIOn – to już 106 tysięcy. I to nie jest koniec wydatków – jeszcze lakier, pakiet bezpieczeństwa czy ten piękny trójwarstwowy lakier Soul Red Crystal – i cena rośnie o kolejne kilka albo nawet kilkanaście tysięcy złotych. Nagle zastanawiasz się, dlaczego nie oglądasz cennika znacznie większej CX-5.

Efekt końcowy to jednak autko udane i bardzo przyjemne w codziennym obcowaniu. Mazda twierdzi, że jej klienci często decydują się na droższe, lepiej wyposażone. Więc może jest w tym metoda. Na koniec dnia nie mam bowiem wątpliwości, że CX-3 to model bardzo udany, co doceniają klienci.
Według danych importera CX-3 w wersji z napędem 4x4 to najpopularniejszy tego typu crossover w Polsce. Może to i niszowa konkurencja, ale jednak.

Mazda CX-3 na plus i minus

+ To auto jest piękne
+ Komfort jazdy
+ Prawdopodobnie bardzo trwałe silniki...
- ... Które dla wielu będą zbyt ospałe
- Kultura pracy jednostki napędowej "na zimnym"

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...